» Akademicka przedsiębiorczość wśród studentów

17.02.2007 | kategoria: Pedagogiki i okolice, Thinking in...

W ostatnim miesiącu miały miejsce cztery ciekawe sytuacje.

E-learning

1. Koleżanka musiała napisać pracę o e-learningu na edukację ustawiczną. Zupełnym przypadkiem („cześć, co robisz o tej porze przy kompie?”), o 2 w nocy dowiedziałam się, że ma 1 stronę, a na rano musi mieć napisane minimum 5. Zaproponowałam, że jej to napiszę, bo temat mi leży, napisałam na ten temat 2 czy 3 artykuły i teraz tylko to się trochę pozmienia i mamy ładną pracę. Praca wyszła na 10 stron. Pisałam ją od 2:30 do 5:30. Ocena: 4. Cena: za darmo, ale że nie chciała tak zupełnie za darmo, to powiedziałam, że może być wino powyżej 10 zł :)

HTML po raz drugi

2. Kolega nie zna HTMLa, a na sieci komputerowe musi zrobić stronę www. Zrobię za tydzień. Przewidywany czas pracy: 1-2 h. Ocena: zapewne 5. Cena: za darmo, ale żeby miał czyste sumienie, to wino powyżej 10 zł

HTML po raz pierwszy

3. Drugi kolega nie zna HTMLa. Też na sieci musi mieć stronę. Zrobiłam. Czas pracy 1,5 h. Ocena: 5. Cena: za darmo. Wina nie wzięłam, bo wiem, że gość nie ma kasy.

Własny komputer

4. Koleżanka kupiła sobie komputer. Jest totalnie zielona. Trudno mi uwierzyć, że ktoś nie ma maila, nie wie, jak go założyć, a jednocześnie potrafi zrobić dużo rzeczy w Wordzie. Asystuję przy instalacji programów, tłumaczę wszystko, pokazuję, jak nagrywa się płyty, jak się pakuje plik i po co to się robi, jak się włącza napisy w programie do filmów itp. Czas: dwa dni po kilka godzin. Cena: za darmo, ale obiecane mam wino domowej roboty.

Co łączy te sytuacje?

Łączy je zdziwienie osób, którym pomogłam. U mnie na roku to normalne, że ludzie sprzedają notatki i piszą sobie prace za kasę, nawet, jeśli sami nie potrafią pisać i nie mogą zaliczyć własnej pracy pisemnej z tego przedmiotu. Ale piszą znajomym za kasę, a tamci płacą.

Wszystkie 4 osoby, o których napisałam powyżej, to moi dobrzy znajomi z roku. Nie wyobrażam sobie, żeby za którąś z tych rzeczy wziąć pieniądze.

Gdzie nie zarabia się

Nie akceptuję zarabiania na bliskich znajomych albo rodzinie. Znajomy znajomego to coś innego. Znajomemu mogę zrobić za darmo, jeśli nie wymaga to ode mnie dużego nakładu czasowego i robię to w wolnej chwili. Jeśli wymaga to masę pracy i rezygnowania w tym czasie z innej płatnej, wtedy sprawa jest zupełnie inna.

Nie akceptuję brania kasy za coś, czego nie potrafię wykonać.

Nie akceptuję sprzedawania notatek.

Między żerowaniem a pomaganiem sobie jest dla mnie dość widoczna różnica. Jeśli ktoś opieprza się przez cały rok, a potem chce notatki, to jest żerowanie.

Pojawia się pytanie

Ile byłabym w stanie zarobić na czterech znajomych, którym pomogłam w wolnym czasie? Czy pomaganie w wolnym czasie należy spieniężać? A potem dziwić się, że świat jest taki straszny i nawet znajomi chcą od nas kasę za to, że pomogą?

Gdzie jest granica między pomaganiem a zarabianiem. Czy kiedyś będzie tak, że ktoś leżąc chory, zadzwoni do znajomego i poprosi o zrobienie zakupów, a on powie: „Za 20 zł”?

Komentarze (6)

Ja mam sporo takich sytuacji – też często robię za taką złotą rączkę od komputerów itp.

W moim przypadku tekst jest inny: „wyrzuć na dwa browary i będzie OK” ;) Chociaż wino to też kusząca perspektywa.

Wracjąc jednak to tematu – istotne jest, żeby ci dobrzy znajomi jeżeli wyczają, że pomaga im się po prostu za parę groszy – nie zarzucili człowieka podobnymi sprawami do zrobienia – czasami tak jest, że jak się poda rękę to odgryzą ją aż do ramienia. Tak więc jak się trafi taki natręt, który nadużywa sobie trochę, to trzeba go skasować raz lub dwa razy po normalnej stawce i wtedy zrozumie (albo po prostu poszuka innej osoby, która się na nim przejedzie ;)).

Z tym żerowaniem na innych też jest to nie tak, podejrzewam jednak, że czasami jest to kwestia zasad, które rodzice wpoili swoim dzieciom (np. moja mama zawsze powtarza, żeby nie robić nawet najbliższym niczego za darmo i kasować ich całkiem konkretnie) – jednak ja już swoje zrozumiałem i wolę pomóc komuś czasami to się nawet jedna na dziesięć osób odwdzięczy, albo chociaż zrobi dobrą reklamę co też się liczy.

Są też sytuacje, kiedy z klienta robi się znajomy i potem dobry znajomy – z racji, że się spędza z tą osobą wiele czasu to się rozmawia i poznaje taką osobę i nieraz się okazuje, że rozmawiamy sobie jak starzy znajomi. Na takiej osobie już nie zarobymi, ale przynajmniej reklama zostaje.

Dla mnie sprawa jest prosta:
- kolezanke, wedle woli, ale widze, ze sie starala, nie radzi, winko spokojnie mozna zainkasowac za zarwana noscke, ale przy okazji pouczyc, zeby nie budzila sie za piec dwunasta, ;)
- Kolesie od HTML’a – kasowac, kasowac i jescze raz kasowac. Opierdzielali sie, to nie ch placa. JA tak robie. Jak robia cos sami staraja sie, to pomoge doradze, ale jak sie ochrzaniaja i mi na tydzien przed (mniejszych terminow nie biore, po co sie stresowac za nich i zycie skracac :P) z projektem, ktory wiem, ze bedzie wymagal ode mnie nakladu pracy i zarwanej nocki, to kasuje. Jak sie krzywia, to im rzucam potem tekst, trza bylo robic samemu, albo obudzic sie predzej, z projekty na wczoraj trzeba placic slono. W dodatku zrobienie projektu to jedno, pozostaje jeszcze tlumaczenie tego tak, zebyu sie obronili z niego. MALA PORADA: Przycisnac takich do przeczytania wypocin, najlepiej z przepytka. Najlepsze jest to, ze 90% oblanych jest przez to, ze jasnie panstwu nie chcialo sie przeczytac opisu do gotowca i na pytaniu wyszla lipa.
- Kolezanka od komputera, pomoc za free. Nie zna sie, chce poznac, to pomoc zawsze mozna. Jesli byl;aby sytuacja: „zrob mi, bo ja sie nie znam (i nie chce sie znac)”, to kasowac. Usluga, to usluga, wiedza i wygoda kosztuje :]
Ile kasowac, to juz odrebna kwestia, ale jesli chodzi o leserow, ktorzy szukaja gotowcow „na wczoraj” na koniec semestru, to polecam ostro kasowac. Zaczna tacy albo uczyc sie (w co watpie), albo wczesniej sie zglaszac (bardziej prawdopodobne), co da nam wiecej czasu i luzu na zrobienie roboty i nie wplynie to na nasze zajecia, albo beda placic, a nam przynajmniej zwroci sie zarwany czas. Ci co maja czas na obijanie sie, maja pieniadze, wiec dlaczego mieli by sie nimi nie podzielic z nami za wykonana prace :]

Wg. mnie zawsze jest co za coś. To czy są to pieniądze, czy takie „nic” lub „winko” zależy od tego jak bardzo ktoś perspektywicznie myśli.

Świat jest zbudowany w ten sposób, że między ludźmi zachodzą transakcje. „Ty mi dasz to” -> „Ja Ci dam tamto”. teraz, kiedyś, w przyszłości.. to nie ma znaczenia … W każdym przypadku, jest to transakcja. Czasami mocno odwleczona w czasie, ale transakcja. Kiedyś przyjdzie ten moment, ze osoba, której Patrycjo pomogłaś będzie mogła Ci się odwdzięczyć, w ten czy inny sposób.

Widzieliście „Ojca chrzestnego”? Czy Don Corleone brał pieniądze za pomoc ludziom w ich problemach – NIE! A mógł, w końcu mafia musiała zarabiać. On po prostu wiedział, że kiedyś przyjdzie ten czas… kiedy on o coś poprosi… i właśnie na tym zyskiwał o wiele więcej. To jest właśnie myślenie perspektywiczne.

Możesz nawet nie myśleć w tej chwili o przyszłych zyskach, robić to z czystej dobroci serca (dla własnej satysfakcji), ale zawsze jest tak, że to co zrobisz dla innych rzutuje na przyszłość. Nawet jeśli osoba, której pomogłaś w przyszłości okaże się skończonym draniem i np. zdrajcą, to inni, którzy kiedyś dowiedzieli się co zrobiłaś zupełnie inaczej na Ciebie spojrzą (myślisz, że koleżanka, dla której pisałaś pracę nie powiedziała o Twoim poświęceniu innym? – musiała by być bardzo skrytą osobą)

Zbaczając lekko z tematu…

Osobiście wychodzę z założenia, że każdy człowiek jest hedonistą, że każdy dąży do osiągania przyjemności tylko, że jeden osiąga ją poprzez pomoc innym ludziom (co jest społecznie dobrze odbierane), drugi kradnie, po to aby zaspokoić swoje prywatne potrzeby.

Jeśli pomogłaś koleżance pisząc dla niej pracę o 4 nad ranem, to być może ucieszyło Cię jej zdziwienie, że nic za to nie chcesz, być może miałaś dziką satysfakcję jak dostała za Twoją pracę 4, a może po prostu pomyślałaś, że nigdy nic nie wiadomo, być może ta osoba, której teraz pomagasz za darmo, będzie w przyszłości mogła pomóc Tobie.

Kończąc ten przydługi wywód w środku nocy:
Jestem przeciwny braniu pieniędzy za „usługi” od znajomych, przyjaciół, rodziny, gdyż jest to nadzwyczaj w świecie nieopłacalne, głupie, poza tym wg. mnie niesmaczne i psujące dobre, ludzkie relacje.
Pozdrawiam

Jesteś jedną z niewielu osób, które dobroczynnie wykonują pewne usługi dla „ludności miast i wsi”. Sam piszę czasem prace zaliczeniowe ludkom, których nawet na oczy nie widziałem i nie zobaczę. Biorę za to sumy… chyba śmieszne, ponieważ jeśli wliczyć w to czas, nakład pracy, przestudiowanie i zebranie literatury, inwencję twórczą,…hmm… śmieszne kwoty chyba wychodzą. Kiedyś policzyłem i wyszło mi na godzinę jakieś 60 gr:)Ale bardzo to lubię. Jednak inną kwestię chcę tu poruszyć. Dlaczego ludzie sprzedają notakti, często nawet czyjeś? Dlaczego część uważa wszytkich za „żerowników”? Zastanawiałem się nad tym. Podam pewien własny przykład:
- nie było mnie na zajęciach jakiś okres czasu,
- nie kumam bazy co ludki robią na tych spotkaniach,
- pytam się jedej osoby, czy może mi przesłać kawałek tego, co wykonali (dla wzoru)
- zwracam się osobiście do tej osoby z prośbą takową,
- otrzymuję odpowiedź: „wiesz nie bardzo”
- mówię ok,
- ale i tak zdumienie? przecież ja tego nie chciałem kraść i potem udawać cfffaniaka, że to niby ja wykonałem.
Na szczęście inne osoby widziały zajście i przsłały mi materiały. Ale takich sytuacji miałem kilka conajmniej. Nie wiem, ale na wydziale „H” czuć oddech szczurów uczestniczących w jakimś, cholerka wie jakim wyścigu – taki oto paradoksik maleńki. I to wszystko będą pedagodzy, którzy mają m.in. pomagać innym, pokazywać wartości jakże sprzeczne z teorią ścigania. Jaja jak bereciki.
No to tyle, tak chciałem z siebie wylać deko tego u Ciebie Shrew. No a winko bez wątpienia ci się należy za to, co piszesz. Serdecznie pozdrawiam i przestrzegam wszsytkich przed pochopnością, szybkością i nadmiernym „kasowaniem”.
Pozdrowionka

Hej!
Ta „koleżnka z kompem” to zapewne ja:). Wszystko się zgadza, byłam kompletnie zielona..ale teraz radzę sobie w chińskim stylu(jako tako:)). A wszystko dzięki tobie Shrew! oprócz fachowej wiedzy potrafiłaś przekazać coś jeszcze: zachęte!W ten weekend będę ulepszać komputer mojego taty:)(to chyba mówi samo za siebie)..
A branie kasy? niestety się zdarza nawet w rodzinie. Nie trzeba szukać przykładów daleko:kuzynka kupiła sobie laptopa- też jest zielona i wypytuje w rodzinie o programy, internet, itp.Jak coś wiem to jej podpowiadam(oczywiście bez kasy), za to jej kuzyn bierze za każdą poradę 50zł!!!Dlaczego? być może dlatego, że ma licencjat z informatyki..ale czy to naprawdę jest jakiś powód żeby tak robić?
Morał z tej bajki:) jest taki:
1.Nie rób bliźniemu co tobie nie miłe!
2.Jak shrew tobie tak ty kuzynce;P- czyli bierzemy przykład z tych, którzy pomagają za free- bo tak powinno być(abstrachując od przypadków żerowania)
Nasunęła mi się taka myśl: nie rób bliźniemu co tobie miłe- być może macie różne gusty:), ale to już odnośnie potrzeb..
Pozdrawiam wszystkich srdecznie!
P.S. A winko jest jeżynowe(pycha!)i dotrze do ciebie shrew do końca tego roku.

a ja wychodzę z takiego założenia:
-jeśli robisz dla kogoś cokolwiek, co ma mu przynieść w przyszłości dochody – strony www, reklama, zdjęcia, cokolwiek – to kasuj – czy to rodzina, czy nie. Ludzie muszą szanować Twoją pracę i czas.

- jeśli robisz coś, co dochodu mu nie przyniesie, to nie kasuj. szczególnie rodziny i przyjaciół.

Jeśli nie widzisz formularza do komentowania, tzn. że od publikacji wpisu minęło więcej niż 5 miesięcy i możliwość komentowania została automatycznie wyłączona.