» Propaganda pedagoga

2.03.2006 | kategoria: Pedagogiki i okolice

Jak wiadomo (lub nie) pedagogika była i jest dziedziną najbardziej narażoną na wpływy polityczne. Z dwóch względów:

1. W poprzednim ustroju pedagogika opierała się na „urabianiu wychowanka według przyjętego wzoru” czyli formowanie człowieka na potrzeby socjalistycznego społeczeństwa i całej ideologii związanej z prawidłowym funkcjonowaniem jednostki w PRLu. Wiec wciskała się ideologia, propaganda, zafałszowanie treści.

2. Obecnie losy pedagogiki zależą od ekipy rządzącej, a konkretniej mam na myśli wszelkie reformy szkolnictwa, karty nauczycieli i inne cuda. Wszak o Katyniu możemy mówić, ale istnieją ograniczenia natury biurokratycznej i administracyjnej. Wśród badaczy znane są także zjawiska, gdzie pewne niewygodne dla rządzących badania nie otrzymują finansowania z budżetu.

Wszem i wobec wszyscy brzydzą się czasów PRLu i zachowań propagandowych. Ale jeśli idzie o specjalizację to wtedy wychodzi nam niby ukryty program naszych naukowców ;-) Jesteśmy na trzecim roku i każdy, kto prowadzi specjalizację, chce mieć u siebie jak najwięcej osób. W celu przyciągnięcia studentów rozpoczyna się głoszenie demagogicznych haseł o perspektywach pracy, rozwoju osobistym i innych głupotach. A więc:

Drodzy Państwo. Musicie myśleć przyszłościowo. Komputery w edukacji to przyszłość. Specjalizacja jest dla każdego, bo robimy wszystko od podstaw. Ja mam wielu znajomych, którzy po ekonomii siedzą na kasach w marketach, a po komputerach pracują w sklepach komputerowych. Na przykład poszłam wczoraj do sklepu komputerowego i widzę studentkę 3 roku pedagogiki, tej trzy letniej, pracującą w tym sklepie.

Wiec ja się pytam – czym różni się stukanie w klawiaturę faktur od stukania w kasę, jeśli obie osoby siedzą za najniższa krajową? I co mnie obchodzi niezaradny absolwent, który po ekonomii nie potrafi ze sobą nic sensowego zrobić. Na kasie siedzą pedagodzy, politolodzy, prawnicy i ekonomiści. A siedzą Ci, którzy nie są na tyle samodzielni, żeby robić swój biznes. Bo biznes to ryzyko, a ludzie, nawet młodzi, wychowani w przekonaniu o pewnej pracy, boją się ryzyka. Poza tym nie można z leszcza zrobić pedagoga wykorzystującego komputery. Otworzenie drzwi ludziom, którzy boją się komputera i mamienie im oczu o perspektywach pracy to nieporozumienie. Mówienie o myśleniu przyszłościowym też jest śmieszne, bo gdybyśmy mieli takie myślenie to nikt z nas nie przyszedłby na pedagogikę.

Doktor podnieca się, że ktoś tam pracuje w sklepie komputerowy. Ja pisze o komputerach (i ona wie o tym!) chyba szósty rok, od dwóch lat w miesięczniku ogólnopolskim, robię sobie wydawnictwo w sieci, gazetę elektroniczną, wymądrzam się na blogu, siedzę pod Linuxem i czary-mary w ESC Poland ;-) I jakoś nie uważam tego za efekt ukończenia trzech lat pedagogiki, a za efekt własnej pasji i uporu. Bez względu na to, co skończę, bedę robić to, do czego mam predyspozycje związane z charakterem.

Tak więc ekomomista, któy boi się ryzyka i walczy z nieśmiałością nie będzie zakładał firmy albo miał po studiach przedsiębiorstwo z 10 kilkuletnim stażem (założona w czasie studiów). Czyli ktoś kto nie lubi komputerów, nie interesują go technologie to choćby to jakimś cudem skończył, nie będzie pracował w sklepie komputerowym albo wykorzystywał multimediów w edukacji.

Inaczej mówiąc wszelka propaganda w celu przyciągnięcia kogoś na specjalizację mija się z celem, bo chodzi nam o ilość czy o jakość? Czy ktoś ma być biegły w multimediach i żyć tym czy może męczyć się, tylko dlatego, że mamiono mu oczy perspektywą pracy, któej i tak mieć nie będzie?

Stoję na stanowisku, że z pewnych ludzi nie zrobi się innych czli choćby ze mnie nie zrobi się matematyka i prawdopodobnie nigdy nie zrozumiem Assemblera. I jakoś z tym muszę żyć i znaleźć sobie inne zajęcie.

Ja mam nadzieję, że żaden naukowiec z UMK nie czyta mojego bloga.

Wpis opublikowano: 2.03.2006

Komentarze (3)

Komputery w edukacji to przeszłość. To nie dowcip, poważnie… Właśnie zetknąłem się z beznadziejnym przypadkiem ucznia liceum ogólnokształcącego, który miał lekcje programowania dla zaawansowanych, bodajże C+, a nie został nauczony sensownie korzystać z Netu jako źródła informacji (z encyklopedii też). I to własnie w klasie humanistycznej, z łaciną i plastyką! Myślisz, że ma jakieś szanse wyrwania kasy via sąd za kradzież czasu przez ten oszukańczy i [----] system szkolny?

widzisz, bo zle pojmujesz komputery w edukacji :-) zalozenie jest takie, ze nie uczymy programowania, bo po co to komu.

czlowiek ma wykorzystac komputer do codziennego ulatwiania sobie zycia, do poznawania swiata, zrozumienia go.

nie slyszalam, zeby w klasach humanistycznych uczyli programowania w C/C++.

Ja też nie słyszałem przedtem, ale: Hic Polonia, hic salta. Wymyśl największą bzdurę, a po krótkim czasie dowiesz się, że gdzieś już ją w szkolnictwie realizują. Bo akurat był belfer do zagospodarowania, dyrowi zaświeciła się żarówka w mózgu albo jakiś psychopata postanowił się poznęcać nad biednymi dziećmi. A czy potrafisz wyobrazić sobie ogólniak bez drugiego języka obcego, geografii i historii? Jest już taki! Państwowy, of course.

Chcesz skomentować, ale nie widzisz formularza do komentowania? Spójrz na datę opublikowania wpisu. Jeśli minęło więcej niż pięć miesięcy, to formularz został wyłączony automatycznie. Jeśli minęło mniej niż pięć miesięcy, to oznacza, że komentowanie dla tego wpisu zostało od początku wyłączone.