Blogosfera pisze o konferencji Google na temat map. Nie wiem, czy z powodu zaproszeń, jakie otrzymali, czy z powodu produktu, jaki został zaprezentowany. Może jedno i drugie. Mnie Google też zaprosiło.
Miła Pani z firmy PR, która przesłała zaproszenie, stwierdziła, że:
Jesteśmy firmą Public Relations i dbamy o kontakty firmy Google z prasą i środowiskami opiniotwórczymi.
Znaczy, że jestem albo prasą, albo środowiskiem opiniotwórczym, przy czym z treści wynikało, że jednak tym drugim. Miało mnie to chyba podbudować, ale jakoś im nie wyszło.
Na konferencję nie pojechałam, bo średnio za nimi przepadam. Znaczy za konferencjami.
Może ja jestem z innej bajki albo mam zbyt duży dystans do tego wszystkiego? Może za dużo informacji prasowych dostaję na redakcyjne konto, żeby podniecać się zaproszeniami i tańczyć, jak mi zagrają (znaczy się pisać o produkcie)?
Może ja po prostu patrzę na poczynania Google jak na świetny zabieg piarowsko-marketingowo-psychologiczny i nie chcę w tym uczestniczyć?
A tak w ogóle to:
zaprosić Panią na premierę nowego produktu firmy Google
Czy to był jakiś super nowy produkt? Dla mnie nie, ale może ja się nie znam.
Oddaję głos kolegom: WebAudit, SprawnyMarketing, BlueRank, Yashke, Antyweb.
Google chciało rozgłosu. Właściwie to nie rozgłosu tylko jeszcze większego rozgłosu, bo cokolwiek zrobią, to i tak zostanie opisane – uroki bycia dużym. ;)
Google zrobiło krok do przodu – wie, jak podejść blogerów i blogerzy dali się podejść. Rzecz jasna tych blogerów, którzy są nazywani środowiskiem opiniotwórczym, mikrocelebrytami, liderami opinii itp. Wiadomo, o co chodzi.
Blogerów bardzo łatwo podejść – można zaprosić ich na konferencję, bo:
- właściwie nikt tego nie robi (a jeśli robi, to skala zjawiska jest niewielka, więc bloger chętnie się wybierze),
- pokażemy im w ten sposób, że są dla nas ważni,
- ludzie czytają blogi i musimy pojawiać się na ich łamach,
- zamiast kupować artykuły sponsorowane, będziemy za darmo na łamach blogów, a krytycy.pl zaczną płakać, ;)
- zrobią nam za darmochę większy rozgłos niż przedstawiciele wszystkich mediów razem wzięci.
Blogerzy się cieszą, dumnie piszą, że zostali zaproszeni, opisują to, co chciało Google i… wszyscy zadowoleni. Mam nadzieję, że blogerzy nie stracą swojego głosu i nigdy nie będą marionetkami w rękach tej czy innej firmy internetowej.
Nie mam nic przeciwko bywaniu na takich imprezach, bo każda jest pretekstem, żeby spotkać się ze znajomymi.
Nie mam też nic przeciwko zapraszaniu blogerów, jeśli oni sami czują, że tam być powinni. Ja osobiście nie czuję, ponieważ:
- na tym blogu nie piszę o nowinkach z branży internetowej,
- na tym blogu nie jestem dziennikarzem, tylko zwykłym człowiekiem,
- na tym blogu nie piszę o obcych firmach, produktach i usługach.
Właściwie, to chciałam tylko powiedzieć, że całą akcję Google śmiało można nazwać udanym zabiegiem PR. W ślad za Google pójdą za chwilę następni.


Na tym blogu nie jesteś takim całkiem zwykłym człowiekiem, przecież to blog tematyczny o tym, co wyszczególniłaś na górze strony. :)
Czyli jak ktoś pisze lub mówi na jakiś temat, to przestaje być zwykły?
Naprawdę prowadzisz agencje PR i wypisujesz takie rzeczy ?
Jeśli pisze o czymś, o czym nie piszą inni (większość), to przestaje być zwykły. Tak ja to rozumiem. :)
@hazan, rozwiń myśl, bo zabrzmiało ciekawie, a nie wiem, czy dobrze rozumiem.
@Krzysztof Lis, dzięki za wyjaśnienie.
Pisałem o tym niedawno i widzę, że google przynajmniej kulturalne. A konkretniej ich PR-owa firma.
No właśnie nie wiem, czy kulturalnie. Może i czepiam się, ale osobiście nie wysłałabym do kogoś takiego jak ja informacji o tej konferencji.
Wystarczy przejrzeć blog (albo nawet zerknąć na tytuł), żeby dojść do wniosku, że nie piszę o nowinkach z branży i produktach obcych firm, więc hasło „środowisko opiniotwórcze” przynajmniej w sytuacji tu i teraz, nie ma żadnego sensu.
Zastanawiam się nad założeniem osobnego adresu na informacje prasowe. Z jednej strony może to dobre wyjście, ale z drugiej będzie to sygnał, że można wysyłać rzeczy, które właściwie mnie w ogóle nie interesują.
Co ciekawe z tego co wiem trzech z wymienionych bloggerow jest spoza Warszawy (licze tez Bluerank). Chcialbym miec tyle czasu, zeby moc wyskoczyc np. z Poznania do Warszawy na… konferencje prasowa. :-)
Inna sprawa – w zaproszeniu jakie dostalem nie bylo wiadomo co to za produkt. Jak dla mnie kiepski pomysl – lubie niespodzianki, ale skoro mam stracic 4-6h na dojazd to chcialbym wiedziec czy to w ogole ma sens.
A to o to chodziło. O Google Maps! Hmm… nam z Elizą tez napisali, że nowy produkt i że jesteśmy opiniotwórczy. To się uśmialiśmy, ale może i racja. Może i faktycznie Google Maps do podróżników trochę pasuje tylko, że nowe funkcjonalności już trochę mniej. Wkurzyłbym się jednak, jakbym gnał przez pół Polski, aby usłyszeć o Google Maps i o tym, że mogę sobie znaleźć hotel czy restaurację w Google Maps.
Ot, Google udalo sie zrobic sensacje z niczego wiecej, jak przetlumaczenia GUI na jezyk polski. Bo funkcjonalnosci takie juz byly oferowane, tyle, ze w angielskiej wersji – nikt wszak nie bronil przegladac Polski. A stadko owieczek poslusznie pojechalo do Wawy posluchac o czyms, z czego nie ma sily by juz kiedys nie korzystali…
Podoba mi się twoja obiektywność Patrycjo w tym wpisie :)
Natomiast sense całej tej konferencji oprócz samego buzzu chyba niektórzy ominęli – mamy się zainteresować mapami i zrobić coś dla Google:
http://googlepolska.blogspot.com/2008/03/zbuduj-swoje-miasto-na-mapach-google-we.html
http://googlepolska.blogspot.com/2008/03/wasze-miasto-w-3d-w-google-earth.html
przecież najlepsze jest user generated content :)