Wczoraj odwiedziła mnie znajoma z liceum i tradycyjnie zainteresowała się książkami leżącymi na biurku. Książki grube, w twardej oprawie.
- Kupiłaś?
- Nie, wypożyczyłam z BU1
- Ale one wyglądają jak nowe i są z tego roku!
Otóż to. Po co kupować książki, które są na raz, czyli przeczytać, przemyśleć, zrobić notatki. W mojej ocenie na raz jest beletrystyka i książki, do których nie wrócę w przyszłości.
W chwili obecnej na moim biurku leży dokładnie 317 zł. Zaoszczędzone.
W bibliotekach-filach nie ma zbyt wiele nowości, ale biblioteki uczelniane to raj! Można się do nich zapisać nawet, gdy nie jest się studentem. Trzeba płacić za wydanie karty i kaucję jako poręczenie, ale przecież później ją (znaczy kaucję) oddają :)
Jak wracam z łupami z biblioteki (1-2 razy w miesiącu), to moja lepsza połowa już wie, że najbliższe wieczory mam zajęte ;)
———
1 Biblioteka Uniwersytecka
Zobacz podobny wpis: Nic normalnego


Tez korzystam z bibliotek ;) co prawda przez to mój pokoj nie wygląda tak ładnie jak u niektórych, gdzie całe szafy zawalone są książkami i wytwarza sie taki sympatyczny klimat;) ale dzięki temu wciaż czytam, bo gdyby nie było książek za darmo… to raczej nie czytalbym juz nic, bo z pieniędzmi krucho. :]
To prawda, ze w bibliotece mozna zdobyc calkiem dobre pozycje :) nie tylko w tych akadamickich.
Shrew rozbiło mnie to stwierdzenie :D
W mojej ocenie na raz jest beletrystyka i książki, do których nie wrócę w przyszłości.
A w szczegolnosci to „(…) i ksiazki do których nie wrocę w przyszłości” – az chciałoby sie tu przytoczyć fragment ze skeczu Sthura „no coś Ty” :)
Nie kumam złośliwości tego dowcipu.
to coś, jakby powiedzieć
chusteczki są jednorazowe, bo są jednorazowe – na jeden raz.
Nie widzę w moim zdaniu czegoś podobnego. Może masz jakiś problem?
Shrew spokojnie, nie mam problemu – a komentarze sa po to, aby odniesc sie do tekstu. Ty nie widzisz, ja widze. EOT.
PS: Dlaczego zawsze agresywnie (no sorry, nie zawsze, bo przy krytyce twoich nagran, tak nie bylo, ale napisalas co prawda pozniej ze spodziewalas sie krytyki) reagujesz, na ew. rzeczy ktore nie sa napisane w sposob calkowiecie potwierdzajacy, to o czym piszesz w poscie? Rozumiem, wizerunek trzeba utrzymywac, ale bez przesady ;)
Nie lubię ludzi, którzy piszą komentarze, żeby tylko napisać. Chcą być śmieszni, ale jakoś im nie wychodzi. Chcą się o coś przyczepić, bo im się nudzi, wiec czepiają się tego, co leci.
To nie ma żadnego związku z wizerunkiem (bo właściwie jaki ma Twój komentarz na to wpływ, skoro widać, że się czepiasz?), tylko zastanawiam się, po co ludzie coś piszą, jak nie mają nic mądrego do powiedzenia. I irytuje mnie właśnie fakt, że piszą bzdury, byle tylko coś napisać.
nie nazywaj tego co pisze bzdurami. Nie znasz, mnie masz prawo mnie nie lubić. Nie czepiam, sie – a jedynie napisałem co mnie śmieszy. Odnosnie poczucia humoru – widać, że nim nie grzeszysz? Bądź też uśmiechniecie sie z samej siebie, to dla Ciebie trud…. Oczywiście twoja wizja siebie jako idealnej i nieomylnej, znów daje sie we znaki. Zreszta, kto się czepia i pisze bez sensu, dałaś znać wczesniej – odbiegajac od tematu i „oskrżając” mnie o to, ze sobie strone pozycjonuje… ;)
Radze jakiś spacerek, bo chyba cos nie w sosie jesteś, pozatym uśmiechnij się czasem.
Przestaję czytać ten blog, bo widzę, że jak ktoś ma inne zdanie niż ty albo w jakikolwiek sposob Cie krytykuje, to jest skonczony… nie wolno Shrew jest alfą i omega.
Niemiło mnie zaskoczyłaś, a szanowałem Cie za to, ze masz swoje zdanie i obiektywnie podchodzisz do roznych spraw, ale jak widać do siebie samej nie potrafisz.
Podtrzymuję to, co napisałam wcześniej.
Dziękuję za dotychczasową lekturę mojego bloga. Pozdrawiam.
Aaaj, nieładnie Shrew postąpiłaś :] Zwłaszcza, że zdanie, że na raz są w twej opinii książki, do których nie wrócisz, jest no… faktycznie pleonazmem ;P hmmm… to mniej więcej taki wydźwięk ma, jak zdanie, że „w mojej opinii śmieciami są rzeczy, które wyrzucam na śmietnik”. No true – ale faktycznie „no coś Ty” się chce napisać ;P
PS ja nie będę dyskutował, a bloga > dalej będę czytał, nawet jak mnie „niemiło zaskoczysz” (eech, *niemiłe* zaskoczenie dla mnie nie istnieje chyba, każde zaskoczenie i nowość jest przyjemne ;] )
PPS biblioteki rządzą, a jednak ja wolę przepuścić forsę w antykwariatach ;)
Czyli skorzystałaś z pracy danego autora za darmo. Czyli 317zł, których nie zarobił wydawca. Czyli wydawanie książek tego autora mu się nie opłaca. Czyli mniejsza szansa, że autor jeszcze coś wyda. Czyli mniejsza szansa, że w ogóle cokolwiek napisze.
Ja moje książki „na raz” kupuję. Gry w które gram tylko raz (grywam rzadko, ale mi się zdarza), kupuję. Chleb który jem tylko raz, kupuję. Bilet na autobus którym jadę tylko raz, kupuję.
Kupuję, bo uważam, że ludziom należy się wynagrodzenie za ich pracę.
smk, czyli wnioskujesz za zamknięciem bibliotek i czytelni? Przecież gdyby mnie było stać na kupowanie takich drogich książek, to bym to robiła.
Nie kradnę książek, tylko korzystam z legalnego dobrodziejstwa. Z moich podatków finansuje się biblioteki. Spójrz na to inaczej – 5 książek kosztuje połowę najniższej krajowej!
Jeśli moją książkę kupi biblioteka i udostępni swoim Czytelnikom, to ja nie widzę w tym nic złego. Jeszcze się będę dopytywać co miesiąc, ile osób ją wypożyczyło :)
Jeśli natomiast Czytelnik zacznie udostępniać ją innym ludziom w sieci, co jest nielegalne (a bibliotek są legalne!), to ja się na to nie zgadzam.
Aaaj, smk – mijasz się z prawdą :] Biblioteki za książki płacą i pieniądze jak najbardziej do autora idą. Tej książki, co leży w bibliotece nikt z wydawnictwa nie ukradł.
A jak powiesz, że te 100 osób co pożyczyło jeden i ten sam egzemplarz mogło kupić 100 różnych egzemplarzy, to Ci powiem, że jest to demagogia, bo 90% nie wydałoby pieniędzy na jednorazową książkę, tylko pożyczyło od znajomego, poszło na xero, użyło skanera, albo ściągnęło via internet.
No i przecież nikt wydawnictwom nie każe rezerwować części nakładu na biblioteki. Tak jest jednak robione – więc coś musi być na rzeczy, a to „coś” nazywa się promocją autora, która skłoni czytelników do oczekiwania na następne książki właśnie, a nie zniechęci.
ps. czy ja pisałem wcześniej, że książki kupuję? Ależ tak, pisałem – weź więc to pod uwagę, że rozsądny człowiek, nawet jak książki kupuje, to nie będzie krytykował bibliotek.
@smk bardzo interesujące podejście. a jeśli kiedyś przestaniesz mieć pieniądze i nie będziesz mógł kupić np. dobrej książki? przestaniesz czytać? nie pójdziesz wtedy do biblioteki?
mam bardzo liberalne poglądy i może to zabrzmieć lewicowo (żeby nie napisać lewacko). bo moim zdaniem, jako społeczeństwo powinniśmy dbać o jak najwięcej wspólnych przestrzeni takich jak parki, place zabaw, bezpłatne uniwersytety, biblioteki itd.
ogrodzenie wszystkiego i postawienie przed wejściem kasy w żaden sposób nie rozwiąże sprawy odpowiedniego wynagradzania ludzi, a doprowadzi tylko do zniszczenia tegoż społeczeństwa (czyli czegoś więcej od zbioru poszczególnych jednostek).
[...] studenckich bibliotekach podobny wpis zamieściła shrew na swoim [...]