» Dwie koncepcje szkolenia

23.03.2008 | kategoria: E-biznes

tematy: , ,

Bartek doniósł na Blipie, że David Allen 11 kwietnia będzie w Polsce. Jakby ktoś nie wiedział, to ten facet wymyślił GTD. Wymyślił to może za duże słowo, bo mówi o rzeczach oczywistych i właściwie nic nowego nie wymyślił, czego nie znaliby nasi przodkowie. Przy tej okazji zebrało mi się…

… że aż zacytuję Koheleta, do którego mam słabość:

Jeśli jest coś, o czym by się rzekło:
«Patrz, to coś nowego» -
to już to było w czasach,
które były przed nami.

Nie przepadam za takimi spotkaniami, bo ich cena pozostawia wiele do życzenia, a ja mam wrażenie, że płacę za nazwisko i otoczenie (fajny hotel, wystawny obiad, snobizm w każdym calu), a nie za wiedzę. Czy dowiem się czegoś, o czym nie było w książce i to odmieni moje nieszczęśliwe życie?

Jeśli ktoś mi powie, że takie spotkania to inwestycja, to ja odpowiem, że znam ciekawsze sposoby zainwestowania 2450 zł + 22% VAT. Ktoś inny powie: „Kontakty, kontakty”, ja odpowiem, że „Nienaturalne i niekoniecznie wartościowe”.

Idea przedmiotowego podejścia do ludzi pt. zbieranie kontaktów jest dobrze znana na GoldenLine. Niektórzy ludzie mają kilka tysięcy osób w kontaktach. Czy to są kontakty? Czy to jest prawdziwy networking? Nie sądzę. Żadnej wartości, żadnej relacji, żadnych emocji, żadnego zaangażowania, czyli bezwartościowy kontakt.

Różne drogi dojścia do wiedzy

Należę do tego nurtu, który wyznaje, że w książkach można znaleźć wszystko i właściwe wykorzystanie zależy tylko od nas. Nie chodzę na płatne szkolenia i seminaria – nie licząc kursu komputerowego pt. „DOS, Windows 3.11, Works”, na który w podstawówce wysłali mnie rodzice.

Powód jest bardzo prosty – są książki, które mogę kupić, pożyczyć od znajomych lub wypożyczyć z biblioteki. Po drugie od płatnych szkoleń oczekuję (może niesłusznie?), że mnie czegoś nauczą, bo na dany temat nie mam żadnego pojęcia, nie ma książek, a tylko guru szkoleniowiec wie, o co w tym chodzi.

Z książkami też trzeba uważać, zwłaszcza motywacyjnymi (stąd taki pomysł, który spotkał się z dużym odzewem). Ilość publikacji na rynku powoduje, że treści w naturalny sposób są powielane, a zmieniają się tylko tytuły. Zanim zdecydujesz się na kupno książki, zadaj sobie pytanie: Ile książek na ten temat już przeczytałem.

Jeśli żadną: A może nie trzeba czytać akurat książki, bo w internecie jest dużo informacji na ten temat?
Jeśli więcej niż dwie: Czy czytając drugą książkę dowiedziałem się czegoś nowego, czego nie było w pierwszej? I jaka jest szansa, że czytając trzecią lub czwartą dowiem się czegoś zupełnie nowego?

To samo dotyczy szkoleń.

Wiem, że takie imprezy nie są kierowane do Kowalskiego. W porządku. Ewentualnie Kowalski może uciułać kasę, uznając, że to szkolenie odmieni jego życie.

Pytanie tylko, czy w ten sposób odbiorcy nie kupują sobie bardziej spokoju sumienia albo spotkania towarzyskiego. I choć wydatek tego rzędu nie jest problemem dla przedsiębiorcy, to ja zdecydowanie wolę w inny sposób wydać (lub zainwestować) taką sumę.

Szkolenie można uprościć do dwóch biegunów – wydajesz pieniądze na szkolenia albo kupujesz książki (ew. pożyczasz, wypożyczasz, szukasz informacji w internecie) na ten temat i też się przeszkolisz. Proste. Jak GTD.

Do poczytania:
- David Allen „Sztuka efektywności” (wyd. Onepress)
- GTD w Wikipedii
- Nasz! Polski! Prawie jak David Allen :) (tak, już go polecałam)

Wpis opublikowano: 23.03.2008

Komentarze (20)

Ludzie uczą się na różne sposoby. Spotkanie z żywym człowiekiem to coś zupełnie innego niż przeczytanie choćby najlepszej książki. Mamy do czynienia z emocjami, uczuciami, lepszym kontaktem. Kontakt face to face może wiele zmienić. To wszystko ma znaczenie, choć zapewne nie dla każdego i nie w każdym przypadku.

Bartek, mam nadzieję, że potraktujesz występ Allena jako inwestycję i że przeczytamy relację na Twoim blogu. :-)

A serio – no to są szkolenia dla wyższej kadry menadżerskiej, która pewnie z ideami GTD jeszcze się nie zetknęła, a na tego typu imprezach bywa.

Skąd masz taką silną opinię o „bezwartościowości” szkoleń, skoro — jak sama napisałaś — nie uczestniczyłaś w żadnym od czasów podstawówki? ;)

@Paweł, przeglądam program szkoleń i porównuję z publikacjami autora, innymi jego wystąpieniami lub tym, co jest dostępne na rynku na ten temat.

Nie napisałam, że szkolenia są bezwartościowe! Czytaj dokładnie. :)

Robert, ja się na nie wybieram :) Raz: daleko trochę. Dwa: jeszcze nie ten poziom finansowy :)

Bartek, zawsze można załatwić sobie wjazd jako dziennikarz. ;)

Jak na mój gust znowu przesadzona cena za szkolenie.

Może, jeżeli ktoś kto pracuje w dużej firmie i zostanie wysłany żeby się douczyć przyniesie w efekcie tej nauki swojemu pracodawcy dużo więcej.

Ja na razie pozostaję przy książkach, chociaż spotkania lubię ale to za wysoki poziom (głównie finansowy) i nieco wydaje mi się sztywnie może być ;)

Shrew, a może jako bloger? ;-)

Autorka pisze: „znam ciekawsze sposoby zainwestowania 2450 zł + 22% VAT”

Mogę prosić o 6 przykładów albo 3 logiczne? :-)

Autorka pisze: „Należę do tego nurtu, który wyznaje, że w książkach można znaleźć wszystko i właściwe wykorzystanie zależy tylko od nas. Nie chodzę na płatne szkolenia i seminaria”

Sądzę, że nie dotyczy to zdolności praktycznych. Windsurfingu, tenisa, czy jazdy na nartach nie nauczysz się z książki. Potrzebny jest dobry instruktor.

Autorka pisze: „- Nasz! Polski! Prawie jak David Allen :) (tak, już go polecałam)”

Dobrze, że siedziałem, jak to czytałem, ale i tak mało brakowało, żebym spadł z fotela. Dziękuję za te miłe słowa.

Bartek, dlaczego nie. :)

Ilość posiadanych kontaktów przez niektóre osoby na Goldenline naprawdę może spowodować bół głowy. Uśmiech na twarzy i ogólne rozbawienie powoduje u mnie lista kontaktów (w ilości ponad 3000!), składająca się z…samych kobiet :> Jaki jest sens takiej „kolekcji” mówiąc brzydko ? Nie wiem. A jest takich delikwentów niemało :)

Pozdrawiam i plus za ten news

@TesTeq
a) Z uwagi na różnicę wieku miedzy nami, nie śmiem nawet na chwilę zmieniać się w doradcę finansowego.
b) Oczywiście, nie o ten typ szkoleń mi chodziło (choć istnieje seria książek „w weekend”, ale niezbyt wiem po co). Szkolenia to ważny element np. w wojsku.
c) :)

@dReddi
Widuję też takie rzeczy w Naszej Klasie. O ile w grupie ok. 17 lat to może i normalne, o tyle w grupie powyżej 40 już chyba nie ;)

GTD nauczyłem się parę lat temu na szkoleniu online, które prowadził Jason Womack, jeden ze współpracowników Allena. Wydaje mi się, że to jest umiejętność bardzo praktyczna – co da jednodniowy wykład? Samo czytanie książek też nie da odpowiedniej praktyki i możliwości wymiany doświadczeń z innymi uczącymi się.

@Robert Drózd: Jason rozpoczął własną, prywatną praktykę i już nie jest w drużynie Davida Allena. Jednodniowy wykład może być dla niektórych „zapalnikiem” do zainteresowania się GTD.

Ptrycji, i masz rację i nie masz racji. Rację: bo rzeczywiście wiele szkoleń i książek to chłam. Ale to nie znaczy, że trzeba z nich rezygnować. Także to, że już czytałaś książkę na jakiś temat nie znaczy, że nie warto czytać drugiej. Są tacy, którzy mówią, że nie ma sensu czytać innej książki niż biblia, bo tam jest wszystko. Można i tak… Ale cała kultura i wiedza to jest miksowanie starych kawałków i tematów. Można powiedzieć powielanie.
Poza tym książka i spotkanie z żywym człowiekiem to dwie różne rzeczy. Sam rzadko bywam jako uczestnik na szkoleniach. Żałuję. Często je jednak prowadzę. I wiem, że to, czy szkolenie coś da uczestnikowi, nie zależy tylko ode mnie ale i od niego. Jeżeli ktoś myśli, że szkolenie to tylko dostarczanie informacji na temat, wiele nie skorzysta. Gdy prowadzący jest dobry, może np. powiedzieć ci wiele na twój temat (książka nie powie ci), może pomóc ci coś wybrać, może dopasować coś do ciebie, itd. itp.
A tak oprócz tego, mam pytanie: czy ty czasem nie myślisz o prowadzeniu swoich własnych szkoleń? Powinnaś spróbować. Z takim podejściem do szkoleń (że mają coś dawać ludziom) pewnie by ci dobrze poszło. Pozdrawiam.

@ryzak, zdarzyło mi się prowadzić szkolenia wewnątrz konkretnych firm dla jej pracowników. Nie było tego wiele, bo:

a) zawsze 10 razy zastanawiam się, czy to ma sens i czy naprawdę mogę tym ludziom powiedzieć coś wiecej niż już wiedzą,

b) nie chcę przechodzić na tę drugą stronę, bo w pewnym momencie skupiając się na szkoleniach tracisz kontakt z materią, o której opowiadasz (czyli opowiadam o obsłudze e-klienta, a np. od lat tego nie robię)

Miałam też propozycje od firm szkoleniowych, ale w mojej subiektywnej ocenie nie były zbyt sensowne.

Podważanie sensu szkoleń i konferencji jest prawie równoznaczne z podważaniem sensu istnienia uniwersytetów, jedynej instytucji obok Kościoła, która przetrwała od Średniowiecza, co jest wystarczającym dowodem na to, że ma sens :).

Wszystko sprowadza się do relacji cena/wartość, którą choć w przybliżeniu można policzyć.

Wartość konferencji sprowadza się do 6 punktów:

1. To, w czym bierzemy udział lepiej zapada w pamięć niż to, co czytamy, szczególnie jeżeli mówca wywołuje lub potrafi wywołać emocje.
2. Słowo mówione lepiej trafia do niektórych, często pojawiają się tzw „aha! moments”
3. Mamy możliowść zadawania pytań, co oszczędza nam godzin poszukiwań w Internecie i pomaga odróżnić ziarna od plew.
4. Mamy okazję spotkać się z osobami o podobnych zainteresowaniach z naszej branży co może zaowocować w przyszłości…
5. Jest wyżerka i pewna forma rozrywki (show!?)
6. Jest o czym opowiadać i budować swoją wartość („przeczytałem Biblię” versus „spotkałem Jezusa”)

A teraz KONKRETNIE na przykładzie:

Załóżmy, że:

1. Na 10 ostatnich konferencjach otrzymałem i rozdałem 1000 wizytówek, z czego nawiązałem 10 relacji biznesowych, z których zarobiłem w sumie 10 000 zł. Więc każda nowa wizytówka jest warta średnio 10 zł.

2. Na 10 ostatnich konferencjach miałem 10 „aha! moments”, z których jeden zaowocował nowym projektem, dzięki któremu moja firma zarobiła do tej pory 5000 zł.
1 aha! moment = 500 zł

3. Na znalezienie odpowiedzi na konkretne pytanie w sieci zajmuje mi średnio 2 godziny. Swoje usługi wyceniam 70 zł na godzinę, więc każde uzyskana odpowiedź = 140 zł

4. Lunch, przerwy kawowe = 50 zł.

Jeśli po konferencji wrócę z 15 wizytówkami (150zł), dwoma nowymi pomysłami (1000zł) i odpowiedziami na 3 pytania (420zł) najem się i napije (50zł) to wartość takiej konferencji wynosi dla mnie: 1620 zł + emocje, poczucie przynależności do „elity”, własnej wartości i inne podobne niemierzalne skutki.

@Michal, dziękuję za analizę. Oczywiście punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – Ty jesteś zawodowo związany ze szkoleniami i konferencjami. :)

TesTeq pisze:
„Sądzę, że nie dotyczy to zdolności praktycznych. Windsurfingu, tenisa, czy jazdy na nartach nie nauczysz się z książki. Potrzebny jest dobry instruktor.”

Ja niedawno nauczyłem się jeździć na nartach bez pomocy instruktora. Nie wiem czy to tylko taka przenośnia, że nie nauczysz się bez instruktora? Przecież ten kto wymyślił np. windsurfing nie mógł miec instruktora. Z drugiej strony na pewno coś go zainspirowało dlatego zgadzam się, że „nihil novi sub sole”.

Sens szkoleń według mnie nie polega zbytnio na treści ale na formie. Można obserwować ludzi, którzy osiągnęli coś co my chcemy osiągnąć i po prostu kopiować zachowania. Tak ja na to patrzę.

Szkolenia także filtrują osoby, które na nie przychodzą. Jak masz dużą konferencję bezpłatną, to trudniej wyłapać osoby mające dobre firmy, z którymi możesz nawiązać współpracę.

Na szkolenia za 1000 czy 2000 czy jeszcze w innych kwotach przychodzą czesto osoby, które mają pojęcie o biznesie (mają pieniądze, czyli wiedzą, skąd je brać) i od których możesz sie wiele dowiedzieć – także od uczestników!

Uczestniczę w wielu prezentacjach, szkoleniach i powiem z pełną odpowiedzialnością, że poznałem na nich wiele osób, do których w inny sposób prawdopodobnie bym nie dotarł, a z którymi nawiązałem współprace.

Po prostu to działa – głównie z tego powodu później założyłem biznes szkoleniowy :).

Chcesz skomentować, ale nie widzisz formularza do komentowania? Spójrz na datę opublikowania wpisu. Jeśli minęło więcej niż pięć miesięcy, to formularz został wyłączony automatycznie. Jeśli minęło mniej niż pięć miesięcy, to oznacza, że komentowanie dla tego wpisu zostało od początku wyłączone.