» Sobecka oszalała

27.08.2005 | kategoria: Wybrańcy Narodu

Wspaniały pomysł Anny Sobeckiej nagłośniła Gazeta Wyborcza. W końcu nie każdy słucha Rydzyka, nawet w Toruniu.

Wspaniałośc tego pomysłu polega na tym, żeby płacić kobiecie za wychowanie dzieci, jeśli zrezygnowała z pracy. Z tego miejsca apeluję do mojego przyszłego mężą: Mam zamiar od razu mieć z Tobą trójkę dzieci na dzień dobry!.

Za trójkę dzieci dadzą mi 50% średniej krajowej. Cała średnia krajowa to dwa tysiace z kawałkiem. Więc troje to minimum. Jest też opcja jedno dziecko 10%, a dwoje 25%. W zasadzie mogłabym się skusić na pięcioro i więcej potomków, bo dają 100% pensji krajowej. Każda kwota liczona jest od tej brutto.

Jako kobieta, która chce rozwijać firmę, na pewno skuszę się na porzucenie biznesu za połowę krajowej pensji. Jeśli przyszłoby mi pracować za 600 zł (najniższa krajowa na rękę) to połowa średniej krajowej może i jest warta zachodu, ale przy utrzymaniu trójki dzieci to już nie. Zwłaszcza, że mój mąż może nie pracuje. A mój mąż? Czy on też może ze mną wychowywać tę trójkę. Dwie średnie krajowe to już coś. Potem podpiszemy umowę, że żadne z nas nie będzie piło i że wychowamy nasze dzieci dla potrzeb społeczeństwa. I że Państwu taka inwestycja się zwróci. W końcu to inwestycja w ciemno dla Państwa, wieć umowę trzeba podpisać.

Matka jest w domu więc spadnie przestępczość. Rewelacja. To dziwne, bo ja miałam zawsze kogoś w domu, a mój kolega nie. I kradliśmy razem kradliśmy jabłka z sadu, podpalaliśmy stare meble, które walały się wokół nas. U mnie też zawsze ktoś był. A jak kradliśmy, tak kradliśmy. I mama o tym nie wiedziała, ob niby skąd – my na dworzu, ona w domu. Ile to razy właściciele sadów nas gonili :-) I oboje wyrośliśmy na porzadnych ludzi. On bez matki w domu (bo w pracy), a ja zawsze miałam kogoś – babcia, mama, tata, ciocia… Znaczy, że można, pod warunkiem, że matce chce się zająć dzieckiem. Każda praca jest ciężka – ta za 5 tysięcy i ta za 600 zł. Tylko obciąża inne partie ciała i umysłu.

Dziecko ma siedzieć w domu, bo przecież zajmuje się nim matka. I żadne tam przedszkola, uspołecznianie, rozwijanie, praca w grupie, zaczątek funkcjonowania w społeczeństwie. Jak ktoś nie ma dzieci i mieć ich nie może to już jego problem, jak się domyślam. Czekam aż projekt wejdzie w życie. Jak tysiące kobiet, porzucę swoją dotychczasową pracę i tylko patrzeć, jak ruszy gospodarka, poprawi byt polskich rodzin, wzrośnie pobożność. Bzykanie dla posiadania dzieci nie jest przecież grzechem. A bzyklanie dla posiadania dzieci, z których jest kasa i których nie ma za co utrzymać? Bo kto powiedział, że połowa średniej krajowej mi wystarczy na utrzymanie dzieci, siebie, teatr, lekcje angielskiego dla całej trójki? Czy taka kalkulacja to już grzech? ;-D

Wpis opublikowano: 27.08.2005

Chcesz skomentować, ale nie widzisz formularza do komentowania? Spójrz na datę opublikowania wpisu. Jeśli minęło więcej niż pięć miesięcy, to formularz został wyłączony automatycznie. Jeśli minęło mniej niż pięć miesięcy, to oznacza, że komentowanie dla tego wpisu zostało od początku wyłączone.