» Chamskie plagiaty za nasze podatki!!
12.05.2007 | kategoria: Internet
tematy: magazyn internet, plagiat
Po linkach doszłam do raportu z roku 2005 na temat e-gospodarki w Polsce (2005). Aż podskoczyłam z radości, bo była sekcja poświęcona ebookom. Okazało się, że w raporcie popełniono chmaski plagiat1.
Zamieszczony tam fragment na temat ebooków jest żywcem wyjęty z artykułu, który ukazał się kiedyś w Magazynie INTERNET. Ten sam tekst zamieściło u siebie wydawnictwo DobryEbook, ale było na tyle poważne, że podało źródło.
Tymczasem w raporcie nie ma ani słowa (zero przypisu, zero cytatu), że autorem tekstu jest Kubiakowski. Byłam uprzejma donieść autorowi artykułu. Napisałam też do wydawcy tj. Instytutu Logistyki i Magazynowania w Poznaniu, który na zlecenie Ministerstwa Gospodarki stworzył ten raport. MG też powiadomiłam.
Skopiowali i zgarnęli kasę
I jeszcze ten tekst na początku raportu:

Znaczy, że wszystko, co nie jest podpisane, musiało być dziełem zespołu autorskiego. Wykształciuchy na prawie się nie znają. I jeszcze zastrzegają sobie prawa autorskie w nocie wydawniczej do cudzych tekstów.
Najzabawniejsze jest to, że przypisali sobie cudze słowa, posklejali w raport i Ministerstwo zapłaciło z naszych podatków za coś takiego!!
Takich kwiatków jest tam więcej
Tam, gdzie nie było przypisów, kopiowałam tekst i wstawiałam do google. Oczywiście nie sprawdzałam całego raportu, a zaledwie kilka stron. Efekt? Plagiaty. I żeby te teksty były informacjami prasowymi, to kopiowanie bez podawania źródła jeszcze rozumiem. Tymczasem to żywcem przekopiowane artykuły bez podanych źródeł. Jeśli nie ma źródeł, to w domyśle oznacza, że jest to opracowanie autorskie. A nie jest.
Ale mnie podpisali
Zdziwił mnie fakt, że mój tekst o uzależnieniu od internetu jest oznaczony przypisem i zamieszczony w wykazie na końcu raportu. Tymczasem teksty kilku kolegów z redakcji już nie. Podejrzewam, że miejsca bez przypisów były robione przez inną osobę niż te z przypisami.
Echa moich działań
Od wydawcy raportu dostałam oficjalne pismo z przeprosinami. Nie wiem, dlaczego ja je dostałam, skoro moje teksty były podpisane. Zapewniono mnie, że pokrzywdzeni autorzy oraz redaktor naczelny MI zostaną przeproszeni. Domyślam się, że tylko Ci, których ja podałam. Z treści przeprosin nie wywnioskowałam, żeby wydawca miał ochotę sprawdzić cały raport (przecież to nie jest w jego interesie…)
Poza tym dostałam informację, że autorom raportu jest przykro i plagiaty były nieświadome.
Oczywiście :)
–
1 Czym jest plagiat


W raporcie do cytatu ze mnie jest przypis „prawo.vagla.pl”, ale bez podania nazwiska autora, a nawet tytułu artykułu (nie mówiąc o URL do tekstu). Za to gdy zacytowano aktualnego wiceministra Spraw Wewnętrznych i Administracji Piotra Piętaka, który w moim serwisie opublikował artykuł – tu już podano i nazwisko i tytuł tekstu, który zacytowano… Pozdrawiam Shrew :)
Hehe, nieźle. Gratuluję pseudoautorom wyobraźni :-) nieświadome plagiaty :D
W serwisie poświęconym kryptozoologii znalazłem fragmenty skopiowane z Wikipedii, bez podania źródła, ale za to opatrzone notką o prawach serwisu i obowiązku podawania w cytatach tegoż jako autora.
Ciekawe, że ciągle korci ludzi udawanie autorów a nie pokazywanie, że są dobrymi szperaczami.
O staromodnej przyzwoitości szkoda już gadać…