» Melanż w Rypinie

29.04.2006 | kategoria: Melanż, Pedagogiki i okolice

Rypin. 70 km od Torunia. Prawie 2 godziny PKSem. W jedną stronę. Choroba lokomocyjna, która z wiekiem podobno przechodzi, ale mi jakoś nie. Student pedagogiki z innym studentem, też pedagogiki, jedzie zrobić wywiad typu case studies na temat ADHD. Wywiad na ćwiczenia z pedagogiki specjalnej.

Wywiadu nie ma…

Wywiad będzie za tydzień, bo babka, która pośredniczyła, zapomniała powiedzieć naszej rozmówczyni, że musimy mieć to nagrane na taśmie, a nie napisane na kartce. Rozmówca miał tylko 10 minut, bo tyle trwała przerwa. No, ale gdyby wiedział od tamtej, to by nas tak nie wystawiła. No nic. Ja się nie załamuję. Student i dziennikarz stoją na tym samym podłożu – muszą się nachodzić, naczekać, pokłócić, zbywa się ich na każdym kroku itp. ;-)

To może praktyki…

Więc wywiadu nie ma. Za tydzień znowu przejadę się PKSem. Pewnie będzie tak, jak wczoraj – wieczorem popijemy, pójdziemy spać o 4, żeby po godzinie snu wstać i poprawiać prezentację maturalną jakiejś dziewczynie. I poprawiać do 8, a o 8:30 iść robić wywiad.

Do autobusu powrotnego do Torunia mamy czas, to chociaż może Marta załatwi sobie praktyki w świetlicy terapeutycznej. Idziemy. Okazuje się, że to świetlica przy kościele. Pani pedagog wita nas hasłem: „Wolontariat? Nie, nie, nie, ja już mam dosyć wolontariuszy. Przychodzą, umawiają się, potem olewają”.

Spokojnie wyjaśniamy wspólnymi siłami, że to uczelniane i fakt, że wolontariat, ale praktyka więc nawet, jak chce student olać to nie może, bo musi mieć zaliczenie od opiekuna praktyk. Praktyka wolontariacka od asystenckiej różni się tym, ze wolontariat robi się, kiedy chce (można przez cały rok, byle wyrobić godziny), a asystencja tylko we wrześniu (czyli 3 tygodnie, codziennie). Ostatecznie pani odesłała nas do swojego zwierzchnika w Urzędzie Miasta, bo placówka jest utworzona przez UM więc ona nie może decydować czy może przyjąć studenta na praktykę.

Pani pomyliła zawody…

Ogólna postawa tej pani wprowadził nas w zdumienie. Pedagog, który na wstępie mówi „Nie”, bo już spalił się na studentach. Na ludziach. Dowcip polega na tym, że zawód pedagoga to właśnie spalanie się na wszystkim i wszystkich. Postawa „Nie, bo się spaliłam” zaprzecza całej pracy pedagogicznej.

Jeśli pani nie chce studentów, bo wie, jak to się skończy, to jak ona może pomagać ludziom z problemami? Pomaganie ludziom z marginesu wygląda dokładnie tak samo – 95% wróci na dawną drogę, nie da się ich uratować. 95% studentów odwala wiochę, zawodzi, ale czy nie warto dla tych 5% mieć ideały i wierzyć, że ten, który się zjawił, może być właśnie tym, z którego coś będzie?

Wpis opublikowano: 29.04.2006

Komentarze (1)

Fascynujące szru i wiara w człowieka, ale niezwykle inspirujące:)

Chcesz skomentować, ale nie widzisz formularza do komentowania? Spójrz na datę opublikowania wpisu. Jeśli minęło więcej niż pięć miesięcy, to formularz został wyłączony automatycznie. Jeśli minęło mniej niż pięć miesięcy, to oznacza, że komentowanie dla tego wpisu zostało od początku wyłączone.