» Między kurą domową a powagą

26.02.2006 | kategoria: Melanż

Uwielbiam swoją pracę. Nie wiem, jak długo potrwa sytuacja, że pracuję niezależnie jako dziennikarz w ogólnopolskim piśmie, prowadzę swoje wydawnictwo i gazetę internetową. Do tego w firmie mojego przyszłego męża (oszalałam?!) robię sporo ciekawych i twórczych rzeczy, ale nie chcę pisać co konkretnie – tajemnica firmy ;-). Ogólnie dużo zajęć poza studiami dziennymi, które zapewniają mi niezależność finansową i możliwość rozwoju.

Po co to piszę? Otóż uważam, że mam ogromne szczęście w życiu. Zimą wpadłam w dołek, że nic nie robię, że inni robią więcej. Kiedy zaświeciło słońce, rozejrzałam się i stwierdzam, że wpadam w pracoholizm, ale tak w sumie to mam ogromne szczęście. Cudowni ludzie wokół mnie, ciekawa praca, w miarę dobre zdrowie, masa problemów, które nie pozwalają mi spokojnie spać, trochę kasy, A że miało być o pracy to skupię się na tym zagadnieniu.

Nie ma nic wspanialszego, jak bycie wolnym strzelcem. Owszem, nie masz żadnych przywilejów, talonów na święta, trzynastek, zabezpieczenia socjalnego, stałej pensji i innych głupot, które są ludziom potrzebne. Jeszcze pewnie o tym kiedyś napiszę. Chociaż… zdaję sobie sprawę, że ktoś, kto czyta te słowa nie jest typowym przedstawicielem mojego pokolenia. Chyba, że trafił tu przypadkiem. Ów typowy przedstawiciel to człowiek dla którego zaliczenie kolokwium to sprawa życia lub śmierci. Nie istnieje świat poza dziobaniem materiału (bo przeczytanie i myślenie jest zbyt trudne) i studiami. Marzeniem życia jest znaleźć po studiach stałą i pewną pracę. Prze okres studiów utrzymuje go rodzina, fundując mu także wszelkie płatne poprawki. Wnioski wyciągam na podstawie obserwacji społeczności akademickiej. Chociaż pewnie to kwestia kierunku studiów. Przynajmniej biorąc ogólnie. Wiadomo wyjątki się zdarzają. Nie znam nikogo na pedagogice, kto robi podobne rzeczy, co ja.

W wersji żeńskiej (po studiach!) to znaleźć męża, zająć się domem (zresztą nie swoim, bo mieszkają u rodziców) i patrzeć, jak facet haruje na zdrową, wykształconą, żonę (bo dzieci nie ma). Żona zwana przeze mnie pseudointelektualną kurą domową, nie jest zjawiskiem rzadkim. Wynika oczywiście z prostego faktu historycznego – facet jest od zarabiania kasy, a ja między mieszaniem w garach, a odkurzaniem mogę spełniać się intelektualnie, nie martwiąc się o nic. Jeśli jesteś takim idiotą, żeby godzić się na wspomniany układ – współczucia. Pseuodointelektualna kura domowa może przybrać postać niby wolnego strzelca, co jest niebezpieczne, bo jak wiadomo wolny strzelec ma dni lepsze i gorsze w ciągłości pracy – to naturalne. Natomiast nienaturalne jest wycwanienie się naszej pseudointelektualistki do stopnia pasożytniczego czyli nie mam teraz zleceń więc nie mogę nic zrobić. I tak kręci się ten świat.

Reasumując

Jeśli jesteś kobietą: Zapomnij o tym, że Twój facet zarabia na Ciebie. Nie jesteś świętą krową, weź się do pracy. Co będzie jeśli Twój żywiciel zostawi Cię albo straci życie? Wiem! Pobiegniesz po pomoc do państwa polskiego.

Jeśli jesteś mężczyzną: Nie daj się robić w balona. Każ swojej kobiecie pracować albo rozstań się z nią. Dla Twojego dobra. Pamiętaj, że jeśli Tobie powinie się noga, ona przyjmie bierną postawę albo zwyczajnie Cię zostawi, bo nie masz kasy. Chyba, że Cię kocha. Ale o tym dowiesz się dopiero, jak nie bedziecie mieć kasy.

Wpis opublikowano: 26.02.2006

Komentarze (3)

Zdecydowanie zależy to od kierunku studiów (i od tego, czy to uczelnia prywatna, czy państwowa). Na moich pierwszych studiach (dzienna ekonomia, prywatna szkoła) pracowało 80% grupy. Ta sama ekonomia na państwowej uczelni — pracuje 10-20%. A na kulturoznawstwie (uniwerek) nie pracują nawet ci z wieczorowych ;-) Tyle moich obserwacji…

Ciekawa bylam ewentualnych glosow oskarzonych, ale nie ma, nie ma. Ja w kwestii pseudointelektualnych kur, tez sie napatrzylam, rzeczywiscie tez sie kiedys dziwilam, ze tak mozna, tzn na swoje zyczenie pozbawiac sie zycia poza domem i zdac na druga osobe, co wiecej oczekiwac od niej zaspokajania potrzeb wspolnego gniazda. Ale ciekawe jest to, ze to czesto mezczyzni proponuja tak uklad, zeby miec wygodnie zorganizowane zycie po, do czego wrocic po pracy-igrzyskach. I tez nie wypowiadam tego oskarzycielskim tonem, ale znajomi sami sie do tego przyznaja. A jak juz sie pojawiaja dzieci, to juz w ogole sie robi dziwnie: dobrze jak ktores z rodzicow przynajmniej przez pierwszy rok zycia z dzieckiem jest, kiedy przypadkowa osoba nie zastepuje obojga. Ale jedno jest pewne, mozna pracowac, i nie wolno NIE WOLNO zdawac sie na druga osobe. W znanym mi przypadku kobieta zostala przez dwa lata w domu wlasnie zeby na zyczenie meza organizowac mu w domu dom i jeszcze biuro, cale szczescie, ze po dwoch latach znalazla prace. Ale to bardziej wynikalo z naiwnego idealizmu, ze mezczyzna kocha i zadba, trzeba mu ulatwic zycie. Prawda jest taka, ze nic o nas bez nas i wlasnie o siebie trzeba dbac. Powtarzaja to wszystkie kobiety powyzej 20 lat stazu w malzenstwie. Wyszlo mi a la Krystyna Kofta, ale trudno, takie zycie…

Zlikwidować socjał i po krzyku. Inaczej będziemy nadal mieli te właśnie wyżej opisane przez Blogopisarkę problemy…

Chcesz skomentować, ale nie widzisz formularza do komentowania? Spójrz na datę opublikowania wpisu. Jeśli minęło więcej niż pięć miesięcy, to formularz został wyłączony automatycznie. Jeśli minęło mniej niż pięć miesięcy, to oznacza, że komentowanie dla tego wpisu zostało od początku wyłączone.