» Każdy to specjalista albo ekspert

26.11.2007 | kategoria: E-biznes

tematy: ,

Denerwuje mnie, że każdy o sobie mówi (i pisze) specjalista albo ekspert.

To pierwsze jest nagminne. Wystarczy wejść na GoldenLine.pl, gdzie siedemnastolatek jest specjalistą do spraw marketingu, a osiemnastolatka po praktyce w agencji PR jest już specjalistką w tej dziedzinie.

Zestarzałam się?

W takich chwilach myślę, że albo ja jestem stara i nic nie rozumiem, albo młodzież ma dziś wielkie poczucie własnej wartości, a słowo arogancja zmieniono na przebojowość. Ja w ich wieku (a było to raptem 5-6 lat temu) zmagałam sie z depresją i poczuciem, że jestem totalnym zerem (o czym wspominałam w ebooku)

Oczywiście nie było to najmądrzejsze, ale przynajmniej wyrobił mi się nawyk krytycznego spojrzenia na siebie i swoją wiedzę. Dlatego nie powiem o sobie specjalista, kobieta sukcesu, milionerka, czy cokolwiek innego, bo mam w sobie pokorę i wiem, że moi rówieśnicy np. są lepiej wykształceni, znają więcej języków obcych, wyjeżdżają na zagraniczne staże, prowadzą większe firmy, miesięcznie zarabiają tyle, ile ja przez sześć miesięcy itp.

Inaczej mówiąc każdy młody człowiek, który myśli o sobie w kategoriach ekspert, człowiek sukcesu itp, prawdopodobnie nigdy nie wyjechał ze swojej Pcimci Małej albo nie przeczytał żadnej książki poszerzającej horyzonty myślowe.

Obycie i świadomość

Nie twierdzę, że trzeba wpadać w depresję i uważać się za zero. Trzeba znać swoją wartość, ale dopuszczać myśl, że nie wiemy wszystkiego, że są na świecie mądrzejsi, piękniejsi, lepiej wykształceni, lepiej zarabiający itp. Dzięki temu nabiera się pokory i dystansu do siebie.

Tymczasem te tłumy młodych specjalistów po przeczytaniu jednej książki o marketingu są już specjalistami i pozjadali wszystkie rozumy. Jeszcze taki jeden z drugim czasami wpada na pomysł, żeby kogoś pouczać jak prowadzić firmę, bo on tuż przed maturą, mieszkając z mamą i będąc na jej utrzymaniu, doskonale zna realia i wie, jak prowadzić biznes :)

Ekspert

Słowo ekspert ma inną moc i jest używane ostrożniej, bo ekspert to dość poważne i mocne stwierdzenie. Jednak w sieci można spotkać blogi ekspertów, którzy sami tak się nazywają. I wtedy mamy np. eksperta od mediów w postaci gimnazjalisty piszącego do szkolnej gazetki albo dziennikarza z wieloletnim doświadczeniem.

Z całym szacunkiem, ale to czy ktoś jest specjalistą lub ekspertem, to nie jemu osądzać, tylko otoczeniu, które z tym kimś współpracuje. Ale może ja się nie znam.

Komentarze (6)

Dla mnie to tylko tytuł na który nie zwracam uwagi. Niektórzy tak piszą bo ładniej wygląda przy nazwisku itp.
Druga kwestia to głupi pęd młodych za najlepszą robotą , a żeby tam sie dostać no to trzeba sprawiać wrażenie osoby z pięcioletnim doświadczeniem już zaraz po studiach. Dla mnie to sie źle skończy bo dawno się skończył 8h dzień pracy , ale w niektórych wchodzimy w 16h /7dni w tygodniu i o wypalenie wtedy nie trudno.

Moje przemyślenia:
Co do ostatniego zdania to uważam, że właśnie „Ty się znasz”. I także masz rację, że nie im jest dane nazywać siebie ekspert albo specjalista. (sam trochę wiem z własnego doświadczenia).
Co do ogólnego wydźwięku całego posta to przypuszczam że właśnie Twoje doświadczenia sprzed 5-6 lat dają Ci ogromną siłę spojrzenia na ten aspekt teraz ze znacznie szerszej perspektywy. Masz dzięki temu wielkie możliwości. Uważałbym tylko z tym stwierdzeniem „wyrobił mi się _nawyk_ krytycznego spojrzenia” – bo to z tymi _nawykami_ czasami można się naciąć:) Przylgną do nas a potem za nic nie chcą się odczepić. Więc krytyczne spojrzenie jest w porządku ale oby nie zbyt krytyczne.
A na koniec, moim zdaniem, nieco niezręcznie stwierdziłaś że „Inaczej mówiąc każdy młody człowiek …” nigdy nie wyjeżdżał czy nie czytał książki rozwojowej….
Sam czasami jak coś przeczytam lubię sobie mówić że jestem znawcą tego tematu – a w domyśle odnoszę się tylko do tej jednej książki – mimo że stwierdzenie brzmi jakbym zjadł wszystkie rozumy:)

To ja już wolę tak o sobie nie pisać (dając szansę innym) i nie wstydzić się, że czegoś nie wiem albo nie umiem. Przynajmniej się nie stresuję.

Przeczytałem z zainteresowaniem! Faktycznie, parę razy się nad tym zastanawiałem, dlaczego w naszej „kulturze biznesowej” tak to już się utarło… Zacznę jednak od początku. Zazwyczaj w większych przedsiębiorstwach, kiedy przyjmujemy do pracy młodych ludzi, to z pewnym kluczem (i na prawdę nie chce wywoływać dyskusji, czy stanowisko jest dla pracownika czy pracownik dla stanowiska): nie masz skończonych studiów – toś jest referent, masz skończone – specjalista. I tylko tyle znaczy to słowo. W końcu jak ktoś się mozolił nad magisterką rok, to już co-nieco na ten temat chyba wie. Jasne – jeśli ktoś jest samoukiem, to pewnie mu ciężej wyczuć, kiedy ma już prawo do tego sformułowania. Ale, ale! Nie róbmy też z tego (w znaczeniu dla poziomu: specjalista) jakiejś wiedzy tajemnej – nie jeden doktor czy profesor tak się zna na jakiejś nowoczesnej dyscyplinie, której często uczy, jak i (albo gorzej) jego uczniowie. Inna rzecz z ekspertem. Tutaj na pewno liczą się Ci, co kilka latek już nad daną rzeczą posiedzieli i wiedzą na czym na prawdę polega.

Tyle moich przemyśleń ;)

Ja na przykład w pewnych dziedzinach nazwałbym się conajmniej specjalistą (bo ekspert to jak dla mnie kolejny stopień wtajemniczenia po specjaliście) – jednak mogę tak powiedzieć ze względu na praktykę i doświadczenie w danej dziedzinie. I tyle.

Fakt – nie mam 17-tu lat, chociaż bloga prowadzę ;) Chyba muszę kiedyś zrobić większy użytek z tego doświadczenia.

Ja bym dopisal jescze jeden tytuł, znawca. To mniej niż specjalista i o wiele mniej niż ekspert, ale dużo osób może powiedzieć, że jest znawcą tematu, tego lub tamtego. Pozdr

Jeśli nie widzisz formularza do komentowania, tzn. że od publikacji wpisu minęło więcej niż 5 miesięcy i możliwość komentowania została automatycznie wyłączona.