» Cała prawda o największym motywatorze wszechczasów?
6.06.2007 | kategoria: E-biznes
tematy: motywacja, napoleon hill
Znacie Napoleona Hilla? Właśnie przeczytałam jego biografię.
Odnośnika nie podam, bo jak już pisałam poprzednio, książka nie jest dostępna u wydawcy.
Miałam przyjemność zapoznać się z książką Hilla pt. Myśli… i bogać się (wyd. Studio EMKA), uznawaną za wielkie dzieło. Książka jest bardzo przeciętna. Albo ja już za dużo wiem i pewne rzeczy po prostu mnie raczej bawią niż uczą i wychowują.
Książki nie powinno się streszczać, ale…
Jeśli chodzi o samą biografię, to przeczytałam z ciekawości, na zasadzie: „Kim jest koleś, który poucza mnie, jak żyć i odnosić sukcesy”. I oczywiście moje przypuszczenia potwierdziły się – Hill, to po prostu życiowy nieudacznik, któremu macocha wmówiła, że jest fajny i zmotywowała go do działania.
W dużym skrócie i uproszczeniu:
Na początku swojej drogi poznał Pana zwanego Andrew Carnegie i mniej więcej od tamtego momentu zaczął te swoje motywujące farmazony. Chłopak uwierzył w siebie, ale tak naprawdę nic mu nie wychodziło (zapewne z powodu jego arogancji wobec ludzi i zbytniej wiary w siebie oraz swoją nieomylność) i ciągle bankrutował. Oczywiście był na tyle inteligentny inaczej, że nic nie odkładał, więc jego żona i dzieci były skazane na pomoc dalszych krewnych. Dodam jeszcze, że w okresie, kiedy Hill pisał książki, na rynku była cała masa publikacji motywacyjnych.
Potrzeba błyszczenia
Sam Hill, jak wynika z biografii, w zasadzie nie mieszkał z rodziną, bo był zajęty robieniem kariery – pisaniem książek motywacyjnych i jeżdżeniem po kraju z wykładami na temat sukcesu oraz sprawianiem pozorów, że jest bogaczem, choć wcale nim nie był. Z tego właśnie powodu to, co zarobił wydawał na swoje wystawne życie, a rodzinie wysyłał niewiele lub nic. Przed rodziną roztaczał wizje wielkiego, wspaniałego życia w luksusie, którego – jak się później okazało – nigdy nie doczekali.
Kochał chyba tylko siebie i swój entuzjazm
Jak łatwo się domyślić, życie rodzinnie mu nie wychodziło. Ogólnie był trzy razy żonaty i w zasadzie dopiero będąc już staruszkiem jego cudowne wizje bogactwa spełniły się – wydał książki motywacyjne, na które był aktualnie popyt.
Byłam nieco zszokowana postawą Hilla wobec własnej rodziny, takim pędem ku temu, żeby prowadzić wykłady i pisać książki. Odniosłam wrażenie, że Hill cierpi na jakąś manię wielkości i nieustanną potrzebę bycia zauważonym.
Polski Hill?
W pierwszym momencie pomyślałam (i pewnie każdy by tak pomyślał patrząc z boku), że mój kolega Kamil Cebulski, który także wydał książkę, jeździ z wykładami i założył gazetę o sukcesie (wszystko dokładnie tak, jak Hill – pewnie czytał tę biografię, bo zbieżność nie może być przypadkowa), podąża podobną drogą. Jednak różnice dostrzegłam od razu:
1) Kamil nie żyje w luksusie i nawet nie stara się sprawiać wrażenia człowieka tego typu na co dzień.
2) To, co mówi wynika z jego doświadczeń, a nie z doświadczeń zasłyszanych.
3) Współtworzy z moim facetem firmę, która powstała na bazie tego, o czym mówi.
4) Kiedy ktoś się z nim nie zgadza, jest w stanie to przyjąć i uszanować.
Tymczasem Hill i wszyscy motywatorzy, z którymi miałam do czynienia jako Czytelnik, sukces osiągnęli dzięki gadaniu o sukcesie, a nie dzięki swojej pracy i wdrażaniu w życie tego, o czym mówią.
Motywatorzy mają to do siebie, że mówią to, co usłyszeli od innych. Oni nie dzielą się swoim doświadczeniem, oni tylko przekazują doświadczenia innych w ciekawej formie. Dodatkowo mam wrażenie, że cierpią na manię wielkości, jakby uwierzyli, że to, o czym mówią jest ich autorstwa.
Ty też możesz być motywatorem! ;)
Bardzo proszę, oto recepta 7 kroków do bycia motywatorem:
1. Przeczytaj kilka książek o motywacji – to będzie podstawa Twojego działania.
2. Motywuj innych, choć sam nie potrafisz zmotywować się do żadnej sensownej pracy.
3. Mój o sukcesie i niezależności finansowej, nawet jeśli mieszkasz z mamą i jesteś na jej utrzymaniu.
4. Rozmawiaj z mądrzejszymi od siebie i ich mądrości uznaj za swoje własne.
5. Koniecznie załóż blog i pisz: o sukcesie, motywacji, niezależności finansowej.
6. Ucz innych, jak prowadzić e-biznes, chociaż sam znasz go tylko z tekstów Piotra Majewskiego i obserwacji w sieci.
7. Nigdy nie trać wiary w to, że jesteś najlepszy i najmądrzejszy.
Wpis opublikowano: 6.06.2007


Jest dużo prawdy w tym, co napisałaś. Choć ja jestem bardziej otwarty i patrzę raczej na to, jak wykorzystać w praktyce to, o czym mówi Hill czy Kiyosaki niż na to, jak i do czego oni doszli w życiu. Mnie wystarczy jeden celny cytat i już mogę dużo skorzystać dla siebie.
>3. Mój o sukcesie i niezależności finansowej, nawet
>jeśli mieszkasz z mamą i jesteś na jej utrzymaniu.
Mogłaś oszczędzić chociaż premiera… :PPP
Ok, ale ktoś o czymś mówi, a sam tego nie stosuje w życiu, to trudno mi uwierzyć, że to zdziała, skoro ten ktoś tego nie stosuje.
A przecież on ma mnie przekonać do tego, o czym mówi. Przekonać, czyli również coś uświadomić. Tylko jak, skoro widzę, że jedno mówi, a drugie robi :) Myślę wtedy, ze wciska mi kit, bo przecież gdyby to, co mówi, miało pokrycie, to przecież sam stosowałby to w życiu.
Znów racja, ale nie do końca. Ktoś mógł gdzieś coś przeczytać i sam nie zrozumieć/nie zastosować, co nie znaczy, że dana idea jest bezwartościowa. Ty możesz ją zastosować i na tym skorzystać więcej niż osoba, która Ci o tym powiedziała…
Ja nie uważam, że mówca motywacyjny ma Cię przekonać do tego, o czym mówi. On Cię może zainspirować, dać Ci jakiś ciekawy pomysł, ale to od Twojej gotowości na przyjęcie tej idei zależy ile z niej skorzystasz.
Jest takie powiedzienie ‘walk your talk’ – czyli stosuj to, o czym mówisz/czego uczysz. Na pewno dodaje to wiarygodności… Ale to, czy ktoś to stosuje może się nie mieć nijak do wartości tego czegoś.
Książkę czytałem już jakiś czas temu. Raczej kiepska szczerze mówiąc o przekazująca myśl, że kasa to najważniejsza rzecz w życiu. To dosyć przykre.
Co do tego, że rady motywatorów często nie mają poparcia w ich życiu, to ja to widzę tak, że celem czytania ich książek jest zmotywowanie się. Nie poznanie najlepszej drogi życiowej, całej wiedzy wszechświata i stanie się super gościem. Jeżeli umią mnie zmotywować do działania, to to jest właśnie biznesowy cel, który dobrze realizują.
Brawo Shrew!!
Jest takie rzymskie powiedzenie „pomyśl o źródle z którego pijesz” i bardzo wielu, szczególnie młodych ludzi „pije” bez takiego sprawdzenia. Tym bardziej pożyteczne są Twoje wnikliwe obserwacje, bo jest szansa, że ludzie będą to czytać i zaczną zastanawiać się nad wieloma samozwańczymi „guru”. Chodzi przy tym nie tylko o uniknięcie złych porad, ale też niepotrzebnego poczucia niższości wynikającego z porównywania się z takimi wyidealizowanymi postaciami, które w rzeczywistości okazują się o wiele bardziej „zwykłe” niż na pierwszy rzut oka wygląda.
Pozdrawiam serdecznie
Alex
Witam!
Podoba mi sie bardzo, że porusza sie taką kwiestię jak wiarygodnośc tekstów pisanych przez „wielkich” motywatorów. Oczywiście każdy na swój sposób odbiera treści przekazywane przez autora. Jednego potrafią one prawdziwie zmotywować a na drugiego działają połowicznie bądź wogóle.
Moje osobiste odczucia po przeczytaniu tego dzieła nie są zbytnio „hura optymistyczne”
Wydaję mi się, że autor trszeczkę się zapędził w swoich rozważaniach o bogactwie i zapomniał dodać, że oprócz samych myśli o bogactwie (nie jest nowością, że ktoś kto cały czas ma obsesję na punkcie pieniędzy w końcu je zdobędzie) jest również coś takiego jak synergia (bądź ekologia) działania.
Myślę, że to jest cecha, która charakteryzuje prawdziwych ludzi sukcesu. I to od nich możemy się całkiem śmiało uczyć.
Ale to jest tylko moje zdanie.
Pozdrawiam
Patrycjo, chyba dosc pobieznie czytalas te ksiazke, jak zreszta ja sam pobieznie te ksiazke czytalem. teraz przerabiam te ksiazke w wydaniu audio i zaczynam po raz pierwzy doceniac w pelni jej wartosc, przy szybkim czytaniu wiekszosc tego wszystkiego do mnie po prostu nie docierala, bo to bardzo bogaty tresciowo material, mimo tego ze pisany raczej archaicznym jezykiem.
Jesli chodzi o zycie rodzinne to Hill opowiada dosc szczegolowo o tym, jak pomogl swojemu synowi przemoc bardzo powazne inwalidztwo (jego syn urodzil sie bez uszu), miedzy innymi kladac go codziennie do snu i opowiadajac pozytywne historyjki na dobranoc. Ssamo to juz swiadczy, ze poswiecal rodzinie wiecej czasu niz przecietny ojciec, szczegolnie w tamtych czasach.
jesli chodzi o bankructwoa to przewazajaca wiekszosc bogatych ludzi ma je na koncie – w Ameryce to normalka w drodze do sukcesu.
Ogromnie wszystkim polecam serie audio myslibogacsie.com w wydaniu Wandy Loskot – moim zdaniem to znakomita interpretacja, ktora pomaga zrozumiec prawdziwe bogactwo tej ksiazki.