» Nic normalnego

18.03.2006 | kategoria: Melanż

Co jakiś czas dopada mnie dołek psychiczny z powodu zawartości domowej biblioteczki. Bo kiedy zmęczy mnie wszystko na tym świecie, włącznie z pracą, którą lubię, myślę o zatopieniu się w lekturze. NLPowskie omamianie własnego umysłu bywa pożyteczne i raz na jakiś czas przydaje się.

Ale ku mojej wielkiej, chwilowej rozpaczy nie ma nic normalnego do czytania. Są chwile, kiedy gazeta męczy, bo przemoc, seks albo polityka. Więc biorę prysznic, zdesperowana patrzę na wszystkie książki, jakie mam i NIE MAM NIC NORMALNEGO. Ów normalność to lekka powieść do poduszki. Ale nie ma.

Siedzę, patrzę w półkę i widzę beznadziejność swojego losu. Co ja czytam – myślę. Porażka. Nic normalnego. Zawartość moich licznych książek (kto był i widział może mi współczuć) to trzy okrutne kategorie:

  • psychologia (w ogóle + biznesu) + pedagogika
    (pod każda postacią)
  • biznes (także internetowy) + media
  • filozofia + klasyka literatury

Wszystkie przeczytane. Te, które nie zostały przeczytane – a jest ich kilka – w najbliższym czasie przeczytam. No, ale one zaliczają się do powyższych kategorii.

Mój problem polega na tym, że nawet, jeśli pójdę do biblioteki to i tak biorę nienormalne książki. Czy za normalną książkę można uznać „Czarodziejską górę” Manna albo „Sto lat samotności” Marqueza, że nie wspomnę już Tołstoja „Wojna i pokój”? NIE MOŻNA.

Ostatnio wizytując we Wrześni, czytałam opowiadania Erica Schmitta. To ten od „Oskar i pani Róża”. Lekkie, ale z przesłaniem. Pozytywnie wzruszające.

Książka, którą można przeczytać, w każdej momencie życia i nie męczy – oto normalna książka. Na inne trzeba mieć dzień albo przynajmniej dzień, kiedy cały świat nie męczy. Bo trzy przeklęte kategorie z czasem stają się męką. Ale jak to Rysiek Riedel śpiewał w „Hotelowy blues”:

Bo gdy złość przejdzie mi,
naprawdę nie chcę zmienić nic…

:-)

Wpis opublikowano: 18.03.2006

Komentarze (3)

Proponuję evergreeny – „Kubuś Puchatek”, „Chatka Puchatka”, „Wyspa skarbów”, „Tarzan wśród małp”, „Colas Breugnon”, „W pustyni i w puszczy”, „Czterej pancerni i pies”, „Ania na uniwersytecie”. Albo z innej beczki – dobrą poezję (akmeiści) lub epikę („Eneida” w przekładzie Kubiaka). Nie wiem jak w Toruniu, ale nieco dalej w górze Wisły u bukinistów książki te chodzą po 1-5 zł.

Hmm, to chyba zalezy od podejścia – Marqueza np. mogę czytać zawsze i mieści się on u mnie w kategorii „lekkie”. Podobnie Tołstoja i innych klasyków mozna czytać głęboko i płytko, w zalezności od nastroju zwracać uwagę na inne aspekty.

Chcesz skomentować, ale nie widzisz formularza do komentowania? Spójrz na datę opublikowania wpisu. Jeśli minęło więcej niż pięć miesięcy, to formularz został wyłączony automatycznie. Jeśli minęło mniej niż pięć miesięcy, to oznacza, że komentowanie dla tego wpisu zostało od początku wyłączone.