» Piotr Majewski dojrzewa

6.04.2008 | kategoria: E-biznes

tematy:

Robert Drózd dał mi cynk, że strona Piotra Majewskiego (Piotr – rocznik 83), samozwańczego guru polskiego e-biznesu, który zarabia (?) udzielając porad i szkoleń (a znacie np. to?), uległa znacznej modyfikacji. Przy tej okazji nie mogłam się oczywiście powstrzymać od skomentowania tych zmian.

Zmiany są spore i dla wielu mogą być zaskoczeniem.

Nie mamy tam już słynnego „Śmiali się, że…, ale kiedy…”, tekstu na kilkanaście ekranów oraz setek wypowiedzi zachwyconych osób, które już skorzystały.

Jak zapewne starsi pamiętają, to właśnie te trzy elementy były stałym obiektem żartów osób bardziej doświadczonych w biznesie, nie tylko w tym z E na początku.

Sam Majewski zawsze uparcie twierdził, że te dłuuuuuuugie oferty są skuteczne. Jeśli są, to po co je zmienił na znacznie krótsze, wypunktowane i konkretne, czyli takie, jak być powinny? Kto zabija kurę znoszącą złote jaja?!

Trzymamy się oczywiście oficjalnej wersji, że CNEB i inne projekty mniej lub bardziej udane są taką właśnie kurą. Wielu w to wątpi, ja też, ale w sumie co mnie to wszystko obchodzi. :)

Długie oferty są stałym elementem amerykańskiego tzw. (very) small businessu, gdzie panuje przekonanie, że każdy może uczyć innych.

Inaczej mówiąc Smith pisze sobie ebook z poradami typu: „Jak być człowiekiem sukcesu”. Później – jako że nie ma poparcia żadnego autorytetu albo sam nie jest żadnym autorytetem – tworzy długą ofertę, naszpikowaną NLPowskimi hasłami i wizjami, czego to nie będziesz mieć, gdy kupisz jego dzieło oraz jak bardzo Twoje dotychczasowe, nędzne życie może się zmienić. Tak, celowo upraszczam ten amerykański small.

Ten trend pojawił się też w Polsce i został rozpowszechniony przez Majewskiego. W chwili obecnej obserwujemy zanik tego trendu, nie tylko na stronie CNEB, ale także na wielu witrynach, których autorzy byli stałymi bywalcami forum i serwisu Majewskiego.

Darek Puzyrkiewicz także zaobserwował to zjawisko – polecam wpis na ten temat oraz komentarze.

Tak czy owak guru dojrzewa i idzie w kierunku normalnego, poważnego marketingu.

Wydaje mi się jednak, że wcześniej dojrzeli jego uczniowie, którzy w przeciwieństwie do niego zderzyli swoje marzenia (i długie oferty) z biznesową rzeczywistością, a następnie wyciągnęli wnioski szybciej niż ich nauczyciel.

Czy Majewskiemu wyjdzie to na dobre? Czy nie zatraci swojego dotychczasowego wizerunku? Czy może właśnie chce ten wizerunek zmienić i stać się poważnym graczem w e-biznesie, a nie tylko pionkiem? I czy zacznie zarabiać jeszcze większe miliony? Pożyjemy, zobaczymy.

Komentarze (49)

MAJEWSKI TO TRAGEDIA POLSKIEGO INTERNETU

a to wszystko pisze ktos, kto funkcjonuje w strefie razenia jeszcze wiekszego pajaca czyli niejakiego kamila cebulskiego. o ironio… :)

@ragni, Ty to szczery chłopak jesteś, nie ma co. :) Zapewne znasz moje stanowisko w sprawie Kamila, którego nigdy nie ukrywałam. Faktem jest, że z uwagi na pewne połączenia znajduję się w strefie rażenia, ale tylko teoretycznie, bo kontakt mamy ze sobą właściwie od święta. No a tak poza tym, to Kamil, jak każdy, ma też zalety, które staram się dostrzegać, ale to już osobny temat.

Dziewczyna z charakterem z tej naszej jędzy…
Pozdrawiam, Ce

no wlasnie nie znam twojego stanowiska. jesli wiec chcesz posypac glowe popiolem i kategorycznie sie odciac to juz masz material na nastepny wpis :)

Nie wyszła Ci podpucha. :)
Tyle razy wypowiadałam się na ten temat przy okazji wpisów na różnych blogach i rozmowach na forum, że już mi się nie chce. Jak jest, każdy myślący widzi i ma podobne do moich odczucia. A Google wszystko pamięta.

Problem nie polegał na długiej ofercie. Moim zdaniem problemem było to, że Piotr próbował sprzedać komuś nieznany mu wcześniej produkt (abonament na CNEB), bez uprzedniego zbudowania relacji, zaufania i udowodnienia wartości. Teraz widzę idzie właśnie w tym kierunku, by zacząć od darmowych treści i „wciągnąć” kogoś w CNEB.

Co do długości ofert – spróbuj sprzedać nieznany nikomu produkt używając do tego pięciu zdań opisu… Im droższy produkt, tym więcej wątpliwości trzeba rozwiać i tym więcej dać szczegółów.

@Sebastian, jestem w stanie przekonać kogoś do nieznanego produktu, kiedy wypunktuję mu wszystko czarno na białym i ten ktoś bedzie miał słuszne poczucie, że nic nie ukrywam, że mówię jasno, krótko i wszystko jest proste. Tak być powinno.

Nikt nie czyta długich opisów, nie ma na to ani czasu, ani ochoty, a dodać należy, że tamto coś, to nie było przekonywanie ludzi tylko jedna, długa papka marketingowa.

Zwięzłość przekazu i jego skuteczność – to dwie cechy, które prowadzą do sukcesu w dzisiejszych czasach.

@ ragni

tutaj się mylisz, oni są raczej związani ze sobą w sferze technicznej niż biznesowej. Wiem bo sprawdziłem w praktyce

@ Sebastian
Masz racje zgadzam się.

> Nikt nie czyta długich opisów, nie ma na to ani czasu,
> ani ochoty, a dodać należy, że tamto coś, to nie było
> przekonywanie ludzi tylko jedna, długa papka
> marketingowa.

Czy czytają całość, czy nie czytają, to ich problem. Ważne, by kupowali. Zwykle jest tak, że taką ofertę czyta się co któreś zdanie i jeśli wszystko brzmi dobrze to się kupuje. A sam fakt, że jest długa mówi naszej podświadomości „to wartościowy produkt, musi mieć wiele zalet, jeśli ich opis aż tyle zajmuje”. Pokaż mi jakiś drogi, nieznany produkt, który się świetnie sprzedaje dzięki „zwięzłemu opisowi”.

A czy ta oferta jest faktycznie taka krótka?;p to wciąż kilka ekranów treści do przeczytania ;)

„Obrzydliwie Bogaty dzięki lenistwu…” 3 kropki.
„Jeśli nie boisz się…” 3 kropki.
„szybciej osiągnę swój cel… ”
cała treść jest w kropkach

czemu służą te kropki ?

@zyje_sobie, mówimy po stronie cneb.pl. Podobno po zapisie wyświetla się stara, długa oferta.

@Damian, kropki służą… eee… yyy… ten no… za pauzę robią… taką… chwilę… refleksji… jakby… tego… zawieszenia myśli… zastanowienia… zainteresowania…

@shrew

Ktoś mi nie dawno wpierał, że trzy kropki „mają akcent prześmiewczy”, „wskazujący pewien absurd”

@Damian, funkcji jest wiele i zależą one od kontekstu; znacząc niedopowiedzenie, mogą znaczyć absurd albo też refleksję. Zawsze też możesz zapytać bezpośrednio autora słów, co miał na myśli. :)

[...] codziennych prasówek RSSów trafiłem na wpis Patrycji “Shrew” Kierzkowskiej na temat planującego być obrzydliwie bogatym Piotra Majewskiego. Po przeczytaniu całości ciężko mi było określić nastawienie autorki do opisywanego: [...]

Co ten Majewski Ci zrobil ze tak na niego naskakujesz?

@Andrzej, niezbyt rozumiem, co masz na myśli. Prowadzę blog, na którym piszę, co myślę o różnych sprawach, które mi się podobają lub nie i uzasadniam, dlaczego mam takie a nie inne zdanie. Z moją opinią można się zgadzać lub nie. Czy każda opinia nieprzychylna lub średnio entuzjastyczna oznacza naskakiwanie na kogoś?

Znalazłem ofertę, która pewnie by Ci się spodobała. Jest krótka i nie ma nagłówka „Śmiali się, gdy…”:
http://www.prawoprzyciagania.pl/warsztaty/kurs-dobrego-traktowania-pieniedzy/
:P

@Sebastian, dzięki. Brakuje mi tam jednak informacji o tym, dlaczego autorka uważa, że ma prawo mnie w tej kwestii szkolić, ile sama zarabia w życiu dzięki swojej filozofii, a nie dzięki szkoleniu z tej filozofii. Nad graficzną stroną oferty też mogłaby popracować. :)

Z innej beczki: spodobał mi się wpis pt. „Pierwsza wysyłka Sekret już za nami”. Firma od kuchni, to jest to! :)

Patrycja, namieszałaś w mrowisku :)
http://www.cneb.pl/a/styl_majewskiego

Eh… Ten spam (bo tylko tak moge nazwac ten newsletter) zakrawa o pomste do Nieba. Posmiewisko i wstyd w jednym… Jak mozna tak lac wode jak ten pan, to ja nie wiem.
Zalosne po prostu.
Zenada.
Dno.

Mój ulubiony „góró” zmienił swoją stronę? Straciłem świetny przykład w dyskusjach. No nic, żyje się dalej.

Widzę, że przyszli obrońcy natarczywego NLP, bronić kolegi, mistrza, współewangelisty.

@Sebastianie Schabowski,
jak to jest, że nawet w komentarzu potrafisz reklamować? I na jakiej praktycznej podstawie to stwierdzenie, że im droższy produkt, tym dłuższy musi być opis? Jest różnica między specyfikacją towaru, informowaniem o nim, a 20 stronami tekstu w standardowym formacie a4 zawartymi na starym cnebie ;)

@Dominik, dlaczego zarzucasz Sebastianowi jakąś reklamę? Obrażasz mojego kolegę, licencjonowanego Dobrego Ducha z konkurencyjnego wydawnictwa – to po pierwsze. Po drugie, przecież podany link to nie jego strona. Dodatkowo tajne źródła donoszą, że nie jest nawet sponsorowany przez tę Panią Monikę, której link podał! Więc spokojnie, bez nerwów.

Wpis Shrew (a także i mój) doczekały się niewybrednego artykułu ze strony Piotra Majewskiego, w którym autor postanowił z opinią o ‘Stylu Majewskiego’ „…się rozprawić, aby przypadkiem komuś nie namieszały w głowach” :)

Ciekawe, że cała sprawa wzbudza tyle emocji, zwłaszcza ze strony PM.

@shrew: spokojnie, bez nerwów to moje motto ;)

@Darek: znajdzie się link?

@Dominik, link jest powyżej – właśnie wyjęłam komentarz Artura z antyspamu. Jest też dyskusja na Merytorium.

@Dominik: Z linkiem nie ma problemów, tylko że artykuł pokazał się w płatnym serwisie cneb.pl :(

@shrew: dzięki, przeczytałem.

Nie dziwię się, że u Piotra Majewskiego nie ma prostego systemu komentarzy – byłoby po stronie. Oczywiście to kwestia zawiści ;) Miałem okazję rozmawiać o tekstach Majewskiego, bez wyjątku – za każdym razem wszyscy uśmiechali się na wspomnienie nazwisko i tekstów z politowaniem.

Dla mnie to ciekawostka psychologiczna i pisanie na zasadzie – jak pisać, żeby oznajmiać: mówię prawdę, a przy tym wciskać kity o szacunku do klienta, bo po to właśnie powstają 20-stronicowe oferty ;) Nigdy dosyć dobrego poczucia humoru.

> jak to jest, że nawet w komentarzu potrafisz reklamować?

Hehe, nie zauważyłeś, że podałem antyprzykład – coś, co właśnie jest taką Waszą „krótką ofertą”, która mnie nieźle rozśmieszyła, bo oto jakaś wróżka pokaże Ci, jak stać się uwaga …miliarderem. Ciekawe, czy tyle zarabia na wróżeniu. Pomijając fakt, że to oferta czegoś, co już było (a właściwie pewnie miało być, bo nie sądzę, że byli chętni).

Jeśli bardzo chcesz ocenić moją ofertę, to zrobię wielką „reklamę”: http://dochod-z-pasji.pl :P

> I na jakiej praktycznej podstawie to stwierdzenie, że im droższy produkt, tym dłuższy musi być opis?

Na podstawie doświadczeń – swoich z ZM, doświadczeń Joe Vitale i innych.

> Jest różnica między specyfikacją towaru, informowaniem o nim, a 20 stronami tekstu w standardowym formacie a4 zawartymi na starym cnebie ;)

Ok, skoro jeszcze sądzisz, że ludzie kupują cechy a nie korzyści, to miłej edukacji życzę.

Ach, początkująca właścicielko e-biznesu, „nie masz pojęcia o najnowszych trendach w skutecznym e-marketingu i nie masz też umiejętności analitycznych”.

Nie wiem, jak Ty szru sie po tym podsumowaniu podniesiesz :D

@Robert, próbuję się podnieść, zapijam, zagłuszam prawdę, wódki zabrakło w sklepie na rogu, bójki wszczynam, policja, szpital, psychiatra, nie wiem czy kiedykolwiek stanę na nogi, jestem już na dnie, tragedia po prostu ;)

@Sebastian Schabowski, chyba się nie zrozumieliśmy, stwierdzam, że 20-stronicowe teksty nie są konieczne. Kto w Sieci czyta tyle? Chyba jedynie, i o tym właśnie pisałem, ludzie, którzy próbują się wgryźć w cechy produktu opisane w specyfikacjach, co dla 99% ludzi jest stratą czasu.

[...] Wpis na blogu Patrycji “Shrew” Kierzkowskiej, który stał się inspiracją do przepytania [...]

[...] się na ten temat. Polecam przed lekturą wywiadu sprawdzenie wcześniejszych linków: Blog Shrew Ważne ostrzeżenie dla wszystkich, którzy publikują swoje oferty i reklamy w Internecie Tags: [...]

A ja z kolei czekam, az pojawia sie w polskiej sieci pierwsze witryny „demaskujace” tych wszystkich „Milionerow”… Kim sa naprawde, czego sie dorobili w rzeczywistosci, i co najwazniejsze ktory z nich zarabia na ROBIENIU TEGO O CZYM MOWI, a nie mowieniu o tym co nalezy robic :)

Moze niekoniecznie o Majewskim, bo on jest raczej ustawiony finansowo [tak to bywa, jak ktos jest na szczycie piramidki], niemniej innych takich zaczyna sie pojawiac w sieci mnostwo [kolejne nazwisko ktos juz wyzej podal].

Cos w rodzaju tej slynnej strony o Robercie Kiyosakim. Przyda sie taka igla w nadmuchany internetowo balonik. A co jeden z nich to wiekszy megaloman.

Jakis czas temu przeczytalem komentarz uczestniczki konferencji o mysleniu jak milioner. Konferencji, na ktorej milionerzy i ludzie sukcesu mieli uczyc za jedyne kilkadziesiat zlotych jak osiagac cele itd.

I na scene wyszedl brzuchaty facet w pomietolonej koszulce polo, smierdzacy papierosami [ciekawe czy milioner]. I uczyl… mowy ciala bodajze, czy tam jakiegos osiagania celow :) O kurde…

Shrew: wiesz nie należę do wyznawców Majewskiego, jednak wydaję mi się, że część Twoich opini wynika po prostu z zazdrości. Majewskiego styl to kopia tego co już od dawna zarabia za oceanem. Natworzył masę różnych projektów i uwierz, to zarabia. Chcesz czy nie chcesz on będzie miał więcej pieniędzy z tych śjiesznych szkoleń dla osób z brakiem umiejętności wyszukiwania informacji w sieci, niż Ty z książki czy pracy w BOK.

Pamiętam jak wyśmiewałaś różnego typu mailingi i newslettery, a sama piszesz o nich w swojej książce. Sama atakowałaś mailami jako pracownik BOK. Po dwu takich wypisałem się z listy. Wolę „prozę” Majewskiego, niż zastosowany przez Ciebie styl a’la blog i własne przemyślenia.

E-biznes polega na takim małym praniu mózgu. Robi to Majewski, Złote Myśli, Ententa (wybacz Sebastian), a już najbardziej śmieszny w wychwalaniu siebie jest Kamil Cebulski, nazywany „milionerem od obrotu firmy”. Jego bzdur nie da się słuchać. Na temat jego przerośniętego ego nie napiszesz nic. W końcu należysz do tego samego towarzystwa wzajemnej adoracji ;)

Ot i to by było na tyle. Bez urwazy shrew, Majewski, Cybulski…

Pozdrowienia shrew – pyskatą na forum ;) ale nieocenienie pomocną dla klienta w potrzebie (sprawdziłem parokrotnie)

@D, dziękuję za komentarz i oczywiście odniosę się.

Nie zazdroszczę Piotrowi, bo trudno zazdrościć rzeczy, których się nie widzi. ;) Osobiście nic do niego nie mam, bo staram się oceniać czyny, a nie ludzi. Właściwie to byłoby mi miło poznać go kiedyś osobiście, może wtedy mogłabym go łatwiej zrozumieć.

Nie wiem, ile zarabia Piotr, więc trudno mi odnieść się do jego i moich zarobków. Nie pracuję w BOK – to tak dla jasności, a książka to nie jest moje jedyne źródło dochodu. Na brak klientów nie narzekam, zapewne Piotr także.

Nie wiem, czy czytałeś moją książkę, a jeśli tak, to czy faktycznie ją zrozumiałeś. Przepraszam, ale czasami mam wrażenie, że ludzie mnie nie rozumieją. ;) Moje stanowisko w sprawie newsletterów jest jasne i mówię zdecydowanie „NIE” praniu mózgu i taki też pogląd jest w książce.

Jeśli Ty wolisz tego pranie i świadomie dajesz sobie je robić, a wypisujesz się ze szczerych i niemarketingowych, to przecież nie ja nic na to nie poradzę. Masz do tego prawo i ja to szanuję. Wiem, że ludzie w natłoku reklam bardzo sobie cenią szczere opinie, gdzie czasami im coś polecisz, a czasami zdecydowanie odradzisz. Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś, kto woli pranie i to jest jego prawo.

Chciałabym też, aby e-biznes nie był sprowadzany tylko do tego, co robi Majewski, Złote Myśli, Cebulski itp. Kiedyś wydawało mi się, że to jest właśnie e-biznes, ale z czasem dotarłam też do innych obszarów i uwierzyłam, że można być skutecznym bez prania. Po prostu są różne szkoły marketingu, tak jak są różne koncepcje pedagogiczne. I każdy wybiera swój nurt i w nim działa.

Dla przykładu: możesz zapisać dziecko do przedszkola Montessori albo do przedszkola Steinera. Jeśli będziesz szukał pomocy psychologa, to także spotkasz różne nurty. To samo można powiedzieć o metodach zarządzania – zobacz, jak różni się model japoński od modelu amerykańskiego. Więc w e-biznesie też są różne nurty.

Na temat przerośniętego ego Cebulskiego było na tym blogu wiele razy (skorzystaj z wyszukiwarki na blogu i na forum ebiznesmeni.pl). Nie piszę już o tym, bo zwyczajnie mi się znudziło. Ile można pisać o tym pisać? :)

Pozdrawiam również. :)

Shrew:

>Nie zazdroszczę Piotrowi, bo trudno zazdrościć rzeczy, których się nie widzi

Biorę poprawkę na wiatr w tym co robi Majewski. Ilekroć coś spierniczy jest o tym ciasza, jak coś wymyśli to robi wokół tego szum. Nie o to chodzi. Skupił wokoło siebie sporo serwisów i bądź co bądź taka sieć zarabia. Sam w tym siedzę i wiem, że z pozoru zwykły projekt potrafi dać nieźle zarobić. Same transakcje na ekademia.pl (czy jakoś tak) dają mu pieniądze za nic. Za samo udostępnienie systemu osobom zainteresowanym.

Nie bronię Majewskiego bo faktycznie jego ego również jest, delikatnie mówiąc, sporo przerośnięte. Bronię idei takiej koncepcji ebiznesu: Twórz projekty, promój, a później zarabiaj na nich niewiele robiąć.

Sam tak działam od ponad 8 lat i jestem wręcz zachwycony wynikami.

> Nie pracuję w BOK – to tak dla jasności, a książka to nie jest moje jedyne źródło dochodu.

Ja kojarzę Cię (o ile się nie mylę) z księgarni Mentis lub Aragon.

>Jeśli Ty wolisz tego pranie i świadomie dajesz sobie je robić, >a wypisujesz się ze szczerych i niemarketingowych, to przecież >nie ja nic na to nie poradzę.

To nadinterpretacja. Ja raczej robię to pranie, niż daję je sobie robić. Mając do wyboru: zastosowanie skutecznej oferty ze sprawdzonymi tikami marketingowymi, która przyniesie Ci zysk większy o 70%, a nie skorzystanie z tej opcji, dasz sobie spokój tylko dlatego, że agresywny marketing kojarzy Ci się z Majewskim? Ja stawiam na biznes i zyski. Jeśli coś pozwoli mi zarobić więcej (a pozwoli, bo oferty gruntownie testuję) to korzystam z tego. Sprzedają produkty dobre i mam czyste sumienie, że nie wciskam bubli. A że reklama dźwignią handlu to czemu z niej nie korzystać? Dla zasady?
Dąże do maksymalizacji zysków. W końcu po to mamy biznesy, aby zarabiały.

>Nie wiem, czy czytałeś moją książkę, a jeśli tak, to czy faktycznie ją zrozumiałeś.

Nie czytałem, ale uwierz, że mając do wyboru książkę Twoją i Majewskiego wybiorę Twoją ;) Faktem jest, że jak pierwszy raz ją zobaczyłem pomyślałem, że to Majewski. To wina kolorystyki okładki.

>Moje stanowisko w sprawie newsletterów jest jasne i mówię zdecydowanie “NIE” praniu mózgu i taki też pogląd jest w książce.

Zależy co rozumiesz przez pranie mózgu. Jeśli wszystkie oferty wysyłane mailingowo, stosujące presupozycje itp. „agresory” to oczywiście nie zgadzam się. Tak jak napisałem – jeśli agresywność podniesie efektywność sprzedaży, robię to. To biznes, a nie zabawa. Wszystko jest OK dopóki wiem, że sprzedaję klientowi dobry towar, a nie marzenia czy bzdurne fantazje.

>Chciałabym też, aby e-biznes nie był sprowadzany tylko do tego, co robi Majewski

I nie jest. Twój artykuł traktował o Majewskim więc dlatego się do niego odnosimy. Każdy kto trochę w tym siedzi wie, że nie ma czegoś takiego jak „styl Majewskiego”. Majewski to kopia i remix różnych teorii zza oceanu. Do tej pory chce mi się śmiać, gdy przypomnę sobie jak ktoś kiedyś napisał na jego forum, że nawet z mailach z Onet.pl ktosowane są „jego” nagłówki. Chodziło jeśli dobrze pamiętam o „Śmiali się…”. Myślisz, że Majewski sptostował, że większość nagłówków skopiował z książki Caples’a? W życiu :) A może on sam wierzy, że je wymyślił…

>Na temat przerośniętego ego Cebulskiego było na tym blogu wiele razy

Poszukam. Po prostu jak słyszę o „milionerach” od razu widzę Cebulskiego, a nawet słyszę jego wystąpienie, gdzie mówi coś w stylu „Czy wiedzą państwo z kim się spotykacie? (cisza… nikt nic nie mówi). Z milionerem”. Myślałem, że spadnę z krzesła ze śmiechu. A pochodziło to z jakiegoś wystąpienia, które w MP3 wysyłały kiedyś Złote Myśli.

>ale z czasem dotarłam też do innych obszarów i uwierzyłam, że >można być skutecznym bez prania

Tu nie chodzi o wiarę, ale o konkretne dowody skuteczności. Kilka lat temu przeredagowałem swoją pierwszą ofertę na stronie www. Skuteczność przedaży wzrosła o ponad 70% (testowałem oferty równolegle więc to nie przypadek czy sezonowość). To nie jest opinia, to jest fakt, który w ciągu roku przekłada się na kilkanaście tysięcy czystego zysku na plus. A to tylko jedna oferta.

Oczywiście każdy ma swoje podejście. Ja wybieram to, które jest dla mnie bardziej efektywne.

@D,

1. Oceniam to, co widzę. I widzę, że dochodowym e-biznesem jest np. serwis fotka.pl, a nie Merytorium czy Akademię. Dlaczego? Być może Piotr ma 100 razy więcej pieniędzy od wszystkich Czytelników tego bloga. Być może ma 15 nieruchomości.

W porządku, tylko zauważ, że Piotr nie mówi o konkretnej skali, tylko że jest skala. Dla mnie to za mało, bo mówić to sobie można różne rzeczy i wcale nie musi to oznaczać skromności, tylko celowe ukrywanie skali.

Dokładnie to samo było ze słynną sprawą jego wieku. Dziś wiemy, dlaczego tak to skrywał i dlaczego dorabiał temu ukrywaniu ideologię. Taka jest moja ocena tamtej sytuacji.

2. Praca w Mentis i Aragon to „pracowałam”, a nie „pracuję”. Baaaardzo stare dzieje w niewielkim wymiarze godzin, przez krótki okres czasu, dla niewielkiej grupy klientów. Na dłuższą metę zbyt kameralnie, ale było miło i pouczająco.

3. Dążenie do zysków nie jest złe, bo przecież biznes jest po to, żeby czerpać z niego zyski. Jednak trzeba brać pod uwagę nie tylko zysk, bo jak zapewne wiesz biznes nie składa się tylko z zysku.

Albo inaczej… Jeśli chcesz się szybko wzbogacić tu i teraz, a później zaorać wszystko i zapomnieć, to luz. Natomiast prowadzenie biznesu polega na budowaniu sobie pozycji, renomy, szacunku, lojalności itp.

Co mi z tego, że np. w grupie naukowców podniesie się sprzedaż po puszczeniu newslettera z reklamami, jak większość się wypisze, znienawidzi mnie, odejdzie i zrobi złą reklamę? Do tej grupy trzeba napisać inaczej niż do Pani Krysi, lat 53, z mięsnego.

Zysk w takiej sytuacji jest krótkoterminowy (tu i teraz) i z perspektywy funkcjonowania firmy przez kolejne lata nie jest to korzystna sytuacja, bo nie ciągnie za sobą lojalności i renomy.

Skuteczna oferta nie musi oznaczać prania. Wskazanie korzyści to nie pranie.

Seks, agresja etc. sprzedaje się i sprzedaje towar, ale są rzeczy, o których trzeba pamiętać, jeśli chcesz robić to samo za następne kilka lat. Na opinię pracuje się codziennie. Niestety. ;)

>W porządku, tylko zauważ, że Piotr nie mówi o konkretnej >skali, tylko że jest skala. Dla mnie to za mało, bo mówić to >sobie można różne rzeczy i wcale nie musi to oznaczać >skromności, tylko celowe ukrywanie skali.

Bierz pod uwagę, że mało kto mówi ile zarabia i jaki jest jego stan posiadania. Czy Kamil Cebulski odpowiedział w ‘Kawa czy Herbata’ jaki ma stan posiadania? Nie. Kręcił, aby nie wyszło na to, że ten jego sławetny milion to aktywa firmy i obroty. Przy takim przelicznik to i ja jestem milionerem. Ba, takim milionerem może być właściciel każdego średniego sklepu internetowego.

Majewski jak każdy z przerośniętym ego, pseudo milioner, dużo gada. Nie powie o niepowodzeniu szkoły Adamka, czy o tym, że jego osławiona, złotodajna baza email od jakiś 5 lat wcale nie rośnie. Nwet przestał podawać jej dokładną ilość. Czemu? Bo nie ma się czym chwalić. W 2002-2003 było to 53 tysiące, teraz (jak sam pisze) ok. 60 tys.

>Dokładnie to samo było ze słynną sprawą jego wieku. Dziś >wiemy, dlaczego tak to skrywał i dlaczego dorabiał temu >ukrywaniu ideologię. Taka jest moja ocena tamtej sytuacji.

Tu się zgadzam. Roztoczył mit, który padł po tym jak ludzie dowiedzieli się jak młody człowiek im doradza.

>Jednak trzeba brać pod uwagę nie tylko zysk, bo jak zapewne >wiesz biznes nie składa się tylko z zysku.

Oczywiście, ja cenię stałego klienta. Ale pisałem o ofertach, które istnieją tylko po to aby sprzedawać. Nie są to sklepy czy serwisy przywiązujące klienta. Sprzedają jeden produkt. Ich celem jest tylko sprzedaż. Dopóki jest on dobry i oferta faktycznie opisuje produkt takim jaki jest – stosowanie trików podwyższających sprzedaż jest w porządku.

>budowaniu sobie pozycji, renomy, szacunku, lojalności itp.

Tak jak wspomniałem to kwestia o jakim biznesie mówimy. Jeśli to sklep (księgarnia) to OK. Budujemy lojalność i dobre kontakty z klientem. Jeśli jest to ministrona oferująca jeden produkt to nie ma mowy o CRM. Klient kupuje i więcej nie wraca. Dbamy tylko o to, aby dostał dobry produkt, aby był zadowolony i powiedział o nas znajomym :)

>Co mi z tego, że np. w grupie naukowców podniesie się sprzedaż >po puszczeniu newslettera z reklamami, jak większość się >wypisze, znienawidzi mnie, odejdzie i zrobi złą reklamę?

Nie każdy podchodzi do mailingów tak jak Ty. Widzisz to jako człowiek z branży.
Mam bazę ok. 20 000 emaili swoich klientów i osób, które zpaisywały się na kursy. Po wysłaniu mailingu wypisuje mi się ok. 0.5% z czego większość to efekt czyszczenia bazy. Skrypt zczytuje bouced-emails i sam kasuje emaile kont, które nie istnieją.
Faktem jest, że nie przesadzam z takimi mailingami i jeśli już zdecyduję się wysłać coś ponad email z lekcją kursu, to piszę o czymś bardzo stargetowanym na daną grupę.

>Do tej grupy trzeba napisać inaczej niż do Pani Krysi, lat 53, z mięsnego.

Zależy jakie bazy budujesz. Jeśli masz bazę danych emaili osób, które kupiły przygody Sherlocka Holmesa i powiadomisz ich o nowej książce o tematyce detektywistycznej jest spora szansa, że garść osób się skupi.
Jeśli w bazie masz bałaga i grupy nie da się targetować, efekt będzie mizerny.

>Zysk w takiej sytuacji jest krótkoterminowy (tu i teraz) i z >perspektywy funkcjonowania firmy przez kolejne lata nie jest >to korzystna sytuacja, bo nie ciągnie za sobą lojalności i >renomy.

Masz zupełną rację. Jeśli jako przykład weźmiemy sklep, to tak. Jeśli jest to ministrona sprzedająca np. 1 ebooka to nie. Jest porządaną akcją jest sprzedaż tego ebooka, nie relacja z klientem.

>Skuteczna oferta nie musi oznaczać prania. Wskazanie korzyści >to nie pranie.

Jeśli do tego dochodzimy to jak w takim razie „prania” dokonuje Majewski? On robi niewiele więcej. Wszystko obraca się wokoło wzbudzenia pożądania. Jak to zrobisz nie ma znaczenia. Czy wypiszesz korzyści, zastosujesz presupozycje, cokolwiek. Działasz na podświadomość.

>Na opinię pracuje się codziennie. Niestety. ;)

I o tym należy pamiętać. Jednak mailingi nie koniecznie muszą szkodzić. Złoye Myśli wysyłają ich sporo i jako partner miałem możliwość testowania ich skuteczności. Wyszło na to, że skuteczność oscylowała w czasie testu w granicach 15%, generowała mi 40-60% sprzedaży i baza osób poleconych wcale mi się nie zmniajszała.
Czy w takim przypadku zrezygnowałabyś z ich wysyłania? Chłodnicki praktykuje taką formę marketingu od lat i jakoś firma nadal prze do przodu, zdobyła inwestora i zarabia pieniądze.
Możemy zrezygnować z marketingu agresywnego, oferty sprzedające zamienić na „Czy kupi Pani/Pan mój produkt”, zrezygnować z mailingów i przesiąść się z Leksusa na komunikację miejską ;)

Z drugiej strony jeszcze nigdy klient nie napisał do mnie nic w stylu „Nie wysyłaj mi tych śmieci baranie” lub „Co ty za pierdoły wypisujesz na tych swoich stronach”.

Czyli nie jest źle, karuzela się kręci, biznes jest zdywersyfikowany na sprzedający agresywnie i budujący reklacje z klientami. Mając kilkanaście zarobkowych serwisów można sprawdzać co lepiej zarabia, dywersyfikować strategie.

Jeśli Majewski czy inny guru ujawi swoje zarobki chętnie porównam je ze swoimi. Może się okazać, że ja zwykły szaraczek spod jabłoni, o którym mało kto wie, zarabia więcej niz guru.
Majewski coś ostatnio wspominał o „kilkuset tysiącach”;) Netto? Brutto? Nikt nie wie. Nie wiadomo też czy faktycznie „kilka” czy tylko jedna setka.

Tyle:)

Pozdrowienia

@D, dzięki za odpowiedź. Szkoda, że ja i reszta nie mamy okazji poznać, kim jesteś. Tzn. ja się domyślam, bo każdy zostawia swoje indywidualne ślady. ;)

Oczywiście, że nie jest trudno to sprawdzić :) Gdybym chciał się ukryć skorzystałbym z serwera proxy lub internetu z komórki. Jednak z mojego IP korzysta 500 osób, z tego 7 działa w różnych PP (gdzie możnaby porównać IP z danymi osobowymi): ZM, u Sebastiana S., Kamila C. Tak więc mój IP to ja, ale pewności nie ma ;) Pozdrawiam serdecznie!

@D, IP to tylko jeden ze śladów.

Mam wrażenie, że ktoś mnie tutaj mylnie kojarzy z Ententą Piotra Michalaka…

shrew: Tak, a moje poglądy to już drugi :)

[...] wpis o Piotrze Majewskim. Przede mną i po mnie pisali również: MediaFun, Artur Kurasiński, Shrew czy też Paweł Fornalski i WebAudit. Dzisiaj otrzymałem maila o tytule: “Zarabiaj na [...]

Być może nie wszystko co mówi i pisze Piotr Majewski mi się podoba … ale po co to roztrząsać. Jeżeli usłyszałem tylko jedno zdanie, które mi się spodobało, a przede wszystkim wykorzystałem je w swoich projektach internetowych (i nie tylko), to było warto słuchać tego gościa … a muszę przyznać szczerze, że tych zdać było całkiem sporo.

Tak się składa, że miałem przyjemność spotkać się z Panem Majewskim. Nie rozumiem skąd ta zawiść i pomyje wylewające się z większości opublikowanych zdań?

Nie mnie oceniać, co „facet” ma w głowie, nie mniej jednak niezaprzeczalnym faktem jest, że do wielu kwestii doszedł sam, a jego osoba budzi zaufanie i szacunek.

Nie znam słynnych zdań Pana Majewskiego i nie bardzo chcę je poznawać. Myślę sobie jednak, że nawet jeśli Pan Majewski jest samozwańczym guru internetu – ma prawo uczyć się na własnych błędach i popełniać ich tyle, ile tylko sobie chce. Bo co? Bo business is business? Bez przesady. Nie dajmy się ponieść paranoi…

Zresztą, „dajcie żyć” – jak mawia moja przyjaciółka…

Wiem, że najłatwiej jest kogoś opluć. Życzę Państwu, żeby w tym przypadku nie było to plucie pod wiatr…

Kłaniam się.

Jeśli nie widzisz formularza do komentowania, tzn. że od publikacji wpisu minęło więcej niż 5 miesięcy i możliwość komentowania została automatycznie wyłączona.