» Komórka wyznacznikiem fachowości?
15.10.2006 | kategoria: E-biznes, Thinking in...
Dostałam propozycję współpracy. Była inna niż wszystkie dotychczasowe. Osoba chciała mój numer telefonu, a nie napisała nic o sobie i firmie, jaką reprezentuje.
Bez telefonu jesteś nikim?
Pewnie jakaś mafia. Za dużo filmów się naoglądałam – wiadomo. Kiedy oznajmiłam, że nie używam telefonu komórkowego, a domowego nie podaję każdemu, kto o to poprosi, temat urwał się. Dowiedziałam się tylko, że chodziło o pracę jako PR. Jasno dostałam do zrozumienia, że bez podania numeru telefonu nie mam szans.
Zdziwiły mnie dwa fakty
1. Czy firma, która szuka pracownika nie przedstawia się w mailu?
2. Zrezygnowano z moich usług. Wobec tego posiadanie telefonu komórkowego jest wyznacznikiem mojej fachowości?
Czy faktycznie ktoś chce coś załatwić?
Wydaje mi się też, że im bardziej ktoś chce numer telefonu, tym większe prawdopodobieństwo, że należy do ludzi kochających dzwonienie. To znaczy, że mogę spodziewać się dzwonienia z byle bzdetem o godzinie 23. W imię hasła: „masz być dostępna”.
Niestety, ja szanuję swoje życie prywatne i nie pozwolę sobie na zawracanie głowy po nocach. Wybrani mają numer domowy i wiedzą, że można dzwonić o każdej porze. Oczywiście w uzasadnionych przypadkach, które wymagają natychmiastowej interwencji. Przyjaciele mogą dzwonić nawet z bzdetami.
Trzeba umieć korzystać z narzędzi
Nie płaczę, że mi praca przeszła koło nosa, bo zleceń mam po uszy. I co najciekawsze – nikt w życiu nie prosił mnie o numer telefonu! Żaden naczelny, żaden prezes firmy, żaden zleceniodawca. Nikt. Po prostu pisali maile, zagadywali na GG albo dzwonili na Skype (to taki jakby telefon, którego używam). Ludzie przedstawiają się i piszą, o co chodzi. Wszyscy komunikują się przez sieć, bo tak jest szybciej i taniej.
Mylne rozumienie pewnych pojęć
Niektórym ludziom wydaje się, że inni są na ich zawołanie. Nie narzekam na brak zajęć. Na zarobki też nie narzekam. Jeśli jakiś człowiek chce mnie zatrudnić, ale strzela mi focha i zmienia zdanie, bo nie posiadam komórki to chyba nie jesteśmy sobie przeznaczeni.
Nie dam sobą sterować
Nie lubię takich pseudobiznesmenów, którzy gdzieś przeczytali, że „czas to pieniądz” i im odbiło. Tacy ludzie zapominają, że nie są panami czyjegoś życia i czasu. Zapomnieli też, że nie każdy młody człowiek pozwoli sobie na fochy pracodawcy. Ja szanuję siebie, swój czas i swoją wiedzę. Zwłaszcza, że mogę sobie na to pozwolić.
Wpis opublikowano: 15.10.2006


Nie lubię takich pseudofachowców, którzy w dobie coraz to większej prędkości w komunikowaniu się, nie posiadają telefonu komórkowego w ramach oszczędności. Nie dziwię się zatem temu komuś, że olał sprawę.
p.s. a tel komórkowy zawsze możesz na noc wyłączyć.
Nie w ramach oszczędności, tylko w ramach spokoju.
Miałam już telefon i niestety nie dawano mi spokojnie żyć. 5 rano, 11 rano, 17 po południu, 3 w nocy – każda pora była dobra, żeby zadzwonić z bzdetem, który mógł poczekać. Ja rozumiem awarie, ale awaria, a powiedzenie, że jest ładna pogoda o 3 w nocy to chyba przesada.
Nie wiem, może to dlatego, że jestem kobietą i niektórzy kochali do mnie wydzwaniać w takich kwestiach.
Pocieszające jest, że akurat współpracuję z ludźmi, którzy wyznają takie zasady, jak ja. I Ci ludzie mają mój numer na wszelki wypadek. I wiedzą, jak korzystać z telefonu.
p.s. Z tego, co pamiętam to strzeliłeś focha i miałeś u mnie już nie komentować ;)
Ja nie mam komórki z innego powodu: to co wleci lewym uchem wylatuje prawym, i dlatego wolę komunikatory/email, przynajmniej potem nikt mi nie wmówi że coś miałem zrobić inaczej ;)
Nie wyobrażam sobie, bym współpracował z kimś, kto nie ma telefonu komórkowego. Też się nie dziwie, że pracodawca podziękował. Przecież telefon można wyłączyć. Dzwonków nie używam odkąd mam telefon – zawsze tylko i wyłącznie wibracje, więc w nocy o 3 nie słyszę. Poza tym nikt nie ma obowiązku odbierać telefonu. Dla mnie szok. Być może jestem uzależniony, ale nie wyobrażam sobie dzisiaj pracy bez telefonu komórkowego – to tak, jak życie bez Internetu :)
Miałem kiedyś taką „klientkę” co mi potrafiła zadzwonić w sobotę o 23 i powiedzieć, że projekt nad którym pracuję mam zmienić na stronę Orange :D
Ale to kwestia przypadku, bo obecnie mam fajnych klientów, którzy najpierw myślą i dopiero potem dzwonią, akurat jak nie zdążę w przepisowych kilku godzinach odpowiedzieć na ważnego maila :D
Shrew – nie przejmuj się :) Frajerzy z nich byli i tyle :D Równie dobrze mogli napisać mejla i równie się ośmieszyć, co przy proponowaniu darmowego konkursu :D
Krzysiek, jeśli ja nie odbieram telefonu (albo go wyłączę) kiedy nie chcę rozmawiać to właściwie po co mi on? I po co ten ktoś ma mi wydzwaniać, skoro ja nie odbieram i celowo go wyłączam? W takim układzie to chyba na jedno wychodzi czy mam telefon czy nie mam?
Chcę zauważyć, że jeśli jestem \\\”dostępna\\\” to siedzę całe dnie przy komputerze, mam włączone komunikatory (w tym skype – jak jestem dostępna to odbieram i rozmawiam), sprawdzam na bieżąco pocztę. Jeśli mnie nie ma to nie odbieram wtedy telefonu. Więc wyjaśnij mi, po co mi telefon? :)
To bardzo ciekawe, bo z jednej strony masz rację – takie metody stosowałam, kiedy jeszcze go używałam. Z drugiej – zauważyłam brak sensu w tym zachowaniu (w moich oczach), bo jeśli go nie odbieram, bo w 90% dzwoni o dziwnych porach i muszę go wyłączać to właściwie po co mi on?
Inaczej mówiąc, jaka jest różnica miedzy Skype, a komórką? Dla mnie żadna.
Ktoś tu jednak nie pomyśli, że niektórzy prezie nie muszą siedzieć przy kompie, klikać na gadu i szprechać przez skajpa. Po prostu, nie masz telefonu, to tak jakbyś nie istniała. Takie czasy.
Otóż to – ja współpracuję z ludźmi, którzy siedzą w branży netowej i korzystają z sieci. I chyba tylko z takimi musze współpracować.
Jeśli Ty musisz biec i robić to, co inni, żeby nie wypaść z biegu to tylko współczuć. Choć zawsze wydawało mi się, że nie należysz to takich osób.
RAFi po co jakiś prezes ma wydzwaniać do jakiegoś freelancera? Od tego ma ludzi, no chyba że to 1os. firma… ;)
Pleciesz głupoty. Kto napisał, że robię czy też muszę robić co inni? Codziennie dzwoni ktoś w sprawie czegoś. A to strona, a to reklama, a sprawy techniczne. Jeśli nie będę mieć telefonu, zadzwonią do kogo innego. Ot cała filozofia.
Nikt, ale to nikt nie napisał Tobie, że musisz być pod telefonem przez 24/7. Noc jest od spania (w moim przypadku akurat na odwrót :P), a dzień od pracowania. Mądry człowiek nie pomyśli nawet, by wydzwaniać do kogoś o 23:00 z pierdołą. Zadzwoni nazajutrz.
> Jeśli nie będę mieć telefonu, zadzwonią do kogo innego.
1. No, ale, jak nie odbierzesz to też zadzwoni do kogoś innego.
Poza tym właśnie chodzi o to, że ludzie nie dzwonią o normalnych porach :) Więc jeśli ja nie odbiorę to zadzwonią do kogoś innego. Czy nie? Więc co za różnica?
A ja mam dwa telefony ;-) Jeden służbowy, drugi prywatny.
Służbowy ma office-hours, a potem prosi o pozostawienie informacji na poczcie glosowej, albo skrzynce pocztowej.
Prywatny mają tylko zaufane osoby, które nie zbudzą mnie w środku nocy – a jak zbudzą, to wiem, że w ważnej sprawie.
PS: Ładny kolor tła :-)
Piotr, w sumie chyba najlepsze wyjście :)
Każdy ma swoją filozofię. Kontaktuje się z klientami, którzy nie mają czasu na GG i Skype. Ale przyznaję, że życie bez komórki jest oczywiście możliwe. Kwestia uniezależnienia się :) Ja telefon mieć muszę:) Wiele spraw omawia się i uzgadnia na przykład w czasie jazdy samochodem. Przynajmniej ja tak robię… Jadąc na nudnej A4, niejednokrotnie był to czas na doprecyzowanie różnych kwestii. Problem dzwonienia o dziwnych porach mnie nie dotyczy. Raz, może dwa razy zdarzyło mi się, że ktoś dzwonił o 8 czy 9 rano. (a śpię zazwyczaj od 3 do 9:30).
[...] Nie posiadasz telefonu? To tak jakbyś nie istniał. Jedną ze znanych mi reprezentantek głoszenia dziwnych poglądów oraz wynoszenia na piedestał zachowań, które wydawałoby się, że do normalnych nie należą, jest Patrycja. Patrycja nie raz zadziwiała mnie swoim sposobem spoglądania na życie codzienne. Dziś w swojej notce zatytułowanej „Komórka wyznacznikiem fachowości?” pełna oburzenia wyjawia historię z potencjalnym klientem-zleceniodawcą. Ów klient poprosił o numer telefonu komórkowego w celu, jak się domyślam, omówienia szczegółów współpracy. Telefonia GSM nie pojawiła się w Polsce w zeszłym roku, nie ma horrendalnie wysokich kosztów połączeń (chociaż w Europie nadal należą do jednych z najwyższych), więc nie dziwi mnie fakt, że łatwiej chwycić za komórkę i wyjaśnić szczegóły przez telefon. Patrycja oburzona: „Jak to? Przecież jest gg, tlen, skype! On chce ze mną przez komórkę rozmawiać? Nie potrzebna mi komórka, bo przecież mam komunikatory i telefon stacjonarny dla wybranych. Szanuję swoją prywatność … (bla bla bla)”. Nie zrozumiałe wydaje mi się zachowanie takie jak to. Chociaż można żyć bez tej całej skomplikowanej techniki, czego przykładem mogą być Amiszowie, tylko czy w przypadku zawodu dziennikarza jest to dziś możliwe? [...]
O co tyle krzyku? Moim zdaniem nie chodzi o to że „komórka” jest niepotrzebna do pracy (zdalnej czy każdej innej) ale o to że przy rozmowie o zleceniu była ona kluczowym tematem. Nie wiem jak inni ale jeśli znalazłbym sie w sytuacji, gdy potencjalnego mojego pracodawcę bardziej interesowało to czy mam telefon od zawartości mojego portfolio czy doświadczenia to chyba prędzej ja sam podziękowałbym takiemu osobnikowi bo takie podejście świadczy tylko na jego niekorzyść. Ponadto do kontaktu z klientami lepsze są rozwiązania które pozostawiają jakiś „ślad” rozmowy, unika się potem róznych niedomówień. Co do tajemniczych firm proszących o „namiary” to z założenia takie prośby lądują w koszu, skoro ktoś nie chce sie przedstawiać to dlaczego ja mam to robić przed nim??
Komórkowa fobia?…
RAFi w swoim ostatnim wpisie W każdym z nas jest Małysz opisał zaskakujące dla mnie zjawisko komórkowej fobii. Udałem się pod wskazany przezeń adres, czyli na blog Shrew.
Przyznaję, że wpis tam znaleziony mnie zdumiał…
Pozwolę sobie …
Hmm, może to i bezczelne, ale jak telefon dzwoni wtedy kiedy nie powinien (poza godzinami biznesowymi, wtedy, kiedy informuję, że mnie nie ma), to go nie odbieram. I nie ważne kto dzwoni – nawet Prezes, nawet klient (jeśli sprawa jest ważna to i tak dostanę SMSa).
Ja sam oczywiście oddzwonię w momencie kiedy będę mógł rozmawiać. I tak – mam telefon prywatny i służbowy. Z obydwoma obchodzę się dokładnie tak samo – szanuję po prostu czas swój i innych, uznając, że telefon w obecnych czasach trzeba mieć… No i serwery do mnie piszą SMSy jak je bardzo boli, a to kluczowa sprawa jest ;)
Z dzisiejszego maila od klienta (no, powiedzmy).
„Mój telefon domowy to (022) ******* . Komórki nie noszę, jako że jest ona narzędziem szatana.”
[...] Czytałem ostatnio wpis osoby, która była zdziwiona, iż klient odmówił współpracy w momencie, w którym dowiedział się, iż nie ma ona tel. komórkowego. Przyszedł mi do głowy inny paradoks. Zajrzyjmy na chwilę do naszych portfelów. Dwie karty biblioteczne, europejska karta ubezpieczenia zdrowotnego, dwie karty debetowe, karta doładowania komórki, karta dostępu do konta bankowego, dowód osobisty, karta heyah z moim własnym numerem, dwie karty kredytowe, karta kasy chorych, karta do płatności elektronicznych, szkolna karta identyfikacyjna, karty zniżkowe… I tak sobie pomyślałem – jakże by to było dobrze, gdyby ktoś w końcu zaoszczędził ludziom czasu i wynalazł uniwersalną kartę, która tysiąckrotnie zmniejszyłaby ilość plastiku w naszych portfelach. [...]
RAFi i przedłużanie końcówki…
Miałem nic nie pisać, ale co tam. RAFi to osobnik wysoce podobny do innego “znanego” w polskiej blogosferze mechanika od stron internetowych. Obaj znają się na swojej robocie. Wpisy o webmasterce, fotkach i “lajałtach” czy …
A ja się zgadzam ze Shrew. Podoba mi sie, że ma własne zdanie i dla kasy nie będzie niszczyła swojej prywatności.
Sam mam co prawda telefon, ale dopiero się rozkręcam, więc telefonów od rana do wieczora nie mam. To raczej ja dzwonię. pozdr.