» Wspomnienia o Wirtualnym Komputerze

4.06.2006 | kategoria: Dziennikarstwo

Przygotowując materiał do tekstu o zinach (tzn. co po nich pozostało) dla Magazynu INTERNET, musiałam przeprowadzić kilkanaście poważnych (bo do protokołu) wywiadów, poruszając się ściśle w obrębie tematów zinowych.

Jak wiadomo w tekście ukaże się najwyżej kilka zdań więc za zgodą moich rozmówców zamieszczam tutaj ciekawsze rozmowy. Szczytem dziennikarstwa ten wywiad nie jest, bo założenie było takie, żeby pytanie skłaniało rozmówcę do swobodnego mówienia, a nie uzyskania konkretnej, krótkiej informacji.

Paweł GruszeckiNa pierwszy ogień poszedł mój ulubieniec, na którego ksywę mój facet reaguje demonstracyjną zazdrością ;) Paweł Gruszecki (Alien), redakcyjny kolega, którego miałam przyjemność poznać jakieś 3 lata temu na festiwalu w Tychach. Wtedy też zrobiłam mu zdjęcie, które widać po lewej. Paweł jest odpowiedzialny za moją obecność w Magazynie INTERNET

Kiedy powstał Twój zin?

Patrycja Kierzkowska

Wirtualny Komputer jako redakcja zaczął się formować na przełomie września i października 1999 roku. Miesiąc później wydaliśmy numer zerowy, a w grudniu 1999 – pierwszy numer e zina.

W jakim mieście?

Co do miejscowości to trudno ją jednoznacznie określić, bowiem Wirtualny Komputer powstawał w warunkach rozproszonej pracy grupowej. Trzon założycielski stanowiły osoby z Wodzisławia Śląskiego, Gorzowa Wielkopolskiego i miejscowości Niekłań na kielecczyźnie. Warto dodać, że czasy były to dość dawne (WK powstawał w 1999 roku) i dostęp do internetu był dużo trudniejszy niż dziś. Początkowo materiały dosyłaliśmy więc sobie głównie na dyskietkach, ja składałem wszystko w numer i umieszczałem w Internecie (wówczas jeszcze – korzystając z lokalnej biblioteki i kawiarenki internetowej – sic!).

?!

Pewnym paradoksem było więc, że magazyn od początku internetowy, był tworzony kanałami snailowymi. Takie to były jednak czasy internetowej prowizorki. Zawsze z resztą mówiłem, że jeśli chodzi o sposób powstawania, to WK miał więcej wspólnego z magazynami scenowymi, aniżeli z typowymi e-zinami. Taki stan nie trwał jednak długo. Z czasem również zespół redakcyjny mocno się rozszerzył, tworząc mapę obejmującą niemal całą Polskę – Łódź, Warszawę, Lublin, Zebrzydowice i wiele innych miast, z silną krakowską ekipą na czele. Ja sam w pewnym momencie przeprowadziłem się do Tychów, gdzie mieszkam do dziś.

Wzruszyłam się trochę…

Muszę przyznać, że choć upowszechnienie internetu zrewolucjonizowało gospodarkę, ułatwiło życie i zmniejszyło odległość między ludźmi, to jednak czasem tęsknie wspominam ten okres internetowej prowizorki. Mam wrażenie, że internet był wówczas otoczony pewną niezwykłą, niemal magiczną atmosferą, a i ludzie w nim spotykani tworzyli niezwykłą grupę. Czasem byli przyjaciółmi, czasem wrogami, ale łączyła ich wspólna pasja pod nazwą internet. I społeczny jego rozwój, którego jednym z objawów były właśnie ziny.

Dzisiaj nie ma już pasjonatów?

Dziś trudno mówić o takiej pasji, bowiem internet stał się czymś tak zwyczajnym, jak oddychanie czy korzystanie z telefonu. Internet nie jest już dziś magicznym tworem – stał się zwyczajnym narzędziem. Spowszedniał, a wyjątkowość społeczności internautów gdzieś zniknęła. To dobrze, jako dziennikarza opisującego zjawisko pod nazwą internet bardzo mnie jego rozwój cieszy. Czasem jednak wspominam tęsknie te czasy, gdy osoby spotykane w internecie były osobowościami. Takimi ludźmi z wirtualnej krwi i kości. A nie nickiem zmienianym co 5 minut, dryfującym pośród komercji i coraz częściej – zwyczajnej tandety.

Kto stworzył Wirtualny Komputer?

Wirtualny Komputer powstał z inicjatywy mojej oraz Michała Skowrońskiego. Do udziału w przedsięwzięciu zaprosiłem też Piotra „Pienię” Brendela, z którym w owym czasie prowadziłem korespondencję (oczywiście snailową) na zupełnie inne tematy oraz Darka „Deekay” Kirszlinga i Łukasza „TuR” Turowskiego. Z czasem magazyn zaczął żyć swoim życiem, pewne osoby odchodziły, inne przychodziły – zwykle redakcja liczyła ok. 50 osób mniej lub bardziej ściśle współpracujących z pismem. Już rok później WK był tworzony przez zupełnie inną ekipę, stając się coraz bardziej ustrukturyzowaną organizacją, gdzie każdy miał swoje miejsce i zadania. Nie mogę tutaj pominąć ogromnego wkładu Michała Dadana (Falcon), Kamila Kasprzaka (Gloss), Pawła Sasina (Hannibal), Michała Stępnia (Elemelek), Przemysława Lose (Crasher), Andrzeja Nowakowskiego (Nail) oraz Irka Milera (Neko).

Jaki był powód powstania pisma?

A czy musiał być jakiś powód? :-). Magazyn powstał po to, by coś robić w sieci, by mieć w nią jakiś swój wkład. Internet był w owych czasach dziełem społecznym, a więc i ludzie go tworzący w większym stopniu nastawieni byli na dawanie, aniżeli na bierne branie. Mieliśmy pomysł, czas i siły by razem stworzyć coś fajnego. I zaczęliśmy tworzyć magazyn, który dawał nam dużo satysfakcji, nawet gdy parę miesięcy później przerodził się w naprawdę ciężką pracę. Skrzydeł dodawały nam dochodzące do nas sygnały, że WK będąc czymś fajnym dla nas samych, jednocześnie podobał się czytelnikom. A jakie zbieraliśmy od nich baty w przypadkach opóźnień w wydaniu nowego numeru! ;-)

Skąd ja to znam ;-)

Jak się okazało w praktyce, było to też źródło nieustającej stymulacji do autorozwoju – tak w zakresie dziennikarstwa, jak i technologii informatycznych. A przy okazji pozwoliło zapisać na swoim koncie doświadczenie, które wielu z nas przydało się w przyszłości.

Myślisz, że kogoś to dzisiaj przekonuje?

Parafrazując znany slogan, pragnę zaapelować do młodych, ambitnych użytkowników internetu – „Nie pytaj co internet może zrobić dla Ciebie. Zapytaj co Ty możesz zrobić dla internetu”. Tysiące przykładów pokazują, że robiąc w internecie coś małego, zdobywa się wiedzę, zdolności i doświadczenie, które w przyszłości procentują. W tym sensie internet udostępnia fenomenalną i niespotykaną nigdzie indziej na taką skalę możliwość zrobienia „czegoś z niczego”.

W porządku. Zin przestał istnieć. Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść?

Wirtualny Komputer to temat zamknięty od 2002 roku. Można by rzec „niestety”. Myślę, że dla każdego z redaktorów chwila rozstania się z pismem była dość ciężka, tak jak ciężkie jest zawsze zamykanie pewnego rozdziału w swoim życiu. Z perspektywy czasu uważam jednak, że były to dobre decyzje. W życiu jest czas na zabawę i czas, gdy trzeba zająć się czymś poważnym. Niezależnie od tego, jak bardzo profesjonalnie staraliśmy się tworzyć magazyn i w późniejszym okresie także portal wertykalny dla graczy, to było to cały czas przedsięwzięcie całkowicie non-profit. Tymczasem realia zaczęły się zmieniać – idea zinów zaczęła podupadać, nieustanny rozwój wymagał coraz większych środków finansowych, a i my sami potrzebowaliśmy coraz częściej środków na utrzymanie, których jako magazyn niekomercyjny Wirtualny Komputer nie dawał.

Mogliście sprzedawać reklamy albo pisać prośby o dotacje z budżetu państwa ;)

Nie chcąc się cofać w rozwoju, podejmowaliśmy rozmaite próby zebrania środków na dalszą działalność. Gdy to nie wyszło – moi następcy (były to czasy gdy nie było mnie już w redakcji) podjęli odważną, ale słuszną decyzję o zakończeniu tworzenia zina w chwili, gdy był on naszym zdaniem naprawdę dobry. I o to chodziło. Mamy nadzieję, że taki pozostał w pamięciach czytelników.

Co stało się z redakcją?

Po zamknięciu pisma każdy z redaktorów rozszedł się w swoim kierunku, choć w przypadku wielu z nas umiejętności, doświadczenie i znajomości z czasów Wirtualnego Komputera determinowało dalszy kierunek rozwoju. Część osób zaczęła tworzyć rozmaite serwisy internetowe, niektórzy zainteresowali się dziennikarstwem czy zafascynowani możliwościami internetu, na stałe związali się z informatyką. Są osoby, które związały się z wydawnictwami prasowymi, książkowymi czy z producentami oprogramowania i gier. Inni całkowicie porzucili aktywną działalność w internecie.

Taaa… niektórzy znaleźli się w Magazynie INTERNET.

Tak, część redakcji trafiła z czasem do Magazynu Internet – tu wymienię siebie, Michała Stępnia, Pawła Grzesiaka i kilku autorów, którzy zagościli w MI przez numer czy dwa. Michał Stępień jest dziś redaktorem naczelnym związanego z MI pisma INTERNET Maker.

Chyba o kimś zapomniałeś? ;)

Nie są to zresztą jedyne przypadki współpracowników z branży zinowej, których twórczość można dziś przeczytać na łamach MI. Wspomnę przecież, że Tomasz Kapelak, Kamil Cebulski, Maciej Kitajewski czy wreszcie Ty sama dawniej tworzyliście e-ziny – naszą konkurencję :-).

No to pochwal się do protokołu co dziś robisz.

Owszem, dziś zajmuję się dziennikarstwem internetowym, współpracując z Magazynem INTERNET, INTERNET Makerem i Dziennikiem Internautów. Niewątpliwie ma to związek z zainteresowaniami dziennikarskimi rozwiniętymi w czasie tworzenia Wirtualnego Komputera. Prowadzę też firmę świadczącą szeroko rozumiane usługi internetowe, którą założyłem razem z jednym z byłych współpracowników Wirtualnego Komputera. Studiuję informatykę, a w wolnym czasie amatorsko uprawiam kolarstwo górskie.

Czego nauczyłeś się prowadząc zin?

Kompletna lista takich rzeczy byłaby zapewne bardzo długa. Koncentrując się na najważniejszych: przede wszystkim pewne zdolności dziennikarskie i redakcyjne, ale nie tylko. Specyficzny dla zinów jest charakter organizacyjny – działalność w warunkach internetowych, czyli kilkudziesięciu współpracowników mieszkających setki kilometrów od siebie. To sprawiło, że wypracowaliśmy własne procedury zarządzania i pracy w tak dużym zespole na odległość. Telepraca w najczystszym wydaniu, czego nie uczą na żadnej uczelni.

Do tego dochodzi praktyczne obycie w zarządzaniu, marketingu i reklamie w warunkach internetowych oraz znajomość realiów polskiego internetu. Pewne rzeczy inaczej wyglądają z zewnątrz, dla przeciętnego użytkownika internetu, a inaczej gdy lepiej zaczyna się rozumieć mechanizmy rządzące naszym internetowym światkiem. To cenna wiedza.

Na zakończenie tej listy nie mogę również nie wspomnieć o zdobyciu wiedzy i doświadczenia z zakresu używania licznych technologii internetowych, niezbędnych przy działalności w internecie.

Notka z artykułu:

Paweł Gruszecki, ówczesny redaktor naczelny Wirtualnego Komputera, od 2002 roku związany z Magazynem INTERNET. Od początku współtworzy także siostrzany projekt MI – specjalistyczne czasopismo INTERNET Maker. Studiuje dziennie informatykę na Uniwersytecie Śląskim, nałogowo uprawia kolarstwo górskie i prowadzi firmę hostingową http://www.vbiz.pl

Wpis opublikowano: 4.06.2006

Komentarze (12)

Czego to się człowiek nie dowie o historii polskiego Internetu (z uporem maniaka będę pisał wielką literą) ;) Nie znałem tego zina, chociaż już wtedy buszowałem po Sieci… wtedy chyba bardziej szanowałem jej anglojęzyczny wariant.

PS Link do Makera nie działa, powinno być .pl, do czego doszedłem po krótkim śledztwie ;)

Rozpedzilam sie. Poprawione. Jak artykul ukaze sie to dowiesz sie wiecej, bo o histmagu tez cos bedzie. Duke juz zapowiedzial, ze bedzie polemizowal na blogu co to moich tez zawartych w artykule.

No proszę, chłopak z UŚa. Jaki ten świat mały.

Shrew: „nie do końca bym się w paru miejscach zgodził” nie oznacza: „będę polemizował”. Po prostu być może „nie do końca się zgodzę”. Lol. :P

Ale powiedziales, ze zostawisz sobie to na bloga wiec dla mnie w oczywistym celu ;>

Shrew, znasz mojego bloga i wiesz dobrze, że nie jest on zapiskami zacietrzewionego indyczka pt: „Duke kontra świat”. (no dobra, może czasami jest :P)

[...] ym miejscu. Dlatego więc mogę powiedzieć, że miałem ogromny zaszczyt uczestniczyć w wywiadzie, którego udzieliłem Patrycji Kierzkowskiej dla Ma [...]

[...] Wspomnienia o wirtualnym komputerze na blogu Tako rzecze Shrew [...]

a o mnie zapomniales ?? :)

no no… Alien był dobrym naczelnym :) – dobrze się nam pracowało. Szkoda że się już skończyło… :/

O mnie tez zapomniano… chlip chlip ;) No ale fakt :) Alien byl dobrym naczelnym :) No i fajnie sie z wami wszystkimi pracowalo :) Pozdrawiam!

:) kto by pomyslalas…:) pozdrowienia dla wszystkich za stare czasy… Chlopaki, co sie z Wami dzieje…? jakby cos, mam maila tego, co kiedys, wiec piszcie, bo jestem ciekaw co u Was… pozdrawiam serdecznie raz jeszcze z lezka w oku…

[...] Wspomnienia o wirtualnym komputerze na blogu Tako rzecze Shrew [...]

Chcesz skomentować, ale nie widzisz formularza do komentowania? Spójrz na datę opublikowania wpisu. Jeśli minęło więcej niż pięć miesięcy, to formularz został wyłączony automatycznie. Jeśli minęło mniej niż pięć miesięcy, to oznacza, że komentowanie dla tego wpisu zostało od początku wyłączone.