» Goldenline.pl i zapraszanie do kontaktów
19.07.2006 | kategoria: E-biznes
tematy: goldenline, kontakty, znajomości
Będę wdzięczna za wyjaśnienie mi następującej, internetowej sytuacji. Czy ja jestem aspołeczna czy tak dzisiaj nawiązuje się znajomości?
Jest coś takiego, jak zapraszanie znajomych do kontaktów. Już nie wnikam czy to jest Goldenline.pl (gdzie dostaję codziennie jakieś zaproszenia) czy cokolwiek innego np. komunikator. Nadal nie jest dla mnie jasne dlaczego do znajomych zapraszają mnie ludzie nieznajomi.
Pojęcie „znajomy” jest szerokie. Dla mnie oznacza to znajomy ze świata rzeczywistego lub wirtualnego. Znajomy to człowiek, którego po prostu znam, a on zna mnie czyli znajmy się nawzajem. Np. jeśli wymieniliśmy jakiś mail, czytamy swoje blogi, kojarzymy się wzajemnie, z powodu owego czytania i komentowania, pracujemy razem, rozmawiamy, chodziliśmy do jednej klasy, spędzamy wspólnie czas itp.
Kto nie jest znajomym?
Moim znajomym nie jest Pan X, którego nie znam. Może on mnie zna, ale ja go nie znam więc jak możemy być znajomymi? Znajomość na zasadzie: „Widziałem, że komentujesz u RAFiego” to żadna znajomość. Znajomość z widzenia nie oznacza dla mnie znajomości.
Moim znajomym nie jest Pan Y, nawet jeśli mój znajomy ma go w kontaktach. To jest znajomy mojego znajomego, a nie mój. Znajomy znajomego może być moim znajomym, ale wtedy musi spełnić wymogi, o których wspomniałam na początku.
Moim znajomym nie jest Pan Z, który znalazł mnie w sieci i podoba mu się to, co robię, a nigdy nie zamienił ze mną słowa (w formie maila, rozmowy, komentarza itp.)
Krótko mówiąc jeśli ktoś chce być moim znajomym to niech najpierw mnie pozna, a dopiero dodaje do znajomych, a nie odwrotnie. Czy ja źle rozumuję? Czy jestem źle wychowana? Czy jeszcze coś innego?
Wpis opublikowano: 19.07.2006


Ja bym przyjął, ale nie mam ochoty na kolejny serwis społecznościowy ani czasu (na wejście w niego na serio, żeby jakieś profity mi to w końcu przyniosło).
(Przyjąłbym -> w domyśle od Ciebie, również od osób nieznajomych nie przyjmuję nic)
Eee tam, aspołeczne spojrzenie mam chyba raczej ja, który odrzucam zaproszenia do takich serwisów również od osób dobrze mi znanych. Dlaczego?
Po części jest to brak czasu, ale głównie chyba to, że jednak zdecydowanie bardziej wolę z kimś porozmawiać – najlepiej osobiście lub przez telefon czy komunikator – niż wiązać się sztucznie za sprawą jakichś serwisów, portali społecznościowych.
A jeśli już ludzie chcą tego typu kontaktu „pośredniego”, to mają mojego dżoga, którego mogą komentować (choć pewnie zdaniem niektórych umniejsza to jego i tak niewielką wartość ;) – tu dyskretne spojrzenie w górę), mają forum Histmaga – dom internetowej społeczności „nie tylko dla humanistów”, gdzie mogą się „zaczepić”. Na cóż więc więcej?
Ale może i jestem już internetowo aspołeczny…
… powiedziała shrew, która nie dalej jak dwa miesiące temu sama wpychała się na roster „bo czyta mojego bloga, to sobie doda”.
*sigh*.
Maciek, nie przeczytałeś notki uważnie. Tam jest napisane, dlaczego Cię dodałam i uznałam za znajomego. Ty masz bardziej restrykcyjne pojęcie znajomego niż ja. Ale dlaczego ja Cię dodałam to jest napisane powyżej. Proszę o uważne czytanie, zanim zabierzesz głos. Inaczej komentarze będą usuwane, bo nie mam zamiaru wysłuchiwać głupot, skoro wyjaśnienie już dawno napisana u góry.
Różnie to wygląda.
Po pierwsze, trafiają się ludzie, którzy w ten sposób szukają za wszelką cenę wsparcia dla swojego biznesu – na goldenline dopadła mnie (i nie tylko) np. niejaka Lidia K. – zaproszenie do jej grupy dostałem, zobaczyłem że nic tam nie ma, wypisałem się, następnego dnia zaproszenie ponowne…
Po drugie, zaproszenia w oparciu o przyszłą znajomość :-) – gdy zaprosi mnie ktoś nieznany, pytam, czy skądś się znamy, parę razy padła odpowiedź, że nie, ale liczy na ciekawą dyskusję.
Po trzecie, są ludzie, którzy lubią się łączyć. Ma to jakiś sens na linkedin lub OpenBC, gdzie taki „connector” ma po prostu większą sieć i większe możliwości, na goldenline czy gronie (gdzie dostęp do wszystkich profili) będzie to wyłącznie pompowanie własnego ego.
Patrycjo, wepchnęłaś się na roster obcej osobie. Nigdy wcześniej nawet słowa nie zamieniliśmy. Byłaś dla mnie tak samo nieznajomą jak dla Ciebie jest „Pan Y” i „Pan Z”.
Więc na własnym przykładzie powinnaś zrozumieć, że ludzie lubią „dodawać sobie” osoby, które sami kojarzą. I wcale nie musi to być relacja zwrotna.
Wspomniałam coś o wzajemnym czytaniu i komentowaniu…
Zupełnie inną kwestią jest, że miałam do Ciebie sprawę innego rodzaju, a w Gajim nie doszukałam się wtedy opcji wysyłania wiadomości bez autoryzacji.
Oh, to definicja „znajomości” wg Patrycji brzmi od dzisiaj: przynajmniej jeden przypadkowy komentarz na blogu? No ale jak chcesz. Ja nadal utrzymuję, że się nie znamy. Tej pani, której dzisiaj spytałem o godzinę na ulicy, też nie znam. eot z mojej strony.
Jeśli przychodzisz do domu tej pani i mówisz jej, co myślisz o jej poczynaniach to w mojej definicji można uznać, że ją znasz. Chociaż… mężczyźni chyba działają na zasadzie „twarzy nie pamiętam i bez zobowiązań” nawet, jak wchodzą do jej domu ;)
A czy zaproszenie do znajomości to nie jest… zaproszenie do znajomości? A nie przywitanie znajomego? Ja tak to rozumiem – zapraszam kogoś, żeby być jego znajomym.
aa moze troche z inne beczki. Jesli ktos zalozy taki samo napedzający sie portal to jak myslicie ile moze zarobic chetnie odpowiem na wszystkie pytania
[...] Ok small update: after 5 minutes, while breaking from writing this to read some blog entry about unsolicited invitations in goldenline, I got unsolicited invitation from some headhunter. Heh. [...]
Oj myślę, że przesadzasz…
Trochę racji jest w tym że jeżeli masz już znane nazwisko zbyt dużo osób chce np zagadać na gg, akceptowanie każdego nie ma sensu , ale „zgłaszanie do administracji jako spamerzy” to wg mnie lekka przesada bo zaczynasz się zamykać na kontakty.
Jestem w stanie zaakceptować osobę z którą zamienię kilkanaście zdań, „znamy się” np z jednego forum. Choć zależy od relacji jak odczuwam ten kontakt.