» O konkursach łowiących talenty
23.12.2005 | kategoria: Melanż
Po raz kolejny na moją skrzynkę przyszła mega oferta pracy dziennikarskiej. Różne przychodzą – nie powiem, żeby to było mnie nie cieszyło. Pisma lokalne i ogólnopolskie, ale…
Nawet nie chce mi się tej głupoty tu cytować. Przekładając na język zrozumiały i logiczny (a nie papkę pseudomarketingową) brzmiało to tak, jak zawsze, czyli:
Jesteśmy nieznaną gazetą, której nikt nie czyta. Szukamy frajerów. Ty też możesz być tym frajerem. Czytaliśmy Twoje teksty i myślimy, że nadajesz się. Chcemy, żebyś pisała do nas, ale za darmo, bo dajemy Ci szansę szlifowania warsztatu. Co prawda płacimy innym (albo i nie), ale Tobie nie, bo szukamy frajerów. Albo inaczej – przyjmiemy Cię na bezpłatny staż, gdzie nauczysz się być dziennikarzem. Ewentualnie Ty nauczysz nas, bo różnie to u nas bywa. Najważniejsze jest to, że zdobędziesz doświadczenie, punkty do CV, dobre samopoczucie i takie tam, a my na tym zarobimy. Fajnie, co nie?
To wszystko zaraz skojarzyło mi się z wątkami, które zostały już poruszone w cyberprzestrzeni:
- u Pawła Tkaczyka
- u RaFiego
- na forum Magazynu INTERNET
A że w w/w wątkach brałam udział to nie chce mi się zbytnio ponownie pisać na ten temat czy też kopiować tamtych wypowiedzi tutaj.
Wpis opublikowano: 23.12.2005


I warto wspomniec, ze niedotyczy to tylko dziennikarstwa, ale i innych dziedzin, np. webmasteringu.
Przede wszystkim webmasteringu :-)