» Jak zachęcić klienta do zapisu na newsletter?

5.06.2006 | kategoria: E-biznes, Firmowe, Miniblog, Wybrańcy Narodu

tematy: , ,

… czyli ile wart jest Twój e-mail.

O budowaniu bazy adresów i lojalności klientów już kiedyś pisałam. Więc jasne jest dlaczego sklepowi zależy na kliencie i jego zapisie.

Genialny sposób zachęty znalazła księgarnia Gandalf.com.pl Powyżej pola wpisywania adresu zrobili najprostszego na świecie ruchomego GIFa, z trzema informacjami, wyświetlanymi w takiej oto kolejności:

Losowanie co tydzień czyli co tydzień mam szansę na książkę. Za darmo! Za podanie e-maila? Bez zobowiązań! O w mordę, czy ja jestem w raju? STOP!

Trzeźwa ocena sytuacji

Prawda jest taka, że przy tysiącach (dziesiątkach tysięcy) klientów mamy małe szanse na wylosowanie. A co nas w bazie mają i wysyłają nam legalnie reklamy to już inna historia. Do tego nie wiemy czy faktycznie książka jest losowana (bo niby jak to sprawdzić?). Jeśli losują – chcę wierzyć, że tak jest – to koszty dla sklepu nie są duże. A że nie są dla księgarni Gandalf duże możemy sami się przekonać. „Książka poniekąd kucharska”, która jest do wygrania w tym tygodniu kosztuje… 8 złotych 38 groszy.

Zaskoczeni? Zniesmaczeni? Oszukani?

Mało który klient pomyśli, zanim poda swój adres. Mało, który klient zechce sprawdzić ile kosztuje książka za którą zechciał sprzedać swoją prywatność. Faktycznie w/w egzemplarz księgarnia z hurtowni bierze za jakieś 4-5 złotychtyle Twój e-mail jest wart dla Gandalfa. Przynajmniej w tym tygodniu.

Jak sklep potrafi się zbłaźnić…

Wszelkie mechanizmy obronne są wyłączone wobec tak podanej informacji :-) Plusem tego wszystkiego jest czytelność przekazu – bez ściemniania, bez nachalności, bez NLP. Prosto, jasno i ze smakiem. Ale smak psuje się, gdy klient poczuje, jak niewiele jest wart.

Jeśli masz ochotę coś rozdawać – proszę bardzo, jednak daj coś na poziomie, coś ekstra, coś wartościowego (nie tylko tematem, ale i ceną).

c. d. n. w następnej notce pt. „Obsługa klienta dla opornych”

Wpis opublikowano: 5.06.2006

Komentarze (11)

Fakt, to ciekawy sposób, jednakże jak sama pokazałaś nieco nietrafiony :) Ja jeśli się zapisuję do newslettera, to z reguły interesuje mnie zasadniczo jego treść (np. codzienne nowinki z branży reklamowej, albo komiks) :)

Pomysl trafiony jako klient bym sie zapisala. Ale sprawdzilam ksiazke i juz mi sie odechcialo. Sam pomysl uwazam za swietny.

W takim razie wprowadź taki system do swojej ksiegarni, pokaz ile dla Ciebie jest wart email klienta i pokaz, ze jestes lepsza od Gandalfa, ze potrafisz docenic email potencjalnego klienta, czytelnika newslettera/zarejestrowanego uzytkownika.

Ja nie mam ksiegarni :) Wszystkie pomysly, jakie mam, a mam ich duzo, przekazuje ‘do gory’ i tam albo to wprowadzaja w zycie, albo nie.

Shrew, chyba troszke marudzisz… :-) Walka o klienta trwa, a {zazwyczaj, niestety} wygrywaja sprytniejsi, nie lepsi.

PS: Czy mnie sie wydaje, czy ostatnio Twoje notki nacechowane sa czarnym PR-em? :P

BTW: I popraw, jesli mozesz, obsluge tabulatora w formularzu. Za kazdym nacisnieciem (by przeskoczyc do kolenego pola) gubi focus, przeskakuje na gore strony i trzeba przewijac. //Opera 9.0

OMG: Ale TLS nawciskalem :-o

A może się zastanówmy jaki newsletter godziłby interesy obu stron? :) Bo w sumie tutaj musimy pogodzić konflikt interesów – albo damy jako „dostawca” coś wartościowego, co niewątpliwie przyciągnie klientów, a jednocześnie ryzykujemy spore straty, a z drugiej strony chcielibyśmy jako potencjalny klient zyskać na newsletterze jak najwięcej :)

Ja bym stawiał na coś takiego, że klient zapisując sie na newsletter może wybrać sobie kilka kategorii „interesującej go lektury” i np. każdego 10 dnia miesiąca otrzymywałby jeden rozdział losowej książki (ale lepiej – system by pamiętał jaką książkę ten użytkownik „zbiera” i wysyła mu np. raz w tygodniu 3-5 stron tej książki w PDF do wydruku :D)

Jak byś to widziała Shrew? Mnie to by przyciągnęło, a przy tak małej ilości „wypływów” z książek wydawnictwo może jedną książeczkę rozłożyć np. na 6 miesięcy, co prawdopodobnie mu zwróci stratę na tym jednym, czy kilku tytułach :)

Pawel, straty sa zadne. Wiem, bo pracuje w dwoch ksiegarniach i mamy wiele innych udogodnien dla klietna, ktore wydaja sie byc strata dla firmy, a tak nie jest. W tym sensie jedna ksiazka tygodniowo, nawet drozsza nie jest niczym szczegolnym.

Obawiam sie, ze Twoj pomysl uderzalby w autorow, bo wtedy ksiazka jest udostepniana za darmo. W czesciach, ale przez ksiegarnie. Ksiegarza latwiej za to skazac niz userow p2p. Poza tym ktos musi te PDFy przygotowac. A kazdy klient chcialby inna ksiazke.

Jesli uznac, ze te fragmenty beda ciagle inne to wychodzi na to samo, jak sam sobie pobierze ze strony. Poza tym do takich fragmentow trzeba zrobic obudowe tj. newsletter. My wysylamy newsletter, ja je takze pisze do swojej grupy klientow, ktora sie opiekuje w ksiegarniach (mentis.pl oraz aragon.pl) Pisze srednio co 2 tygodnie. I to ma taka forme – cos mi sie podobalo, cos mi sie nie podobalo, cos mnie wkurzylo, podam linki. Oczywiscie w kontekscie biznesu albo literatury. Czasami podesle jakies linki do zasobow w sieci, ktore mnie poruszyly.

Ogolnie fajna robota, bo ludzie odpisuja, niektorych klientow znam osobiscie albo piszemy sobie na gruncie prywatnym i polecamy sobie ksiazki. W tym kontekscie chyba lepsze sa newslettery niz losowe ksiazki bez rekomendacji i jeszcze zagrazajace, zenas ktos zamknie za nielegalne rozprowadzanie ;)

Faktycznie w/w egzemplarz księgarnia z hurtowni bierze za jakieś 4-5 złotych – tyle Twój e-mail jest wart dla Gandalfa.” – taka kwota w przypadku gdy w tygodniu zapisze się 1 osoba, a z reguły jest to pewnie więcej :) Czyli cena pozyskania spada do 4-5 gr. przy 100 zapisujących się osobach tygodniowo.

[...] Zrzekam się praw do wymyślonej nazwy. A niby z jakiej racji? Swoją drogą 5 zł rabatu za wymyślenie nazwy to ciekawe posunięcie. Coś a la ile jest wart Twój mail. Na profesjonalnym rynku za wymyślenie nazwy płaci się duże pieniądze. I oni o tym zapewne wiedzą. [...]

[...] Pokrewne wątki: – Jak zachęcić klienta do zapisu na newsletter? – Ankieta śmiechu warta [...]

Idąc takim tokiem rozumowania możemy dojść do wniosku, że jeśli za wpisanie się do Newslettera nic nie dostaniemy, to nie jesteśmy nic warci :)
Jek dla mnie pomysł jest bardzo dobry i co najważniesze jestem pewien, że działa. Poza tym czy lepiej by wyglądało, gdyby za podanie swojego maila oferowali książkę za kilkadziesiąt złotych a tak naprawdę nikt by jej nie dostawał. To, że proponują coś takiego wzmacnia tylko ich wiarygodnosć :)

Chcesz skomentować, ale nie widzisz formularza do komentowania? Spójrz na datę opublikowania wpisu. Jeśli minęło więcej niż pięć miesięcy, to formularz został wyłączony automatycznie. Jeśli minęło mniej niż pięć miesięcy, to oznacza, że komentowanie dla tego wpisu zostało od początku wyłączone.