» K.D.P i coś więcej…
31.07.2006 | kategoria: Melanż
Od kiedy jestem sama, dostrzegam mężczyzn na ulicach. Na dostrzeganiu się kończy, ponieważ oni nie są mną zainteresowani – bo nie chodzę rozebrana po ulicach (moje ciało oglądać będzie tylko Jedyny). A ja nie interesuję się mężczyznami, których obiektem zainteresowań są te rozebrane.
Ale jeden się zainteresował. Z ekonomii na UMK. Przez znajomą. Z rekomendacji. Wierzący, chodzący na pielgrzymki, w sprawach damsko męski nieco staroświecki, tak, jak ja. Bardzo sympatyczny kolega, jakby coś więcej to pewnie byśmy się dogadali. Gość interesuje się e-biznesem i chciałby się „wkręcić”.
Koleżanka mnie już zdążyła zareklamować, czego ja nie lubię, bo nie każdy musi wiedzieć, co ta mała dziewczynka robi po
godzinach. No i efektem reklamy było wzmożone zainteresowanie moją osobą w nieco innym charakterze niż koleżeński, choć atrakcyjna w dżinsach i białej, spranej koszulce nie jestem (pod ubraniem kryje się skarb tylko dla wybranych ;)). Jeden krótki spacer pozwolił mi wyłapać, o co chodzi gościowi.
Wniosek? Żadnych facetów z branży. A jeśli już to takich, którzy są bardziej zaawansowani, którzy nie będą chcieli traktować mnie, jako sposób wybicia się. Może wyolbrzymiam, może miał inne intencje – może miał. Ale… ja jestem podejrzliwy skorpion z ósmego listopada i uważam. Mogę
dać kilka darmowych porad początkującemu i tyle. Kilka. Darmowych. Porad. Wiązanie się w celach uzyskania korzyści nie wchodzi w grę bez względu na to czy chcący skorzystac jest płci męskiej czy żeńskiej. To niemoralne.
Zawsze wydawało mi się, że to kobiety traktują facetów jako tych, którzy gwarantują wybicie się, prestiż, większe perspektywy poprawy warunków materialnych itp. Czasy są nieco inne i wiele się zmienia. Istnieje nawet taka teoria, że pedofilia zatacza coraz szersze kręgi, bo… mężczyźni są zagubieni w świecie, gdzie nie ma cichych, głupiutkich, nierozgarniętych egzemplarzy, a wykształcone, samodzielne, niezależne kobiety. To się teraz dowartościowałam ;)
Wpis opublikowano: 31.07.2006


Shrew szczerze mówiąc to jakoś nie bardzo mi się widzi pisanie o drugiej połowie na publicznym blogu… Wiesz facet musi czuć się przynajmniej dziwnie, by nie powiedzieć głupio…
Chyba, że chcesz się go pozbyć na amen… to zmienia postać rzeczy…
A widzisz, to trochę nie tak.
To nie jest moja druga połowa, a kolega poznany kilka dni temu.
Po drugie nie podałam żadnych danych więc tylko on wie, że o nim mowa.
Po trzecie on sam zna swoje pierwotne zamiary więc to tu jest do oburzania się czy czucia głupio? Raczej niech się zastanowi i prosi swojego boga o przebaczenie :>
Po czwarte piszę to ku przestrodze dla kobiet i mężczyzn, żeby uważali przy zawieraniu znajomości. Mi się zdarza to po raz pierwszy, jak sądze dlatego, że ktoś zanim mnie dobrze poznał w realu, dowiedział się wcześniej, co robię.
Faceci nie mają problemów z kobietami, które są nawet kilka klas społecznych niżej od nich samych (takoż kobiety nie mają z facetami, którzy są wyżej).
Faceci mają poważny problem z kobietami, które są wyżej i to się przekłada bezpośrednio na to, że im wyżej w hierarchii, tym kobieta ma mniejszą szansę na wyjście za mąż (wystarczy poszukać w statystykach).
Domyślam się, że kobiety „instynktownie” szukają w facecie oparcia, więc jego wysoki status zwiększa jego atrakcyjność. Mężczyźni natomiast szukają kobiety, którą będą mogli się zaopiekować (tym samym udowadniając swoją męskość; już mniejsza o to, jak im ta „opieka” wyjdzie w praktyce), więc też kobiety niżej od nich są dla nich atrakcyjne.
Natomiast faceci instynktownie czują, że kobieta z wysokim statusem (zwłaszcza — wyższym od nich samych) to dla nich zagrożenie, bo jest duża szansa, że będzie niewierna.
I przyznam się bez bicia, że jak względnie niedawno się zastanawiałem na ten temat, to doszedłem do takich samych wniosków. Kobiety „sukcesu” nie chcę, bo taka ma nieustający kontakt z przystojniejszymi/lepszymi w łóżku/bardziej czarującymi/cokolwiek ode mnie, więc nie mógłbym być pewien jej wierności.
Parę dni później przeczytałem gdzieś, że kobiety sukcesu mają problemy ze znalezieniem facetów, właśnie dlatego, że mężczyźni reagują dokładnie w ten sposób kompletnie nie zastanawiając się nad sporą ilością luk w takim rozumowaniu.
Do czego zmierzam? Młoda jesteś, popracuj jeszcze kilka lat, osiągnij jeszcze trochę, a faceci będą uciekać z krzykiem na sam dźwięk twojego imienia, har har.
(Innymi słowy tak, jest bardzo słabym pomysłem, żeby facet wiedział o tobie za dużo jeszcze zanim cię spotka. Ba, powinnaś się skrzętnie ukrywać przez spory kawałek znajomości :)
I druga uwaga — imho tego typu wpisy to jest idealny powód, dla którego normalny facet będzie się od ciebie trzymał z daleka. Więc jeśli twój przyszły okaże się czytelnikiem twojego bloga, to ja bym prosił o hinta, żebym mógł się zdziwić :)
Dzięki za komentarz. On świetnie obrazuje, jakimi stereotypami rządzą się nasze płcie.
Nie chcesz kobiety wykształconej i mądrej. Nie sądzę, ze z powodu jej kontaktu z przystojniejszymi, a raczej z powodu czystej psycholgii, że bedzie madrzejsza od Ciebie i to Ty będziesz jej ozdobą, a nie ona Twoją. To uderza w męskość.
Dlaczego tak sądzę? Bo cokolwiek o mnie mówić, jestem babą, jakże samodzielną, ale jakże chcąca od faceta dwóch tylko rzeczy: odpowiedzialności i poczucia bezpieczeństwa. Bez względu na to czy jesteśmy niżej czy wyzej, szukamy jako kobiety tego samego.
Z Twoich słów wynika, że powinnam byc głupia, naiwna i niesamodzielna albo inaczej – samodzielna, ale mniej niż moja druga połowa, bo to grozi byciem samemu. Tylko koło się zamyka, bo nagle okaże się, że niesamodzielna jest mało atrakcyjna na życie i nie jest równorzędnym partnerem.
Poprzedniego partnera zostawiłam, bo nie spełniał wspomnianych przeze mnie kobiecych kryteriów. W sensie statusu był wyżej ode mnie. Może i jest dobrym człowiekiem, ale nie dojrzał do emocjonalnych związków. I ważniejsze jest u nas poczucie bezpieczeństwa psychicznego, oparcia niż status. Chociaż są i takie panie, które z powodu wysokiego statusu zniosą brak stabilizacji psychicznej. Tyle, że najczęściej są to panie mało samodzielne. Myślę sobie, że te samodzielne, które znajdą oparcie w facecie to nie zostawią tak łatwo gościa :)
Mój przyszły doceni mojego bloga i będzie ze mnie dumny. O ja naiwna, że są tacy mężczyźni, którzy potrafią być dumni ze swoich kobiet? Chyba nie, bo znam takich, bo oni mają poczucie własnej wartości i cieszą się, ze ich panie mają poważanie w społeczeństwie. Albo mój przyszły nigdy na bloga nie trafi, bo nie będzie znał się na kompach ;)
Z całym szacunkiem Shrew, bo mądra z Ciebie kobieta i wiele dobrych rzeczy jest na tym blogu, ale uważam, że ostatni akapit jest co najmniej kompromitujący :)
Zgadzam się ze wszystkim prócz tego akapitu – nie dziwię się facetom, że czują się zagubieni w świecie „gdzie nie ma cichych, głupiutkich, nierozgarniętych egzemplarzy, a wykształcone, samodzielne, niezależne kobiety”, które nie dość, że ciągle chcą więcej i więcej, to jeszcze na koniec mówią „tylko tyle?” :) Trzeba znać swoją wartość, jednak często kobiety przyjmują ostentacyjną pozę „jestem boska Hera, bogini” :)
Oczywiście bez osobistych wycieczek :) Bardzo szanuję to co piszesz i o czym piszesz :D
Ciekawy artykuł… Powinien dać do myslenia tym panom, którym wydaje się, że są macho :D
I tu Cię zaskoczę: Moja kobieta jest ode mnie i lepiej wykształcona i ma wyższe stanowisko (zawodowo) i w ogóle pasmo sukcesów na koncie – chciałbym osiągnąć połowę tego, co ona – jestem z niej baaardzo dumny i wspieram ją w każdym jej działaniu – nawet jeśli sam nie jestem przekonany, czy to co robi jest właściwe…
Ktoś powie, że jakiś dziwny jestem… No cóż, zawsze odstawałem od normy i zawsze mówili o mnie „inny niż wszyscy inni”…
O ja cie piernieczę, dziękuję za świetną dawkę humoru do porannej kawki. Wiesz w ogóle co Ty wypisujesz, czy palnąłeś tak z autopsji? Kobieta niewierna jeśli ma zdradę w żyłach, to zdradzi bez względu na status i pozycję społeczną. Wszystko zależy od tego co ma się w głowie, chociaż żona Adasia Miałczyńskiego powiedziałaby w dupie.
Przerażają Ciebie kobiety, które wykazują cechy przywódcze, a wyższa pozycja sprawia, że ich się boisz i unikasz. Być może wynika to z kompleksów, albo niskiej samooceny?
Shrew, piszesz, żeś staroświecka, a tu kąsnęłaś byłaś publicznie, na blogu, biednego chłopaka… Na obiad trzeba było zaprosić i czarną polewkę zaserwować!
Paweł, dzięki za komentarz. Nie wiem czy kobiety chca ciągle więcej, można się z tym zgodzić, bo każda płeć chce wicej, jak już dostała to, co chce. Z ta boskością to ja myślę nieco innymi kategoriami: kobiety znają swoją bronią zwaną ciało i doskonale zdają sobie z tego sprawę, co czyni je (w ich oczach) mocnymi. Mężczyźni sa zwierzętami i dają się omotac ciałem. Gdyby tylko zmienili taktykę szukania kobiet (im mniej rozebrana, tym mniej problemów potem), nie byłoby problemu. IMO.
Piotr Lewandowski, gratuluje i zazdroszczę Twojej kobiecie. hmm… masz moze brata? ;)
Rafi, ma Ciebie zawsze można liczyć w kwestiach odmiennego zdania. Dzięki :) Napisałam trochę z własnego życia, trochę z obserwacji kolegów brata (zapatrzonych w ciała) i życia koleżanek (zapatrzonych w czułych mężczyzn). Wobec Twojego komentarza mam pytanie – jak ustrzec się przed taką, która ma ową zdrade w żyłach? jeśli zdrada nie wynika z tego, o czym tu dyskutowaliśmy.
Piotr Konieczny, staroświecka tak, ale nie we wszystkim. Dlaczego publicznie, wyjasniłam w odpowiedzi na pierwszy komentarz (na górze)
shrew zdrada z pewnością nie wynika ze statusu społecznego. Być może badania potwierdzają, że w wyższych sferach częściej dochodzi do zdrady, niż w sferach niższych i niskich. Choć tych drugich i ostatnich jest zdecydowanie więcej na świecie, więc na rozum należałoby przyjąć, że w tych sferach zdrada wiedzie prym.
Posiadam taki fajny instynkt, przez co dla innych nie mam wskazówek jak się przed tym ustrzec.
na co trzeba zwracac uwage przy poznawaniu nowej osoby? bo na wyglad nie bo to zwierzęce, złe i szatańskie. małpy patrzą na wygląd i są owłosione.
ok, moge to w jakims stopniu zrozumiec – taką opinie. chociaz calkiem sie z nia nie zgadzam.
ale Ty proponujesz tez zeby nie zwarac uwagi na to czym osoba dana się zajmuje. bo bron boże to bedzie porwadzilo do jakis niezdrowych relacji, do jakiego wspinania sie na czyjąś drabine. boże, może nawet do symonii…
nie wiem jak Ty poznajesz ludzi. no nie mam pojęcia. nie wiem jak ich dobierasz, ktorych dopuszczasz do reprodukcji a ktorych do biznesu.
a pedofil to ktos komu mama mowila, zeby zamykał oczy jak sie przebiera…
Shrew – właśnie problem się zaczyna, kiedy kobieta inteligentna, mądra, wykształcona i mająca co powiedzieć (a nawet i często piękna), zaczyna tym wszystkim przytłaczać :D Tzn w sensie takim, że zaczyna rozmowę na jakiś, np. służbowy temat (typu „wiesz, słyszałem, że Macromedię kupuje Adobe”) zamieniać w pasmo potyczek na argumenty :)
Mnie przerażają kobiety, które zadzierają nosa, a jeszcze bardziej te, które mówią, że są „wrażliwe i delikatne” :) Manipulantki często a nie :D
Heh. Niestety to nie jest wszystko takie proste, jakby się chciało, żeby było, a stereotypy mają to do siebie, że są zazwyczaj na czymś oparte, więc warto im się uważnie przyglądać.
Shrew, odnośnie tego jaka powinnaś być, żeby znaleźć faceta — nie, nie powinnaś być głupia i naiwna. Ale skoro nie jesteś, to musisz mieć świadomość, że w takiej hameryce zaledwie 50% kobiet na kierowniczych stanowiskach jest zamężnych (a ja muszę poszukać skąd biorę liczby, żeby nie było, że strzelam ślepakami; acz zapewne większość z was czytała nie raz artykuły o podobnym wydźwięku).
Co by nie mówić, bycie głupim i naiwnym jednak ma sporo zalet :)
I to nie tylko w przypadku kobiet. Facet musi być facet, prawda? Nie jakiś niepewny swojej wartości mięczak, tylko emanujący pewnością siebie samiec alfa.
A najłatwiej taką niezachwianą pewnością siebie emanować, gdy się jest facetem, hmmm, „prostym”. Takim, którego zdania o samym sobie nie jest w stanie zmienić nikt i nic.
Problem z twojego punktu widzenia, Shrew — chciałabyś takiego?
Ale zostawmy takich ludzi. przejdźmy do „ludzi sukcesu”.
Nie wiem jak to jest ze zdradami w wyższych warstwach społecznych, mam wrażenie, że czytałem, że są znacznie bardziej rozpowszechnione (i chyba nie tylko ja), acz teraz nie jestem w stanie się dokopać do żadnych danych na ten temat, więc możliwe, że poniższe wynurzenia są bezpodstawne.
Shrew, załóżmy, że znalazłaś se typowego faceta sukcesu — wygląd przeciętny, nigdy nie miał jakiegoś wybitnego powodzenia u kobiet, ale za to inteligentny i pracowity, więc względnie szybko doszedł do kierowniczego stanowiska. I nagle przychodzi jakaś młoda, bardzo atrakcyjna i naiwna dziewczyna i zaczyna się w niego (z różnych względów) wpatrywać jak w obrazek. Jak bardzo pewna jesteś, że nie zrobi to na nim żadnego wrażenia? Ja na ten przykład mogę sobie wmawiać do woli, że na mnie by nie zrobiło, ale pewności tak jakby nie mam.
Teraz dodajmy do tego jeszcze jakiś tymczasowy kryzys w małżeństwie (gdybyś była naiwnym podlotkiem, to byś teraz stwierdziła, że w twoim małżeństwie nigdy takich nie będzie, ono będzie idealne; nie jesteś, więc musisz się liczyć z całkiem prawdopodobną taką ewentualnością).
Za którym razem podczas pracy po godzinach, czy podczas wyjazdu służbowego twój mąż jednak opuści gardę w nieodpowiednim momencie i zrobi coś głupiego?
A teraz odwróćmy sytuację. Od paru tygodni mąż nie ma dla ciebie tyle czasu, ile byś chciała, a tu nagle w pracy pojawia się jakiś współpracownik/podwładny, od którego aż bije opiekuńczością, energią i czym tam jeszcze. I wykazuje zainteresowanie tobą.
Jesteś kobietą, więc w teorii powinnaś znacznie lepiej ode mnie wiedzieć, jak duży wpływ na twoje zachowanie mogą mieć uczucia, czy też hormonalnie/jakkolwiekinaczej indukowane wachania nastrojów. „Okazja czyni złodzieja.”
Do czego zmierzam? Otóż to nie jest tak, że „wolna wola” polega na tym, że każdy człowiek ma wolę z żelaza. Nie, bardzo bardzo niewielu ludzi ma takową. Co robisz, jeśli nie chcesz zapomnieć rano zabrać czegoś do roboty? Robisz sobie silne postanowienie, że nie zapomnisz? Nie, ustawiasz owo coś przy drzwiach, żeby przy wyjściu to zauwazyć i zabrać.
Na podobnej zasadzie, jeśli świadomie chcesz uchronić się od zdrady (a chcesz, bo kochasz/szanujesz/itakdalej swojego męża), to nie poprzez uchlanie się w obecności jakiegoś przystojniaka, gdy akurat jesteś w dołku emocjonalnym, a mąż wyjechał na konferencję, tylko przez jak najbardziej aktywne unikanie bycia w obecności rzeczonego przystojniaka, właśnie dlatego, że jesteś w dołku i masz świadomość, że mogłabyś zrobić coś głupiego.
Oczywiście można po prostu stwierdzić, że się potrafi wykrywać kobiety/facetów, którzy mają „zdradę w żyłach”, a poza tym więcej zdrad w wyższych sferach jest wynikiem tego, że tam jest po prostu większy procent puszczalskich, a ja sobie na pewno znajdę drugą połówkę, która będzie najwierszniejsza na świecie, ale…
No cóż. Jak już mówiłem, bycie naiwnym ma niepodważalne zalety, bo człowiek znajduje sobie najprostsze rozwiązanie problemu i postanawia ignorować jakiekolwiek wątpliwości :)
I jeszcze uwaga ode mnie — ja chcę kobietę inteligentną i mądrą właśnie dlatego, że to ze względu na jej inteligencję i wiedzę (a w konsekwencji świadomość swoich ograniczeń, czyli między innymi tego, co opisałem powyższego) będę mógł mieć do niej zaufanie. Co nie zmienia faktu, że im bardziej „wyeksponowane” stanowisko będzie ona zajmować, tym bardziej ja się będę liczył z faktem, że może jej się powinąć noga.
I dlatego też mając do wyboru dwie odpowiadające mi kobiety, z czego jedna będzie bardzo atrakcyjna i będzie powiedzmy szefową jakiegoś działu, natomiast druga będzie mniej atrakcyjna i będzie, nie wiem, programistą? :), to wybiorę tę drugą. Żeby podjąć inną decyzję, musiałbym zignorować to, co wiem na ten temat, a tego nie jestem w stanie zrobić.
Shrew: Nie ma czego zazdrościć :D Tak jestem wychowany, takie mam do tego nastawienie…
Niestety dla Ciebie a stety dla mnie mam tylko młodszą siostre :D
A może ten facet rzeczywiście chciał się tylko czegoś dowiedzieć o branży, a Ty od razu liczyłaś na randkę. ;-)
lol :D
Rozwinęliście tutaj bardzo interesującą dyskusję, tak różną od większości komentarzy w polskiej blogosferze :-)
Pozwólcie że wtrącę moje 3 grosze:
mmazur:
piszesz „że im wyżej w hierarchii, tym kobieta ma mniejszą szansę na wyjście za mąż ”
Wiele kobiet, które dużo osiągnęły w życiu ma znacznie mniejszą potrzebę posiadania takiego papierka, bo i po co?
Facet nie musi być od razu samcem alfa, niemniej powinien posiadać zauważalne ilości testosteronu, których często brakuję wychowankom nadopiekuńczych mamuś. I nie jest to tylko moja opinia, lecz też wielu kobiet, z którymi rozmawiałem na ten temat.
Co do użytych przez Ciebie stereotypów, to na ten temat wypowiedziała się Shrew, a używasz ich naprawdę sporo :-)
Shrew:
Masz rację, że ten właściwy doceni Cie dokładnie taką, jaką jesteś. I nic nie szkodzi, jeśli tak, jak napisał mmazur całe tłumy facetów będą uciekać z krzykiem na dźwięk Twojego imienia. To tylko ułatwi Tobie proces selekcji, bo większość niepasujących kandydatów wyeliminuje się sama. Jaka oszczędność Twojego czasu!! Czyli żadnego udawania, że jest się kimś innym (wszystko jedno w którą stronę), zamiast tego otwarta komunikacja z jak najszerszą „grupą docelową”
Napisałaś też bardzo ważne zdanie, które powinni sobie koniecznie uświadomić faceci, którzy chcą mieć powodzenie u kobiet (nie mówię tu o „kupowaniu” drugiego człowieka), a mianowicie:
” ale jakże chcąca od faceta dwóch tylko rzeczy: odpowiedzialności i poczucia bezpieczeństwa. Bez względu na to czy jesteśmy niżej czy wyzej, szukamy jako kobiety tego samego.”
Swięta racja!! Po cichutku dopowiem jeszcze, że u wielu kobiet (ale nie wszystkich) dochodzi do tego jeszcze jedna potrzeba, a mianowicie dobry i satysfakcjonujący seks. I niekoniecznie mam tutaj na myśli kolejne stereotypy pokazywane na różnych filmach, ale to już temat na inną dyskusję.
Dziękuję wszystkim za komentarze. Podoba mi się dyskusja. Nie zawsze sie zgadzamy, ale fajnie widac, ze można miec inne zdanie i się nie pozabijać ;) Do tego wszystko chciałabym usłyszec zdanie kobiet, bo jakoś sami faceci się wypowiadają. Kobiet: samotnych, w związku formalnym i w zwiazku nieformalnym. Z pewnością coś by też ciekawego powiedziały.
Alex: być może mmazur zna się tylko na teorii i powiela stereotypy? Sam fakt, że tyle się rozpisał musi o czymś świadczyć.
Jestem zwierzęciem i szatanem w jednym. :>
RAFi
Bardzo możliwe, ale któż z nas tego w jakimś okresie życia nie robił!! :-) Ja byłem kiedyś szczególnie ciężkim przypadkiem :-)
Chciałaś głosu kobiety to proszę bardzo :
Kobiety są różne, jedne szukają cichej marionetki, która przeprasza, że żyje, inne silnego mężczyzny który weżmie ster we własne ręce, a inne jeszcze partnera.
Należę do tych trzecich. Szukałam faceta, prawdziwego faceta. Pewnego siebie, który nie będzie czuł sie mniejszy albo wiekszy w zależności od tego kto zarabia wiecej, silnego, stanowczego, który nie da sobie dmuchać w kaszę do tego jest uczciwy, wrażliwy i traktuje mnie na równi ze sobą.
Udało się. Jego zalety możnaby jeszcze bardzo długo wymieniać ale pozastawię te informacje dla siebie. Nie żyjemy jeszcze w związku formalnym co nie znaczy, że nie traktujemy NAS poważnie. Razem patrzymy w przyszłość i planujemy.
Masz bardzo staroświeckie poglądy i mogą Cię zgubić. Nie wiem skąd poglad o tym, że nie bedziesz uprawiać sexu przed ślubem bo to jest przedmiotowe traktowanie przez mężczyznę (pisałaś o tym na ja.rafi.pl).
Weźmiesz ślub i nagle się okaże, że aby szczęście było pełne to trzeba czuć zadowolenie w łóżku. Będą inne rzeczy tylko nie to i nie bedziesz czuła, że masz wszystko. To samo może tyczyć się Twojego męża. Znam dziewczynę, która twierdziła, że mężowi da wszystko czego mu potrzeba, a jak przyszło co do czego to okazało się biednie.
Poza tym wierz mi, że sex to nie tylko przyjemność dla faceta, a dziewictwo to żadna ofiara na małżeńskim łożu w noc poślubną.
Przemyśl to wszystko i przestań myśleć, że potencjalnemu facetowi będzie chodzić o coś innego niż poznanie Ciebie bliżej, bo nie nosisz znanego nazwiska kojarzonego z bogactwem i nikt na Twój majątek nastawać nie będzie.
Pozdrawiam i życzę powodzenia:)
O, znalazłem tekst na którym się opierałem:
http://www.truthout.org/issues_05/printer_103105WA.shtml
Źle zapamiętałem odnośnie tych małżeństw. Akurat ten konkretny temat jest opisany w kawałku zatytułowanym „Power Dynamics”, a fragment o który mi chodziło brzmi tak:
‘Sylvia Ann Hewlett, ekonomistka i autorka „Tworząc Życie: Profesjonalistki i
Poszukiwanie/Dążenie do Dzieci”, książki opublikowanej w 2002 roku, przeprowadziła ankietę z której wynika, że „55% 35letnich kobiet sukcesu było bezdzietnych. Natomiast w przypadku stanowisk kierowniczych z płacą od 100tyś dolarów rocznie wzwyż, 49 procent kobiet nie miało dzieci, w porównaniu z ledwie 19 procentem mężczyzn”‘
Nic mi nie wiadomo na temat metodologii prowadzenia owej ankiety, takoż dzietność tych kobiet nie jest równoznaczna z nieposiadaniem stałego partnera, acz już porównanie dzietności związków mężczyzn i kobiet można uznać za argument pośredni (chyba, że uznamy, że bezdzietność owego brakującego 30% kobiet nie wynika w znaczącej części z większych trudności związanych z utworzeniem stałego związku, a wręcz przeciwnie, to są wszystko długotrwałe szczęśliwe związki, które po prostu umówiły się na bezdzietność; acz takie wyjście implikowałoby, że owe kobiety znalazły sobie jakieś źródełko z facetami, którzy nie chcą mieć dzieci; i to całkiem pokaźne źródełko).
Acz już abstrahując od dokładnej wartości owego akapitu, jeśli ktoś przeczyta cały tekst (co polecam), to jest jasne, że autorka podziela zdanie na temat powszechności tych rzeczy. Czy ona rzeczywiście się zna, czy nie, to już niech każdy samemu osądzi, mi natomiast sam tekst wydaje się jak najbardziej logiczny, jest poniekąd zgodny z moimi doświadczeniami (oczywiście nie w zakresie kobiet na kierowniczych stanowiskach zarabiających powyżej 100k$ rocznie :) i co dla mnie było najważniejsze — przez zaskoczenie mnie stwierdzeniem, że, hmm, „brak entuzjazmu” do kobiet sukcesu, to nie jest tylko mój wymysł, tylko jest to ewidentnie całkiem popularne (co nawet widać w tym wątku, acz różni ludzie podają różne powody), sam tekst zyskał u mnie bardzo wysokie noty jeśli chodzi o bycie przekonywującym. (Dlatego też w tej dyskusji przyjąłem jej punkt widzenia za swój)
A, odnośnie tych samców alfa, to oczywiście była przesada dla podkreślenia zdania :)
mmazur
Dziekuję za podanie tekstu źródłowego. Tam niestety też jest trochę stereotypów i uproszczeń.
To niekoniecznie musi być tak, że kobieta jest bezdzietna, bo jest tzw. „kobietą sukcesu” (cokolwiek by to miało znaczyć). Wyobrażalny jest wariant odwrotny – kobieta osiągnęła w życiu to, co jest dla niej ważne bo skoncentrowała się na dotarciu do celu i świadomie zrezygnowała z posiadania dzieci. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z posiadaniem, bądź nieposiadaniem partnera :-) Są też faceci, którzy mówią „potomstwo, nie dziekuję” i jeśli spotkają taką partnerkę, to obie strony są szczęśliwe.
Prawdą jest, że im bardziej jako ludzie oddalamy się od średniej, tym, czysto statystycznie, trudniej znaleźć pasującego partnera. Nie oznacza to jednak, że jest to niemożliwe a gra jest warta świeczki :-) W tych sprawach wystarczy jeden dobry „strzał” na całe życie, choć oczywiście różne relacje ułatwiają nam ustalenie co naprawde jest dla nas ważne.
Zgadzam się co do znacznej ilości uproszczeń w tym tekście, poszukałem sobie trochę info o autorce i wynika z tego, że ona tak ma. O wariancie ze świadomą decyzją o braku tak partnera, jak i dzieci nie pomyślałem i w sumie nie wynika z kontekstu, czy taki wariant nie został z góry odrzucony. Mam szczerą nadzieję (i więcej, jak mniej pewności), że autorka eseju nie pozwoliłaby sobie na aż tak wybiórcze cytowanie. (ma ktoś tę książkę pod ręką? by się sprawdziło na szybko :)
Co nie zmienia faktu, że o ile przypisywanie całości opisywanych efektów li tylko temu jednemu czynnikowi byłoby rzeczywiście nadużyciem, o tyle sama logika wywodu wydaje mi się całkiem przekonywująca i że z wszystkich możliwych powodów, dla których rzeczona shrew może mieć/ma i będzie miała problemy ze znalezieniem kompatybilnego faceta, ten raczej nie jest pomijalny.
(A ta dyskusja mnie prawdę mówiąc w tym zdaniu utwierdziła :)
A skoro i tak gadamy o kwestiach matrymonialnych, to ktoś tu chyba wspominał, że ma młodszą siostrę *hint* *hint* :)
Wiem, ze J. to okolice Rafiego więc to się nie liczy ;) Poważnie mówiąc dziękuję za dyskusję, chociaz przyznam, ze najblizej mi do Alexa, w myśl zasady: Tyle ludzi jest na świecie, ze każdy znajdzie kogoś dla siebie :)
Jedna z teorii wyjaśniających wyższy procent zdrad wśród tzw. elity jest dość prosta i prawdopodobna. Otóż osoby z elity (wyższe wykształcenie, wysokie zarobki etc.) są bardziej otwarte, w związku z czym częściej udzielają prawdziwych odpowiedzi, nawet jeśli te stawiają ich w złym świetle. Osoby o szeroko pojętym niższym statusie chętniej będą zatajały prawdę, bo nie są aż tak otwarte, nie chcą czuć się jeszcze „gorszymi”.
A prawda jest taka, że zdradzają i faceci, i kobiety. Ba, jedna z tzw. „prawd życiowych” mówi jasno, że najlepszą kobietą do niezobowiązujących spotkań jest mężatka – nie zostawi męża i dzieci, a często ma sporo sił i chęci ;)
ja chcialem dodac, ze nie wszyscy musza sobie kogos znalesc – zwlaszcza ci z przesadnymi, wydumanymi, ksiązkowo-poradnikowymi czekiwaniami. nie ma takiego prawa w przyrodzie, ze „kazda potwora znajdzie swojego amatora.” dobrym przykładem jest premier jarosław. niektorzy po prostu musza byc samotni, zgorzkniali i nieszczesliwi, zeby cala reszta mogla uczyć się na ich błędach :) i tym optymistycznym akcentem koncze moją wypowiedz :)
[...] Jestem pewien, że jakbyś mieszkała w USA to co chwile skarżyłabyś kogoś o wyimaginowane napastowanie seksualne. (nawiązanie do tego wpisu.) [...]