» Jak z głupim przez ścianę…

24.04.2006 | kategoria: Dziennikarstwo, Firmowe

Czy ja jestem nienormalna? Czy ja wymagam cudów? Jeśli odpowiedź na chociaż jedno z tych pytań brzmi dla Ciebie „Tak” to nie czytaj dalej. Opowiem o przygodzie Tomka Cebulskiego (i mojej) z dziennikarką ogólnopolskiego pisma studenckiego.

W tym zawodzie nic mnie nie zdziwi, ale żeby już młodzi, prężni, o szerokich i nieskażonych umysłach robili takie rzeczy to naprawdę…

Pytania były proste. A że jedno dotyczyło e-książek, które wydajemy w Escape Magazine, Tomek Cebulski z księgarni Aragon.pl poprosił mnie o pomoc. Wyszło tak:

Jak Państwo oceniacie czytelnictwo, zainteresowanie książką wśród studentów – czy książki w wersji elektronicznej mają szansę zastąpić książkę tradycyjną?

Widać, że studenci kupują coraz więcej, choć nie wszystkie książki są przecież tanie. Co do książek elektronicznych to firma ESC Poland, która jest właścicielem m.in Aragon.pl ma także wydawnictwo ebooków czyli właśnie książek elektronicznych. W ofercie Escape Magazine www.escapemag.pl są i będą książki oraz publikacje dla studentów. Bestsellerem jest analiza finansowa przedsiębiorstwa, którą kupują studenci ekonomii. Popularnością cieszą się także eseje pisane przez studentów dla studentów, które nie są traktowane jako ściągi, ale jako poszerzenie wiedzy lub wskazówka, gdzie szukać dalej. Zdarzyło się nam, że osoba pisząca pracę doktorancką szukała kontaktu z autorem naszych esejów. Ów autor eseju pomógł doktorantowi dotrzeć do kilku wątków i wiem też, że pożyczali sobie potem wzajemnie książki o tej tematyce.

Jak widzimy pytanie dotyczy ebooków. Książki w wersji elektronicznej to ebooki, takie e-książki, które wychodzą w sieci i są sprzedawane w sieci. W wersji pani dziennikarki wyszło tak:

Ale kiedy uzbiera się odpowiednia kwota, warto jest pamiętać, aby zostawić ją we właściwym miejscu – kupując upragnione lektury taniej, niż gdzie indziej – i nie mam tu na myśli wcale antykwariatów. Od kilku lat, obok tradycyjnych księgarń, powstają księgarnie internetowe i o dziwo, kupowanie książek w księgarniach internetowych cieszy się dużą popularnością.

- Kupowanie w sieci jest szybsze, łatwiejsze i coraz tańsze. – przekonuje Tomasz Cebulski, z Księgarni Polskiego E-Biznesu www.Aragon.pl . – Znaczącym jest fakt, że nie trzeba biegać po sklepach w poszukiwaniu pozycji w atrakcyjniejszej cenie, poza tym, po doliczeniu kosztów przesyłki, cena między książką z tradycyjnej księgarni a internetowej, jest podobna. Klienci do nas wracają, ponieważ nie tylko oszczędzają czas i pieniądze, ale również mogą liczyć na pomoc osobistego konsultanta, który pomoże wybrać odpowiednią książkę. Po jakie pozycje najczęściej sięgają studenci? – Zdecydowanie po podręczniki akademickie. – odpowiada Tomasz Cebulski.- Bestsellerem jest „Analiza finansowa” przedsiębiorstwa, którą kupują studenci ekonomii. Popularnością cieszą się też eseje pisane przez studentów dla studentów, które stanowią raczej zbiór cennych wskazówek, niż rodzaj ściągi. – opowiada.

Do ciągu podręczników i pomocy naukowych, Michał Jędrzejewski z księgarni internetowej „Libreria” (www.libreria.pl ), dołącza inne pozycje: – Studenci obok podręczników, wybierają także ambitną literaturę piękną, jak również pozycje, które mają szanse stać się bestsellerami, jak „Księżycowy park” Ellis Bret Easton, „Witajcie w małpiarni” Kurta Vonneguta, czy „Najgorszy” Waldemara Łysiaka. Michał Jędrzejewski dodaje, że nie zawsze w parze z zamiłowaniem do czytania, idzie kierowanie się podstawowymi zasadami etyki i prawa, przy zakupie książki.- Niestety czytanie, najczęściej pirackich e-booków wciąż wychodzi taniej, niż zakupienie legalnie wydanej czy to w formie tradycyjnej, czy elektronicznej, książki. Cena wciąż stanowi ważny argument, patrząc na kieszeń biednego studenta. – kończy.

Problem polega na tym, że ani wcześniej ani później nie ma słowa o tym, że odpowiedź Tomka to odpowiedź na pytanie o ebooki. Bestsellerem w Aragonie nie jest „Analiza finansowa” i tam też popularnością nie cieszą się eseje. Ta odpowiedź dotyczy zupełnie innego sklepu!

W tekście nie ma też informacji, co to są ebooki, choć jest o nich mowa. A przypomnę, że w moim otoczeniu nikt nie wie, co to są ebooki, czasami nawet klienci Escape Magazine pytają o ten magiczny zwrot „ebooki”, mimo, że to wszystko jest napisane na stronie.

Nie, żebym była najmądrzejsza na świecie, ale ja też robię „lepianki” z iluś tam myśli. Tyle, że NIGDY nie zmieniam ich treści i poszczególne odpowiedzi są w tekście odpowiedziami na pytania, które zostały zadane rozmówcy.

Pamiętam kiedyś zdziwienie jednego z moich rozmówców, który po ukazaniu się wywiadu napisał do mnie zszokowany, ze wszystko jest tak, jak mówił. A niby jak miało być? Doświadczenia tego Pana jak widać są inne i to jest przykre.

Wracając jednak do tekstu. Odpowiedź była na temat ebooków, a wstawiono ją jako odpowiedź dotyczącą tradycyjnych książek. Dziennikarce jest wszystko jedno czy mowa o książkach czy e-książkach, bo książki to książki. Otóż nie. Między książką tradycyjną sprzedawaną w sieci, a książką, która wychodzi w sieci i jest sprzedawana tylko w sieci jest ogromna różnica dla kogoś, kto wie, jak wygląda rynek książek.

Już nawet wiedzieć nie trzeba, a jedynie sumiennie wykonywać swoje obowiązki i nie manipulować słowami rozmówców czy po prostu nie oszukiwać ich i wykorzystywać odpowiedź z godnie z pytaniem, które spowodowało taką, a nie inną odpowiedź.

Dobra, niech będzie, że dramatyzuję, ze się czepiam, ze to detal. Nie, to nie jest detal, to jest manipulacja faktami na najniższym szczeblu, a od tego już tylko krok to wielkich „wałków” na ogromną skalę. A ja potem muszę przez takich, jak ta Pani wstydzić się, że wykonuję zawód dziennikarza.

Wpis opublikowano: 24.04.2006

Komentarze (7)

Nie czepiasz się, to faktycznie poważna dziennikarska niesolidność, za którą potem cierpimy wszyscy, wykonując ten zawód. Nie prosiliście o autoryzację?

Właśnie. Firma zawsze powinna się ubezpieczać prosząc o autoryzację.

dostalismy gotowy tekst, ale nie wiem czy w tym samym czasie co my nie dostala drukarnia ;)

jesli mam byc szczera to ja nie uznaje czegos takiego, jak autoryzacja, bo jak ja mowie tak, jak mowie, to tak powinno byc to ludziom przekazane.

naiwnie wierze w dzienniakarska rzetelnosc, bo sama staram sie swiecic przykladem. no i jak widac czasami sie czlowiek natnie.

ale oczywiscie od razu napisalismy do tej pani, ze to, co tam napisala jest bledem merytorycznym. efekt pewnie bedzie widoczy niedlugo. gazeta jest darmowa i lezy u mnie w instytucie wiec bede na biezaco.

oj, radzilbym docenic uroki autoryzacji. to co tobie wydaje sie jasne, druga osoba moze zinterpretowac na swoj sposob, niekoniecznie zlosliwie – po prostu moze miec pewne luki faktograficzne, wiec twoj skrot myslowy moze byc dla niej nie do przeskoczenia.

do tego autorowi tekstu pewne rzeczy moga sie wydac mniej istotne (tu znowu klania sie roznica podejscia do sprawy), wiec z tekstu wylatuje cos, co dla ciebie wydaje sie istotne.

a pozniej firmujesz swoim nazwiskiem jakas alternatywna rzeczywistosc ;)

Telefony z podziękowaniami, że wszystko zostało zapisane tak, jak powiedziano zdarzają się niezwykle często niektórym młodym dziennikarzom. Nie ukrywam, że za każdym razem, jak do mnie dzwonią, to mi się w głowie nie mieści, że dziękuje mi się za oczywistą, wydawać by się mogło, praktykę.

Jednak autoryzacja to przeżytek, polski wynalazek na potrzeby uprzedniego państwa, gdzie trzeba było wymyślać 101 sposobów na skrępowanie dziennikarskiej ręki. Jak nie cenzura to kolaudacja albo autoryzacja. Dziennikarz powinien sam płacić za swoje błędy – w takich sprawach wystarczy najeść go wstydem.

Problem w tym, że dziennikarka nie wie jak się robi wywiad. Dlatego spaprała sprawę.
1. np. tutaj: „Co do książek elektronicznych to firma ESC Poland, która jest właścicielem m.in Aragon.pl ma także wydawnictwo ebooków czyli właśnie książek elektronicznych. W ofercie Escape Magazine http://www.escapemag.pl są i będą książki oraz publikacje dla studentów.”
Tu jest zawiłość i niejeden pismak by się pogubił. Dziennikarka powinna była przeprosić i poprosić, żeby jej to wyjaśniono po kolei. Co to Aragon, jak się ma do tego Escape Magazine i co kto wydaje. Dziennikarz podczas wywiadu nie jest podstawką pod dyktafon. Powinien już układać tekst w głowie i analizować na bieżąco, co jest ok, a co trzeba jeszcze wydrążyć. zresztą od biedy zawsze można już po wywiadzie zadzwonić i wyjaśnić to, co niejasne.

2. pomyliła ebooki z tradycyjnymi książkami wydawanymi w internecie. Niewiedze można lajkonikowi wybaczyć. Ale gdzie research? albo nie było, albo był do dupy. klepnąć w google ebook, i przejrzeć pierwsze trzy strony w necie – to przeca nie research. wywiad, do którego podchodzi się z marszu to nieporozumienie. bez przygotowania nigdy nie wyjdzie. albo się pogubisz w faktach i napiszesz o pierdołach, a o ważne rzeczy nie spytasz, albo też np. rozmówca, któremu chcesz dokopać (bo jego wina wydaje ci się ewidentna) wkręci cię w ziemię (ku twej rozpaczy). do sfrustrowania jeden krok.

no i tyle z cyklu mądrości lokalnego pismaka

Chcesz skomentować, ale nie widzisz formularza do komentowania? Spójrz na datę opublikowania wpisu. Jeśli minęło więcej niż pięć miesięcy, to formularz został wyłączony automatycznie. Jeśli minęło mniej niż pięć miesięcy, to oznacza, że komentowanie dla tego wpisu zostało od początku wyłączone.