» Szał na pedagogikę…
15.12.2005 | kategoria: Pedagogiki i okolice
Onet.pl oznajmił za Rzeczpospolita, że pedagogika cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Wyboru tego nie pochwalają eksperci. Czytam:
„Możliwe, że pedagogika jest dla wielu deską ratunku. Jeśli nie dostają się na inne kierunki, to rozpoczynają studia pedagogiczne. Wymagania stawiane kandydatom na te studia nie są wygórowane” – uważa prof. Urszula Sztanderska z Uniwersytetu Warszawskiego, ekspert rynku pracy.
Drugim kierunkiem jest ekonomia. Zatem i ten kierunek chyba niezbyt jest wymagający? Idąc tropem, że coś cieszy się zainteresowaniem, bo jest mało wymagające… Ktokolwiek miał do czynienia z pedagogiką wie, ile musimy czytać i widział nasze karty egzaminacyjne, które w zdumienie wprawiają studentów prawa. Wystarczy zapytać w akademiku – kto najwięcej czyta, a kto najwięcej pije. Odpowiedz pierwsza: pedagogika, odpowiedź druga: prawo.
Nie powiem – egzaminy wstępne w ogóle nie sprawdzają predyspozycji do zawodu i zdają je tzw. blondynki. Ciekawe jest też, że ludzie, którzy mają pasję, zwykle oblewają pierwszą część (pisemną). Więc potem 3/4 roku to tzw. blondynki. Ilość ciąż na tym kierunku z pewnością jest wyższa niż chyba na wszystkich wydziałach razem wziętych ;-), ale nie sądzę, że jest to powód to potępiania wyboru studiów pedagogicznych. Są ludzie, którzy od lat pracują jako wolontariusze i mogliby niejednego magistra uczyć sztuki (bo pedagogika to jest sztuka!) pracy z ludźmi. I jak wszędzie – są ludzie, którzy przyszli przedłużyć sobie młodość.
Pedagogika (przynajmniej nasza toruńska na UMK) słynie z wielkiej uprzejmości. Ktokolwiek styka się z tym kierunkiem, z ludźmi pracującymi w instytucie – od pań sprzątających zaczynając, a kończąc na naukowcach – wynosi zawsze to samo wrażenie: spokój, uprzejmość, sympatia, zrozumienie, pomoc – cytując znajomą bibliotekarkę z mojego liceum, któa robiła zaocznie pedagogikę: „Normalnie nie wiedziałam, jak mam się zachować, bo byli tak uprzejmi i uczynni w sekretariacie”.
Najzabawniejsze jest to, że wszyscy są dla siebie mili, uprzejmi, cierpliwi, gotowi zawsze pomóc. Coś, czego na innych kierunkach w ogóle nie spotyka się. Ba! W życiu nie spotyka się nawet takich ludzi. Moja znajoma z roku studiuje europeistyke. I jest w szoku. Tak ludzie są inni. Studenci jakby z innego świata – interesują się modą, markowymi ciuchami, godzinami rozmawiają o tym, jak być trendy. I żadnej reflekcji nad sobą, nad życiem. A na pedagogice? Liczy się tylko drugi człowiek.
Pedagogika to przedmiot z pogranicza psychologii, socjologii i filozofii. I choć jest wiele treści, które twórcy programu studiów mogliby nam darmować, to jest to jakiś drogowskaz – poszukiwania sensu, rozmyślania nad rzeczywistością, tworzenie rzeczywistości, ulepszanie jej, dbanie o ludzi, o to, żeby nie wypadli na zakręcie, żeby odnaleźli się w zastanej rzeczywistości, bez względu na to, jak bardzo mieli popieprzone dzieciństwo. Jeśli kogoś pasjonuje patrzenie w słupki i analizowanie giełdy – w porządku. Nas pasjonuje coś zupełnie innego. My spełniamy się w innej roli. Kto wie czy nie ważniejszej? Czy może to właśnie naszej pomocy będzie potrzebował zdesperowany bankrut giełdowy, poświęcający całe życie materialnym przedsięwzięciom, które stracił w ciągu jednej godziny, a wraz z nimi cały sens życia? ;-)
Studiuję pedagogikę trzeci rok i jak słyszę, że nie jest to zbyt dobry wybór – tylko uśmiecham się. Kto powiedział, że wszyscy zostaniemy pedagogami? I dlaczego pedagog kojarzy się wszystkim z bawieniem dzieci w przedszkolu, sfrustrowanym nauczycielem albo pedagogikem szkolnym? Jakkolwiek nasze losy potoczą się, wiedza ze studiów przyda się w każdej sytuacji – wobec niepełnosprawnych, starszych, własnych dzieci, ludzi wokół.
Wpis opublikowano: 15.12.2005

