… go nie wydałam. Ja nie wiem… dorośli ludzie. Po studiach. Niby poważni.
Jaki to jestem cudowny
Naczyta się taki jeden z drugim ebooków dostępnych w sieci i wpada na genialny pomysł, że zostanie autorem. Ebook nawet fajny, ale… jego objętość zmniejsza się o połowę po interwencji korekty, która bezlitośnie wycina autopromocję, egzaltację autora nad samym sobą i wodolejstwo, którego normalny Czytelnik nie wytrzyma przez minutę.
Bezlitośnie nakazuję wycinać wszystko, co nie ma związku z tematem i stanowi większą cześć niż sedno sprawy. Jesteśmy poważnym wydawnictwem, które wydaje e-książki, a nie e-wodę.
Kondycja psychiczna autorów
Kiedy czytam publikacje w sieci, mam wrażenie, że 30% autorów ma poważne problemy z akceptacją siebie i za wszelką cenę szuka uznania. Jest to trochę coś innego niż narcyzm. Naturę narcystyczną ma jakieś 60%. Zostaje zatem 10% normalnych autorów, którzy piszą, bo chcą przekazać swoją fachową wiedzę na jakiś temat.
Po odsączeniu egzaltacji nad samym sobą…
… ebook jest doprowadzony do stanu, w którym można coś z nim zrobić, okazuje się, że jest plagiatem. Plagiat można sprawdzić bardzo prosto:
a) wkleić przypadkową frazę do google
b) sprawdzić zawartość przypisów/ bibliografii/ stron www i porównać je z treścią
Niby takie proste i oczywiste. A jednak człowiek uczy się całe życie. Nigdy nie wpadłam na pomysł, żeby sprawdzać autorów. Nie jesteśmy przecież profesorami, a autorzy nie są studentami, którzy za wszelką cenę chcą zaliczyć przedmiot i mieć spokój. Jesteśmy wydawnictwem. Autorzy zgłosili się sami, z własnej woli, z własnym dziełem i z chęcią wydania.
Nie każdy może pisać!
My jesteśmy poważnym wydawnictwem książek elektronicznych. Niestety w sieci mamy do czynienia z lansowaniem wzorca w sieci pt. „Każdy może być autorem, każdy może pisać i każdy może być tym, kim chce”.
Ja nadal twierdzę, że pisanie jest tylko dla wybranych. Zwłaszcza pisanie ebooków.
Reasumując
Dla tych, którzy nie zrozumieli lub nie przeczytali, a chcą skomentować, przypomnę na jaki temat była notka:
- autorzy piszą ebooki z dużym naciskiem na swoje „ja”
- ludzie podpisują się pod cudzymi słowami i mówią, że to nie plagiat, tylko inspiracja
- uważam, że nie każdy może pisać (ebooki i inne formy słowne)
Wpis opublikowano: 20.01.2007


Ebook niczym się nie różni od normalnej książki, z tym, że chyba łatwiej go wydać – a więc łatwiej też wydać bzdet. Jakieś 98% początkujących autorów ma o sobie takie wyobrażenie, że się w głowie nie mieści, rozumiem, że nic się nie zmieniło od paru lat kiedy spotykałem się z mnóstwem cudownych propozycji w pewnym tradycyjnym wydawnictwie.
Zaś odważny (czyli obdarzony odpowiednią dozą asertywności) korektor zawsze był skarbem.
„jego objętość zmniejsza się o połowę po interwencji korekty”.
Korekty? Zawsze myślałem, że to rola redaktora. A korekta wchodzi generalnie po składzie? Tak, wiem, u was może nie być dużej różnicy, ale…
(napisał ziemek nie na temat).
ziemek, to nie myśl ;)
A poważnie – nie mam aż tyle pieniędzy, żeby mnożyć niepotrzebnie stanowiska. Korekta ma doświadczenie w obu obszarach i dlatego robi te dwie rzeczy. Duże wydawnictwa papierowe mają po kilku redaktorów i całą masę stanowisk. Ja uważam, że nie ma sensu tworzyć stanowisk tylko po to, żeby były. Nie zauważyłam też, żeby e-wydawcy mieli stanowisko redaktora i korekty osobno. Zapewne z wyżej wspomnianych powodów.
Teraz dorywczo zatrudniliśmy jeszcze jedną dziewczynę (o czym miała być następna notka, ale już wyprzedziłeś :>), ale ona też jest 2w1.
Skład jest u nas po korekcie. Składam ja. Przy składaniu też czytam. Nie wiem, czy w myśl tego jestem redaktorem czy korektą czy składem ;)
Z mojego doświadczenia redakcyjnego (w gazetach i wydawnictwach papierowych) wynika, że skład jest przed lub po korekcie (w zależności od koncepcji wydawnictwa). W dużych wydawnictwach jest często przed i po – w ramach hasła \”czy aby skład czegoś nie popieprzył\”.
Jak w latach 1999/2000 prowadziłem w Lupusie sieciowy miesięcznik Webmaster, byłem redaktorem naczelnym, sekretarzem, akwizytorem tekstów, sekretarką, korektorką i sprzątaczką w jednym. Jakoś przeżyłem, choć momentami korektę robiłem ze zmęczenia już jako sprzątaczka :-)
Na szczęście pisali tam na ogół ludzie mający pojęcie o informatyce, klawiaturze i polszczyźnie.
P.S. Ziemek, to ty żyjesz?! :-)
Mnie też czasami brało na napisanie czegoś, ale jeżeli kiedyś coś powstanie to pewnie nieco bardziej techniczne – chociaż tego nie wiadomo. Na razie nie czuję, że mogę moim pisaniem przyczynić się dla dobra ogółu więc daruję Wam moje wypociny. Jeżeli jednak ktoś strasznie chce sobie poczytać to od tego jest blog :)