» Kto jest kim?

4.07.2006 | kategoria: E-biznes, Firmowe

tematy:

W sieci pojawił się ebook mojego znajomego Kamila Cebulskiego. Wydany w Złotych Myślach. Już pojawiły się głosy, że Kamil wydaje u konkurencji, choć sam jest właścicielem podobnego projektu.

Dlatego uprzejmie donoszę, że właścicielem wydawnictwa ebooków Escape Magazine jestem ja, Patrycja Kierzkowska.

Firma ESC Poland działa jak inkubator i tylko pomaga mi w formalnościach związanych z prowadzeniem wydawnictwa. I co najważniejsze – nie wnika, co ja tam robię. Więc Kamil Cebulski wydaje sobie ebooki, gdzie chce, bo nie ma żadnego wydawnictwa.

Komentarze (9)

To dziwne. Całkiem niedawno mówiłaś, że sama nie możesz niczego zrobić na stronie wydawnictwa, bo musisz słuchać góry :>

Bellois, nie słuchasz mnie. Mówiłam to w kontekście księgarni internetowych, a nie wydawnictwa. „Góra” musi zatwierdzać moje wizje w księgarniach, chociaż sama także wprowadzam tam poprawki. O ile ja w sklepach ESC Poland maczałam palce (z uwagi na przeszłość), o tyle ESC Poland nie maczało nigdy palców w moim Escape Magazine.

fajnie, ze wyjasniasz. Błędne postrzeganie spraw wlascicielskich wydawnictwa wynika zapewne z tego, ze na stronie „Kontakt” są podane dane ESC Poland. Nawet baza WHOIS wskazuje ESCPoland jako wlasciciela domeny.

Jak ktoś nie wie, jak działają inkubatory przedsiębiorczości to może być zdziwiony, że na stronie są dane ESC Poland. No, a czyje mają być?

Faktycznie to dziwne…. Bo jeszcze niedawno stwierdzenie „właściciel e-biznesu” w notatce o autorze tegoż bloga, brzmiało chyba trochę inaczej. To jeden.

Wczoraj jeszcze Twoje nazwisko widniało na stronie „pracownicy” ESC Poland. Dziś już go tam nie ma ?! Natomiast sam Escape Magazine każe Cię tytułować kierownikiem. To drugie.

Oh i na koniec już prawna dygresja. Skoro ESC Poland jest dzialalnością gospodarczą osoby fizycznej (czytaj przedsiębiorcą w rozumieniu prawnym), to nikt inny oprócz owego przedsiębiorcy formalnym właścicielem Escape Magazine być nie może. A kto jest owym przedsiębiorcą chyba wszyscy wiemy…

Wiem shrew, że się czepiam. Jednak …to dziwne. Lub też nie wytłumaczyłaś nam dokładnie.

Zbywam już kwestię inkubatorowego podejścia, bo bardziej to kwestia umowna, niż faktycznie oczywista.

Chociaż pomijając zawiłości „własności”, wydanie e-booka Kamila Cebulskiego w ZM zamiast w Escape Magazine daje do myślenia zainteresowanym.

Tak szczerze mówiąc to śmieszy mnie, że muszę tłumaczyć się z własnego życia i ustaleń, o których nie każdy musi wiedzieć. I przede wszystkim tłumaczyć się z zachowania kolegi tylko dlatego, że wydał sobie ebook. A wydał sobie w ZM, bo nie ma własnego wydawnictwa. Proste?

Jeden. A jak niby brzmiało inaczej? Po prostu jakiś czas temu, kiedy wypunktowałam listę, dopisałam sobie „właściciel e-biznesu” zamiast „kierownik wydawnictwa”, żeby mądrzej wyglądało ;)

Dwa. Nazwisko zostało usunięte przeze mnie, bo od dobrych trzech miesiecy (wnikliwy Czytelnik znajdzie dlaczego) nie jestem pracownikiem i dopiero dziś siedziałam u siebie na komputerze więc usunęłam je.

Kierownik czy właściciel dla mnie to samo, bo ja wiem, jaka jest moja faktyczna rola. Jeśli już wdajemy się w szczegóły to oczywiste, że faktur nie wystawiam, bo zasada działania inkubatora jest inna.

Mylisz pojęcia. Kamil i Tomek ponad dwa lata temu zrezygnowali z Escape i chcieli to zamknąć, bo dziewczyna, która to prowadziła, dała sobie spokój. Więc zapadła dezycja o zamknięciu. Ja powiedziałam, że szkoda, bo kawałek historii, to tamto i ja mam wizję, że zrobię z tego nowy projekt. Zrobiłam.

Faktycznie, dopiero wydanie ebooka uświadomiło mi, że może to wyglądać dziwnie z boku. Z drugiej strony ja o tym wiedziałam, bo Kamil mi powiedział.

Ja, Tomek i Kamil ustalilśmy ponad dwa lata temu, że dla nich Escape nie istnieje, tylko firmują je, żebym nie musiała martwić się o podatki. Co ja tam robię to moja sprawa. Mogę zatrudniać ludzi, zwalniać, sprzedawać, kupować, byle zgodnie z prawem.

Wy nie wiecie, co myśmy sobie ustalili. A ustaliliśmy sobie, że Escape jest moje i w przyszłości, jeśli zechcę, mogę odłączyć się z Escape od ESC POLAND i przepisac wszystko na siebie, bo tylko formalnie Escape należy do ESC POLAND.

Gdyby Kamil w jakikolwiek sposób interesował się Escape to uwierz mi, dzisiaj byłoby lepsze niż ZM. Kamil ma czas i dobre wizję. Ja ma dobre wizję, ale nie mam czasu. Ale niedługo to się zmieni :)

Nie uważam, żeby ktoś musiał u mnie wydawać, tylko dlatego, że mi pomaga. Kamil chciał na pewno większą promocję, jaką dają ZM. To oczywiste. Mateusz to jego znajomy, tak samo, jak ja. Gdybym była na miejscu Kamila zapewne zrobiłabym to samo. Chociaż nie… ja mam inną naturę. Wydałabym w małym, ambitnym wydawnictwie, bo dla mnie wydanie książki to nie szum medialny, a faktyczne zainteresowanie i dotarcie do niemasowego, bardziej wyrobionego Czytelnika.

Nie mam żadnego żalu do Kamila, bo nie ma o co. I nie widzę w jego decyzji nic nienaturalnego, zwłaszcza, że on nawet nie wie, co ja robię z Escape. Kiedy poprosiłam go raz, żeby zastąpił mnie w wypowiedzi dla mediów, on powiedział: „No dobra, ale ja nawet nie wiem co Ty tam robisz!”. Dla niego Escape to rozdział zamknięty. Fakt, że z Escape zrodziła się cała firma, ale ten etap skończył sie dla nich, kiedy zaczęli otwierać sklepy. To tylko dobra wola ESC Poland, że pozwalają mi siedzieć z Escape w swoim portfolio i pomagają w formalnościach.

Droga Shrew, o ile nie widzę ŻADNEGO problemu w tym gdzie Kamil wydaje e-booka, bo od kiedy to MUSI sie wydawać we własnym, o tyle Twoje wyjaśnienia, miast sprostować, gmatwają i, obawiam się, dodają wątpliwości.

Widocznie nie potrafię wyjaśnić sytuacji, a Czytelnik nie potrafi mnie zrozumieć. Bywa.

> [...]Twoje wyjaśnienia, miast sprostować, gmatwają [...]

Dziwne, ja nie mam jakoś problemów ze zrozumieniem tego, co Autorka miała na myśli ;]

Jeśli nie widzisz formularza do komentowania, tzn. że od publikacji wpisu minęło więcej niż 5 miesięcy i możliwość komentowania została automatycznie wyłączona.