» W tym roku znów są wybory…
26.08.2005 | kategoria: Toruń, Wybrańcy Narodu
Jak głosi ulotka PiSu, którą znalazłam w Wyborczej, kupionej na Dworcu Centralnym „Lubię PO, ale zagłosuję na PiS”. Ja powiem inaczej: „Należę do PiS od dwóch czy trzech lat, ale zagłosuję na PO”. O moich przygodach z partią jeszcze kiedyś napiszę.
O wyborach przypomniały mi plakaty na mieście. Ale nie twarze kandydatów (Donald Tusk jest wszędzie!), tylko obwieszczenie o lokalach wyborczych. „Obwieszczenie Prezydenta Miasta Torunia z dnia 17 sierpnia 2005 r. podającego do publicznej wiadomości informacje o numerach i granicach obwodów głosowania oraz siedzibach obwodowych komisji wyborczych w Toruniu, w których zostanie przeprowadzone głosowanie w wyborach do Sejmu i Senatu RP w dniu 25 września 2005 r. oraz głosowanie w wyborach Prezydenta RP w dniu 9 października 2005 r.” – tak to ujęto na stronie UMT.
Z sentymentem wspomniałam, jak to siedziałam w komisji podczas unijnego referendum. Niestety później na wyborach do Parlamentu Europejskiego nie miałam tej przyjemności. W ten sposób zostałam ukarana przez przewodniczącego toruńskiej młodzieżówki Michała Jakubaszka. Tak, to z nim zakładałam FM PiS w tym mieście. O Jakubaszku jeszcze wspomnę wielokrotnie w przyszłości. I o innych też. W każdym razie… Jakubaszek ukarał mnie za to, że nie roznosiłam ulotek naszego kandydata i nie rozklejałam plakatów. Inna sprawa, że dla takich rzeczy nie porzuca się studiów czyli robię, jak mogę i mam czas. A czasu nie było z uwagi na w/w.
Ukaranie polega na tym, że FM PiS nie wystawia mnie na listę jako swojego człowieka do komisji. Oczywiście mogę być kandydatem z ramienia innej organizacji – choćby studenckiego NZSu. Po zgłoszeniu kandydatów następuje publiczne losowanie pod nadzorem Prezydenta Miasta. Nie wiem, jak to wygląda, bo nigdy nie obserwowałam tego. Fakt jest taki, że w każdej komisji siedzą osoby z różnych organizacji. Nie ma sytuacji, że są dwie osoby z jednej partii. Ma to zapobiegać stronniczości, fałszowaniu itd. Czasami w komisji może pojawić się tzw. obserwator. Ale z tego, co widziałam – po prostu wchodzi, obserwuje i wychodzi.
Ujrzenie rozmieszczenia aktualnych lokali wyborczych uświadomiło mi, że 140 zł nie zarobię i nie będę uczestniczyć w historycznej chwili – obsługiwania wyborów, na które prawie nikt nie przychodzi. Trzeba, że roboty nie jest aż tak dużo, a kasa spora.
Szczęśliwiec, który zostanie wylosowany do zasiadania w komisji, dostaje listowne zawiadomienie o spotkaniu dla członków komisji. Dostaje także informację, w jakim lokalu będzie zasiadał. Zwykle jest to w okolicy i nie trzeba dojeżdżać. Niektórzy zasiadają nawet w tym, w którym mogą sami głosować.
Spotkanie członków komisji organizuje się w dużych salach np. gimnastycznych w szkołach. Ustawia się stoliki z numerkami lokali wyborczych. I dosiadasz się do grona SDLowców, Platformersów i LPRowców z twojej komisji. Najczęściej to ludzie „wiekowi”, gdzie rozmowa o polityce nie ma sensu, a argumentacja jest „nie, bo nie”. Chociaż ja miałam dużo szczęścia.
Na spotkaniu przemawia Ktoś Tam Wyższy, podaje informacje o szkoleniach dla przewodniczących komisji (którego za chwilę każdy stół/ lokal wybierze) i różne głupoty o naszej społecznej misji. Biorąc pod uwagę, że Ten Ktoś jest z Urzędu Miasta, na pewno wie, co mówi… Nagle okazuje się, że oprócz partyjniaków jest też ktoś tzw. pracownik administracji – osoba z urzędu. U nas była to kobieta związana ze szkołą (może dyrektor?), w której miał być lokal.
Wybory przewodniczącego i jego zastępców odbywają się na zasadzie „kto by chciał?”. A chce zawsze ten, kto już pracował w komisji, bo wie, o co chodzi. Reszcie to na rękę.
Na szkolenie dla przewodniczących komisji może iść każdy z członków. Ja poszłam. Przeszkolili mnie na Wydziale Prawa i Administracji UMK. Odbyło się to w formie wykładu. Najbardziej dogłębnie zajmowano się… kwadracikiem. Trzeba zrobić w nim krzyżyk, a nie „ptaszek”. Inaczej będzie głos nieważny. Jest definicja krzyżyka. To są dwie kreski, które muszą przeciąć się w środku tego kwadratu. Kreski tworzące krzyżyk mogą być nawet na całej kartce – istotne, żeby przecięcie nastąpiło w kwadraciku. Wtedy głos jest ważny. Jeśli przetną się na krawędzi kwadratu to wiadomo… linia należy do boiska.
W razie wątpliwości biegnie się do przewodniczącego z pytaniem. On może zwołać całą komisję celem ustalenia, gdzie rzeczywiście przecięły się kreski. A wierz mi, jak w komisji siedzą ludzie w wieku 18-70 to wcale nie jest takie proste dojść do porozumienia. Stosownie do wieku, każdy widzi punkt przecięcia gdzieś indziej.
W tym rok wybory. Polecam zasiadanie w komisji. Przemili wyborcy, którzy lubią wynosić z lokalu swoje karty do głosowania. Dla potomnych czy żeby za kilka lat sprzedać na Allegro? Nie zdarza się to nagminnie, ale jest ubaw, kiedy przy podliczaniu wszystkiego znajduje się w urnie kartkę z napisem: „Wziąłem sobie kartkę na pamiątkę. Pozdrowienia”. Poza tym siedząc w komisji można spotkać znajomych, którzy przyszli głosować, pogadać z ludźmi, poczytać książki, łazić po całym budynku (szkoła, przychodnia lekarska, przedszkole), sprawdzać dowody osobiste (nawet o. Rydzyka prosiłam o dowód! – takie sławy obsługiwałam), robić sobie nawzajem herbatkę, biegać do cukierenki itp. Przynajmniej raz w życiu każdy obywatel powinien siedzieć w komisji. Poza (dość wysoką) wypłatą jest to niesamowite przeżycie.
A! Polecam jeszcze tekst „Wybory” – wykonanie: Bas i Gutek
Wpis opublikowano: 26.08.2005

