» Dawanie gwarancji na reakcje ludzi

12.12.2006 | kategoria: E-biznes

tematy: ,

Coraz częściej spotykam się z pytaniem: „Czy daje Pani gwarancję na swoje usługi?”. Nie daję. Dlaczego?

Gwarancję można dać na jakość materialnego przedmiotu, a nie na reakcję ludzi.

Oo, mogę wszystko?* ;)

Kiedyś w PRESS był taki artykuł pt. „Klienci z kosmosu”, gdzie opisano, jak czasami zachowują się klienci agencji PR. Myślą np. że agencja załatwi im informację o ich osobie na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” lub pomoże w skorumpowaniu wpływowych osób.

Czy możemy dawać gwarancję na reakcję ludzi? Nie. Możemy tylko mówić, że coś podobnego, w podobnych warunkach już robiliśmy i przyniosło to efekt taki i taki.

Wiem, że zadziała :)

Wiem doskonale, jaki będzie odzew na moje działania, ale mimo to nigdy nie daję gwarancji.

Po pierwsze – ma być miłe zaskoczenie.

Po drugie – nie chcę nastawiać kogoś na konkretne wyniki, bo jeśli będą inne, to będę pretensje. A wyniki mogą się różnić, bo poza moim działanie jest szereg innych czynników, na które nie mam wpływu.

Gwarancja jest na buty, a nie na ludzi

Ktokolwiek chce gwarancji na reakcję ludzi daje czytelny sygnał, że nie warto z nim współpracować. Taki człowiek nie ma zielonego pojęcia o rynku i ludziach, a jego postawa będzie zawsze roszczeniowa. Naczytał się pewnie jakiś głupot w sieci i ma zamiar zarazić nią resztę świata. Ja w to nie wchodzę.

Jestem świadoma jakości swoich usług, ale nie mam zamiaru dawać gwarancji na reakcję ludzi. Ludzie to nie są przedmioty, żeby dawać na nich i ich reakcje gwarancję.

*”Oo, mogę wszystko, wszystko możliwe jest gdy Ty, oo, jesteś blisko” – pamiętacie zespół LO 27? Czasami mam wrażenie, ze niektórzy klienci, jak mają ze mną kontakt, to tak właśnie śpiewają sobie pod nosem ;)

Komentarze (4)

To zależy jak rozumiemy „gwarancję”, bo wielu ludzi rozumie ją jedynie jako „umowę gwarancyjną”.
Jeśli dostaję gwarancję na czajnik bezprzewodowy, to nie znaczy, że on będzie bez usterek, ale jeśli usterka się znajdzie, to dostawca mi to naprawi.
Gwarancje w tym znaczeniu można czasem dawać na usługi tzn. pewne usługi można związać umową gwarancyjną.
Oczywiście są i takie usługi, przy których taka umowa byłaby absurdem.
Kwestię gwarancji „na ludzi” przemyślę w wolnym czasie ;-)

Myślę, że trochę źle podchodzisz do tematu – gwarancja na usługi to nie gwarancja „na ludzi”, tylko na profesjonalizm Twoich usług. Klient, który kupuje od Ciebie usługi ma określony cel – np. zwiększenie sprzedaży o x %. Ma prawo oczekiwać, że jesteś profesjonalistką i przed wdrożeniem nowych technik marketingowych zrobisz właśnie analizę ludzi (czyli konkretnej grupy docelowej).

Jeszcze jedno – wydaje mi się, że brak gwarancji na Twoje usługi to jakby danie sygnału Klientowi: „Zrobię coś. Nie mam pewności czy to co zrobię będzie dobre, ale chętnie sprawdzę. I tak będziesz musiał mi zapłacić.”

Powiem tak: W teorii wszystko jest proste. Niestety rzeczywistość jest bardzo brutalna. Zgłaszają się do mnie różni ludzie. Gwarancję chcą Ci, którzy nie mają pojęcia o prowadzeniu biznesu. To im wciska się różne głupoty, które nigdy nie mają miejsca.

Będę broniła, że to są gwarancje reakcji, bo jak słyszę, że sprzedaż ma pójść o 200% i klienci walić drzwiami i oknami, po puszczeniu jednego newslettera, to co to jest?

Profesjonalizm nie ma zbyt wiele wspólnego z efektywnością. Efektywność jest składową wielu czynników. Np. jeśli ja puszczę newsletter, a obsługa sklepu jest chamska, to co? Wbrew pozorom to nie jest rzadkie zjawisko.

Mam taką postawę i jakoś na brak pracy nie narzekam. Wolę pracować z normalnymi firmami, które znają się na biznesie, a nie z Panem Frankiem, który przeczytał książkę Kyciaka o sklepach internetowych i właśnie wstał rano i stwierdził, że otworzy sklep.

Jeśli nie widzisz formularza do komentowania, tzn. że od publikacji wpisu minęło więcej niż 5 miesięcy i możliwość komentowania została automatycznie wyłączona.