Świadomie lub nie, ale niektórzy mnie odstraszają. Od komentowania, od brania udziału w wymianie zdań.
A chodzi o… rejestrację. Zrób rejestrację, każ ludziom rejestrować się, żeby mogli przeglądać zasoby strony i komentować, a odstraszysz 3/4 odwiedzających. I nie tych, których ma to odstraszać (krzykaczy), a tych, co chcą coś sensownego powiedzieć i bez skrępowania poczytać.
Oczywiście ma to swój cel, o którym wspomniałam w poprzedniej notce – rejestracja buduje bazę ludzi, do których możesz wysyłać różne rzeczy (w tym legalnie reklamy) oraz machać statystykami zarejestrowanych przed reklamodawcą.
No i daje złudne poczucie, że jest to jakaś selekcja użytkowników. A prawda jest taka, że jak ktoś jest zdeterminowany, żeby po kimś pojechać to nie będzie dla niego problemem rejestrowanie się. Zwykły Czytelnik nie ma takiej determinacji. I musimy o tym pamiętać.
Często zdarza się, że chcesz:
- skomentować blog
- skomentować artykuł na jakiejś stronie (ot, np. gazeta.pl, ale musisz mieć jeszcze u nich skrzynkę)
- poszperać w archiwum
- poczytać forum
… zaloguj się. Jeśli nie masz konta to zarejestruj się. Ja dziękuję.
A wkurzył mnie Vagla, bo chciałam dodać swoje trzy grosze do jego wpisów na blogu. Zaloguj się. Mam to gdzieś. Jego strata ;-)
Wpis opublikowano: 7.05.2006


Rejestracja jeśli chcesz coś napisać to połowa biedy… gorzej, jeśli trzeba się rejestrować, tylko po to żeby ściągnąć jeden plik lub wogóle cokolwiek przeczytać :|.
Ogólnie rejestrację akceptuje tylko w wypadku forów dyskusyjnych.
Najpierw też dałem sobie spokój z tym serwisem – nie, to nie. Ale później chciałem się zarejestrować. I co? I nic. To może dlatego, że podałem pseudonim zamiast imienia i nazwiska. No cóż, jak utrudniać życie, to już na całego.
Eeee… to żadne pojechanie po mnie. Zupełnie nie wysyłam do swoich zalogowanych użytkowników różnych tam komunikatów. Od tego mam newsletter, z którego każdy może się wypisać, a ja się chwale, że nikogo tam nie zapisałem.
A logowanie w moim serwisie ma nieco inną funkcję.
Otóż zależy mi jedynie na komentarzach dotyczących prawa. Przyjąłem zasadę, że nawet jeśli ktoś założy sobie konto i wyśle komentarz, to i tak on się nie pojawia. Czytam go i jeśli jest merytoryczny (sugeruje, że pt. komentator wie o czym pisze), to puszczam go publiczności. A warto nadmienić, że staram się prowadzić serwis o prawie koncentrującym się na społeczeństwie informacyjnym; To mnie interesuje, nie zaś dyskusje polityczne, prawo rowerowe, czy piętnowanie pedofilów lub złodziei krów – o czym za pewne można sobie podyskutować na dedykowanych forach, nie wiem… Nie interesują mnie również publikowanie emocjonalnych komentarzy, które niewiele wnoszą do dyskusji, pokrzykiwań, troli i innej tego typu menażerii, która pojawia się na innych forach.
Moja koncepcja jest taka, by komentarzy było mniej, ale by były – przynajmniej w mojej subiektywnej ocenie – bardziej wartościowe – zdarzyło mi się nie przepuścić komentarzy.
A jeśli sprawdzę, że ktoś, kogo nie znam, publikuje w sposób rozsądny – dostaje uprawnienia by mógł komentować już bez procesu moderacji. Stąd nie wszystkie posty przechodzą najpierw przez mój filtr…
Nie każdy może opublikować tekst w kwartalniku Prawo i ekonomia w telekomunikacji. Nie każdy może opublikować komentarz na http://prawo.vagla.pl
Być może kiedyś się to zmieni, ale na razie jest jak jest i myślę, że takie rozwiązanie spełnia moje oczekiwania.
Acha.. I dodam jeszcze, że takie ustawienie procederu komentowania nie stanowi narzędzia cenzury prewencyjnej, które ma w założeniu przeciwdziałanie krytyce moich postów, czy wytykania błędów, które popełniam. Tak. Popełniam błędy w redagowaniu tekstów, w wyciąganiu wniosków.
Co do działania autorespondera – wpiety jest do serwera pocztowego, który przed wysłaniem sprawdza, czy podany adres nie jest przez przypadek na jakimś kosmicznym serwerze, który nie prowdzi polityki antyspamowej. Rzeczywiście – czasem ciężko się ze mną skontaktować, jeśli ktoś wysyła z niektórych „darmowych skrzynek”, sam rónież na nie nie wysyłam poczty. To taka fanaberia, za którą przepraszam zawiedzionych, ale to nic osobistego.