» Mały dyktator sieci

15.04.2006 | kategoria: Internet

Otóż Riddle napisał notkę, w której wypowiedział się na temat moderowania swojego bloga. Słusznie. Popieram. Pozwalam sobie przenieść temat na swój grunt, bo może kilku Czytelników być zdziwionych, że ich komentarze nie wyświetlają się. Mogą być zdziwieni, chociaż nie sądzę, żeby w ogóle tu zaglądali ponownie. Po prostu nie ten poziom.

Od kilku dni mój blog przeżywa kryzys komentujących, których jest dwóch (adres IP), a podpisują się za piętnastu. Komentarze są wulgarne, obrażające Rydzyka, Toruń i ludzi w ogóle. Dlatego odznaczam je jako spam. Takie komentarze pozostawcie sobie na newsy pod portalami, gdzie desperatów jest najwięcej.

To mój MÓJ blog i JA ustalam granice przyzwoitości. Znoszę wszystko, bo fajnie, jak ktoś sobie po mnie jedzie, jak ma inne zdanie, ale to mają być ARGUMENTY, a nie (wersja ocenzurowana): „Pieprzę Toruń”, podpis: „asdfg”.

Zdaje się, ze już Platon mówił o tym, kto ma rządzić światem. Demokracja jest niebezpieczna, bo do władzy dopuszcza mało światłych, na których głosują jeszcze mniej rozgarnięci. Efekt mamy w Sejmie więc wiadomo, o co chodzi ;-) Czyli dopuszczanie do głosu ludzi, którzy nie mają nic do powiedzenia, dodania, zaprezentowania innego punktu widzenia, po prostu mija się z celem.

Oczywiście zawsze można komentarze wyłączyć, ale pytanie po co, skoro czasami warto usłyszeć coś ciekawego. To znaczy takiego, że ja mam inne intencje jako piszący, inna wizję, a zostało to odebrane zupełnie inaczej. Przykład: proszę bardzo

Z tego miejsca przyznaję się do wykasowania jakiegoś komentarza, którego nie zdążyłam przeczytać, więc nawet nie wiem, co to było. Ale to było kiedyś, na początku, jak myliły mi się przyciski w panelu administracyjnym (różnice miedzy nimi są słabo widoczne, jak siedzę bez okularów).

Piszę sobie bloga, bo mi się chce. Nie piszę o wszystkim, bo Blogosfera ładnie się uzupełnia – po co mam pisać o czymś, co już zostało opisane na każdym blogu, jaki znam. Nie mam ambicji ścigać się z Dziennikiem Internautów w kwestii newsów.

Podsumujmy:

bezwartościowe komentarze (często można poznać po anonimach) są kasowane

to MOJE podwórko i JA tu rządzę

demokracji szukaj sobie gdzieś indziej

najwięcej jest czytających, którzy nie komentują – mam nadzieję, że kiedyś się odezwą

lubię komentarze z ARGUMENTAMI, dają mi sygnał, że nie jestem nieomylna i nie mam monopolu na słuszność poglądów

jeśli komentarz nie pojawia się, a w Twojej ocenie był wartościowy – interweniuj; nigdy nie wiesz, kiedy siedzę bez okularów ;-)

ten blog NIE JEST całym wyznacznikiem świata z mojego punktu widzenia, tylko małym jego wycinkiem (bo nie piszę tu wszystkiego)

nie ścigam się na newsy, raczej uzupełniam to, co zostało już napisane na innych blogach albo nie zostało napisane „po mojemu”

Wpis opublikowano: 15.04.2006

Komentarze (7)

Ja nie moderuję, nie kasuję (chyba, że to ewidentny spam reklamowy). Taki już urok sieci :)

No cóż, dość skrajne podejścia. Ja tam kasuję komentarze tylko wtedy, gdy naruszają dobre imię dowolnej osoby, czy organizacji (ale nie firmy, naruszać ich dobre imię to każdy u mnie może).

P.S. Tak, wiem że tego komentarza wkrótce zapewne nie będzie ;).

Jak u Riddle’a – Popieram… :)

Mój blog – moje podwórko. Hasło brzmi jak najbardziej trafnie… ale tylko z pozoru.

Istnieje takie słowo jak „szacunek”. Szacunek powinni okazywać zarówno komentujący jak i piszący bloga.
Zrozumiałe jest, iż w myśl wspomnianej na początku zasady „blogger” usuwa wulgarne czy obraźliwe posty.
To powinno działać na zasadzie automatu – używaj przyzwoitego słownictwa i nikogo nie obrażaj, to Twój komentarz będzie widoczny.
Jednakże jeśli autor bloga zaczyna ingerować w treść komentarzy tak, by były widoczne tylko wybrane (a usuwane są te, które w jakiś sposób polemizują z autorem wpisu bądź poddają w wątpliwość jego wiedzę w określonej dziedzinie [którą porusza swoją notką])… jest to już zdecydowane przegięcie i okazanie braku poszanowania dla cudzego zdania/chęci/czasu poświęconego na komentowanie.
Przykład? Choćby to dlaczego piszę to tutaj, a nie u Riddle’a… bo to u Niego zacząłem dzisij czytać o tym temacie i trafiłem tutaj. Kiedyś skomentowałem jego post, w którym wywyższał Windows’a nad Linuxa – akurat w takim aspekcie, w który Windows się nie umywa. Niestety jak było można wywnioskować z treści ów autor posta nigdy nie miał doczynienia z Linuxem i dość kolokwialnie mówiąc „gadał głupoty”.
Oprócz tego skrytykował wygodę używania pewnych skrótów domyślnych dla systemu Linux… również z nich nigdy nie korzystając.
W moim komentarzu zwróciłem mu uwagę, iż mówi o dwóch stronach znając tylko jedną. Retorycznie spytałem, czy kiedykolwiek miał styczność z Linuxem (i bynajmniej nie chodziło mi o statystyki bloga).
Nie wiem jak Twoim, ale moim zdaniem takie usunięcie postu było dość bezzasadne. Dlatego stwierdziłem, iż mimo momentami ciekawych postów na jego blogu, nie warto mu poświęcać chwili na interkację, ponieważ jako człowiek na to nie zasługuje.

I na tym przykładzie chciałbym zwrócić uwagę na:

„jeśli komentarz nie pojawia się, a w Twojej ocenie był wartościowy – interweniuj; nigdy nie wiesz, kiedy siedzę bez okularów ;-)”

Na to raczej nie licz – ani mi ani zdecydowanej większości nie będzie się chciało tak interweniować. Jeśli podchodzisz do użytkownika jako do „skarbu” (jak to przy e-commerce podejść trzeba), to napewno sobie na to nie pozwolisz i będziesz się starała o zatrzymanie każdego użytkownika. Bo to dostarcza satysfakcji…
Zatem warto czasami posiedzieć nad usprawnieniem swojego panelu administracyjnego. :)
W końcu nie ma co się okłamywać, iż publikując coś robimy to tylko dla siebie (w sensie, że zupełnie nie obchodzą nas nasi czytelnicy). Jakby tak było, kto by udostępniał swoją „twórczość” w sieci?

Ale się rozpisałem… na koniec dodam, że popieram najbardziej stanowisko Pawła Tkaczyka.

Weirdo – jeśli skasowałem, musiałeś przedstawić swoją tezę bez poparcia… a spragnionych krwi linuksowców jest masa na świecie i każdy chce być wysłuchany.

@Riddle: niestety nie. Pomijając fakt, że pamiętam tamtą sytuację bardzo dobrze to poprostu nie mam takiego zwyczaju. Sam nie jestem „spragnionym krwi linuksowcem” – gdyż jakbyś przemyślał w ogóle ten mój komentarz a nie od razu unosił się emocjami, to pewnie też dostrzegłbyś z jakiego OS korzystam (czy poprzez statystyki czy choćby przez to co napisałem w komentarzu).
Dlatego ja już podziękuję za dyskutowanie z Panem.

(@Shrew: wybacz OT)

piepsze toróń!!!!!!!111!11!1

a tak na poważnie, to problemy z komentującymi bywają wkurzające. i proszę się tu nie oburzać, że z jakiej to racji ktoś kasuje mój pieczołowity koment, w którym tak dobitnie i krytycznie wyraziłem swoją opinię, o „tym pieprzonym {wstaw ulubiony epitet}”.
najgorsze jest, gdy ktoś się nie poddaje mimo kasowania komentarzy, i trzeba blokować, a tu *BANG*, net odmawia posłuszeństwa.

Chcesz skomentować, ale nie widzisz formularza do komentowania? Spójrz na datę opublikowania wpisu. Jeśli minęło więcej niż pięć miesięcy, to formularz został wyłączony automatycznie. Jeśli minęło mniej niż pięć miesięcy, to oznacza, że komentowanie dla tego wpisu zostało od początku wyłączone.