Zawsze mówię, że to kwestia dobrego wychowania, szacunku do ludzi i świadectwo własnego spełnienia zawodowego…
Jeśli robisz coś z kimś, to NIGDY publicznie nie mów: Ja zrobiłem. To najgorsze, co możesz zrobić wobec swoich współpracowników i wobec samego siebie.
Niestety nagminne jest, że lider zespołu albo szef mówi w kategoriach ja, choć nawet nie kiwnął palcem przy tworzeniu projektu.
Kiedyś w młodości usłyszałam pytanie: Po czym poznać dobrego lidera? I każdy odpowiadał: Koleżeński, lubiany, sympatyczny.
Jaka jest prawidłowa odpowiedź? Po tym, że nigdy nie używa zaimka ja.
Dlaczego niektórzy często używają słowa ja?
Jest kilka możliwości np.
- pozwala ludziom poczuć się lepiej i wyżej od innych,
- pozwala przypisać sobie cudze zasługi,
- osoba niepewna siebie podpiera się pracą innych,
- osoba leniwa podpiera się pracą innych.
I nawet, jeśli wspólnie zrobiliście coś, co było Twoim pomysłem, to zrobiliście Wy, a nie Ty. Więc jakim prawem przypisujesz sobie ciężką pracę innych osób jako pracę własną?
W biznesie nie ma czegoś takiego jak ja. Nie znam żadnego biznesu, który w 100% procentach zrobiła jedna osoba bez żadnej pomocy. Tymczasem patrząc i słuchając otoczenia, można odnieść wrażenie, że wszyscy wszystko robili zupełnie sami. Ciekawe…


Emocje wpływają na poziom języka.
Skąd tyle emocji?
Święta prawda – każdy biznes to praca w towarzystwie :)
@@Dominik, to nie emocje, tylko fakty zaobserwowane na przestrzeni lat u różnych osób. Myślałam nawet, żeby zrobić na ten temat badania do pracy mgr. Nie mam zamiaru zmieniać koncepcji, która jest obecna na tym blogu.
shrew,
wskaż miejsce, w którym sugerowałem zmianę koncepcji, bo póki co nie wiem do czego pijesz.
Używasz w poście dużych słów, dajesz brzmiące odpowiedzi, na moje skromne pytanie odpowiadasz negując, mimo że napisałaś choćby tak:
„Więc jakim prawem przypisujesz sobie ciężką pracę innych osób jako pracę własną?”
„To najgorsze, co możesz zrobić wobec swoich współpracowników i wobec samego siebie.”
Chcesz mi powiedzieć, że pierwszy cytat nie zawiera emocjonalnego stwierdzenia, a drugi nie jest przejaskrawiony?
Dane jest mi tylko reagować na to, co czytam, stąd było pytanie.
@@Dominik, dziękuję za wyjaśnienie.
W mojej ocenie nie ma w tym zdaniu emocjonalnego stwierdzenia. Te słowa kieruję bezpośrednio do osób, które postępują w sposób opisany w notce.
Chciałam, żeby argument zabrzmiał dobitnie i osoby czytające, które mają taki syndrom, poczuły, że nie zachowuje się w porządku. Dobitne stwierdzenia są moją specjalnością ;) Nie ma w tym zdaniu celu „dowalenia” konkretnej osobie, to zwykle robię to osobiście, a nie przez blog. Blog nie służy do porachunków, tylko podawania przykładów. Przynajmniej u mnie.
W swoim życiu spotkałam sporo osób, które mają w/w syndrom. Zawsze pozwalam sobie złośliwie zadać niewygodne pytanie pt. „Sam to zrobiłeś? Nie? Hmmm… to jakim prawem przypisujesz sobie ciężką pracę innych jako pracę własną?”. I wtedy już mnie nie lubią ;)
Drugie zdanie nie jest przejaskrawione. Mam takie zdanie na temat tego typu zachowań i już. Czy mam rozwinąć, dlaczego uważam, że to najgorsze, co można zrobić?
shrew,
szczerze napisawszy, chętnie usłyszę, bo notka jakoś nie w pełni mi to wyjaśnia. Tym bardziej, że jestem w stanie w biznesie przytoczyć kilka innych przykładów niepożądanych zachowań, choćby złe zarządzanie.
Tylko raz można napisać, że coś jest najgorsze, wszystko inne jest po takim stwierdzeniu mniej złe.
@@Dominik, podstawą firmy są ludzie, którzy pracują w tej firmie. Oni muszą czuć się docenieni, potrzebni itp. Jeśli ich sukcesy będziemy uznawać za swoje i głośno o tym mówić w świetle kamer, to uciekną przy pierwszej okazji. Zauważ, że wielcy ludzie biznesu publicznie chwalą swoich ludzi, mówią w kategoriach „my” i dziękują za poświęcenie. Wielcy dokładnie wiedzą, że ludzie to kapitał firmy.
„Najgorsze wobec swoich współpracowników i wobec samego siebie” odnosi się do ludzi, a nie do ogółu zarządzania przedsiębiorstwem.
Moje zdanie jest takie, że ludzie mogą wybaczyć wiele, ale nie to, że ktoś podpina się pod ich pracę, mówi publicznie „ja zrobiłem”, tym samym jasno dając do zrozumienia i pokazując, że nie szanuje pracowników i ich pracy.
Rozumiem dlaczego uważasz, że takie zachowanie jest szkodliwe (dla firmy, dla tak postępującego szefa/pracownika itp). Rozumiem, bo uważam podobnie.
Uważam też jednak, że – i tu Twój cytat z ostatniego komentarza:
“Najgorsze wobec swoich współpracowników i wobec samego siebie”
to wciąż za dużo powiedziane. Szczególnie, że ewentualna konsekwencja odejścia pracowników w wyniku takiego zachowania odnosi się do ogółu zarządzania przedsiębiorstwem. Osoba szefa to reprezentacja przedsiębiorstwa, jego zachowanie wobec pracowników jest częscią stylu zarządzania.
Dlatego przystanąłem na dłużej nad tym, co napisałaś i podjąłem polemikę.
Pax, pax – ot, po prostu temat na większą rozprawkę, zawarty w kilku zdaniach siłą rzeczy nie został doprecyzowany. Zgadzam się z nim w 100% i dodam – wręcz mając własny pomysł i realizując go z ludźmi warto myśleć (i przez to mówić) „my – cała firma, my – ludzie”. Pomaga, a korona z głowy nie spada. No chyba, że ktoś wybitnie lubi owe „ja”…
Pozdrowienia.
Zgadzam się w 100% jeżeli chodzi o mówienie na temat dokonać biznesowych w kategorii bardziej my, niż ja.
Jeżeli ktoś jest specjalistą i sam wykonuje wszysto to ok., jednak w przypadku biznesu, którego sam właściciel napewno nie zbuduje, ale raczej z pracownikami/współpracownikami, dziwne jest słuchanie orzeczeń typu „stworzyłem ten serwis, ten biznes, udało mi się osiągnąć itp.”
Co jednak ciekawe, niektórzy nie rozumieją, dlaczego używa się „my”, „nasze”, zamiast „ja”, „moje”.
Zdarzyło mi się rozmawiać z osobami, które słuchając mnie mówiącego „stworzyliśmy”, „będziemy robić”, „nasz serwis”, ze zdziwieniem pytali – „jak to, myślałem, że jesteś jedynym właścicielem…”
Jeden z nich był moim pracownikiem, jednak bardzo niedługo. Być może ten sposób jego myślenia świadczył o słabym przywiązaniu do firmy…(?)