» Mikroplotek.com
12.04.2008 | kategoria: E-biznes, Rekomendacje
Ze strony głównej Blipa trafiłam na projekt o nazwie Mikroplotek.com. Jeśli myślisz, że to kolejny serwis plotkarski ze stajni o2.pl, to jesteś w błędzie.
Mikroplotek wygląda tak:

Jak widać jest bardzo podobny do serwisu Agory o nazwie Plotek.pl
I właściwie na tym kończą się podobieństwa do Plotka, bo Mikroplotek pisze o mikrocelebrytach (co za fatalne słowo; wymyślmy coś lepszego). Kim są mikrocelebryci, możesz przeczytać np. u Yashke.
Sposób, w jaki serwis podchodzi do publikowanych rewelacji, określa slogan widoczny pod logo:
Tylko nieprawdziwe informacje.
Całość zatem ma charakter typowo rozrywkowy.
Mikrocelebryci, o których piszą „dziennikarze”, to postacie z branży tzn. kręgi web-dwa-zerowe, blipowe i blogowe. Któż z nas nie zna (choćby ze słyszenia) takich osób jak Fanatyk, VaGla czy Reuptake.
Dodam, że idea bardzo mi się spodobała (zawsze to jakaś rozrywka), ale mam pewne wątpliwości. Zaznaczam, że to moje wątpliwości i nikt nie musi się z nimi zgadzać. :)
Po pierwsze
Z komentarzy w serwisie wynika, że ludzie myślą, iż to jest naprawdę serwis plotkarski! Co prawda w tytule jest informacja, że tutaj są tylko nieprawdziwe informacje, ale czy ktoś to przeczyta? Już pomijając kwestię, czy w serwisach plotkarskich w ogóle są jakieś prawdziwe informacje. ;)
Po drugie
Zadałam sobie pytanie, czy przeciętny Kowalski, który szuka plotek w internecie, jest na tyle mądry, żeby zrozumieć, że to jest jedna, wielka zabawa osób z branży. Dodajmy – osób, których Kowalski nie zna i branży, której także nie zna.
Paweł Opydo z Mikroplotka próbował mnie uspokoić:
Przeciętny Kowalski raczej jest na tyle mądry. Problem polega na tym, że wpadła do nas masa ludzi z Plotka (gdy o nas napisali), którzy myślą, że my faktycznie chcemy konkurować z Plotkiem. Wpisy są jednak na tyle głupawe, że raczej nikt na poważnie tego nie bierze – najwyżej niektórzy nie wiedzą o co chodzi ;)
To dość optymistyczne słowa, ale nie podzielam tego stanowiska.
Po trzecie
Zaczęłam zastanawiać się, czy ja jako osoba z branży mogę tam trafić i przeczytać, że łączą mnie jakieś intymności z Rafałem albo widziano mnie w Egipcie z Marcinem. Paweł odpowiada:
Jeżeli chodzi o osoby, o których piszemy, to dotykając jakichś bardziej kontrowersyjnych tematów (np. mających cokolwiek wspólnego z rzeczywistością) pytamy o zgodę, ale zasadniczo piszemy o swoich znajomych, więc tu raczej problemu nie ma.
Jako że nie jestem znajomą żadnego z redaktorów Mikroplotka, to śpię spokojnie.
Po czwarte
Nie piszemy „po nazwisku”, tylko używając ksywki, i bez problemu kasujemy materiały jeżeli tylko wzbudzą jakieś kontrowersje etc.
I tu pojawia się problem pseudonimów. Rodzina i przyjaciele (przynajmniej u mnie) znają mój pseudonim, wiedzą, że posługuję się nim w internecie i że działam w tym internecie. Nawet mama mówi do mnie „szru”. :)
W takiej sytuacji ewentualny zawał kogokolwiek po przeczytaniu w sieci, że shrew coś tam z kimś innym (a nie z Tomkiem) byłby całkiem możliwy. I dam sobie głowę uciąć, że łyknęliby to i zaczęli się zastanawiać, czy aby sąsiedzi nie trafią w sieci na ten skandal.
Pomyślałam sobie
Może ciekawym pomysłem byłoby wprowadzenie dostępu do serwisu na hasło. Uzasadniam:
1. Da to poczucie elitarności i każdy będzie chciał tam być.
1a. Z tego powodu też zrobi się reklama.
2. Unikamy sytuacji, że wchodzą tam osoby szukające plotek o Dodzie.
3. Dostęp będą miały osoby z branży, które kojarzą pseudonimy opisywanych osób i wiedzą, że to jeden, wielki żart wynikający z określonego kontekstu.
Dlatego istotnym pytaniem jest kierunek serwisu – dla kogo on właściwie jest? Jeśli dla każdego, to wprowadzenie dostępu na hasło jest raczej pozbawione sensu, bo upada cała mikrocelebrytowa idea, a tworzy się kącikiem wzajemnej adoracji.
Jakie są Twoje odczucia na temat serwisu?


Komus sie ewidentnie nudzilo, ale w swietle tych 31-marcowych prima aprilisow, to dobrze sie prezentuje ;)
Mikroplotek jest — moim zdaniem — żartem hermetycznym. Tak samo hermetyczne są czasem sieciowe komiksy, a nikt nie blokuje do nich dostępu hasłem. Co złego może się stać, jeśli ktoś w małym serwisie przeczyta, że „szru” to czy tamto zrobiła z kimśtam? W najgorszym przypadku, jeśli ktoś Cię o to spyta, odsyłasz do nagłówka strony… Mnie tam mikroplotek podoba się jako „mikrospołecznościowy” żart czy eksperyment. Pewnie gorzej byłoby mieć serwis mikroplotkarski, w którym publikowane są prawdziwe treści (albo takie, które próbują za prawdziwe uchodzić). Wtedy być może byłoby się czym przejmować :)
Ojtam. Zwyczajnie trzebaby wytłuścić jakiś wstępniak na stronie głównej, w której wszystko byłoby w dwóch zdaniach wyjaśnione.
To nieprawdopodobne, jak się niektórym może nudzić. Zazdroszczę. :-)
@Paweł, nic się złego nie stanie, ale wyobraź sobie, ze są ludzie, którzy wierzą w to, co przeczytają w sieci, zwłaszcza w serwisach wyglądających na plotkarski. I nikt nie będzie Cię pytał, czy to prawda, tylko puści plotę dalej dodając od siebie jeszcze kilka faktów bez podania źródła ;)
@Vroobelek, w mojej ocenie to nie jest kwestia nudy, tylko:
a) podejścia do życia z uśmiechem
b) sposób na wypromowanie siebie na wielu płaszczyznach zawodowych
Myślisz, że jeśli napiszę np., że masz romans z ufoludkami, albo chodzisz z Arnoldem Schwarzeneggerem, to ktoś to weźmie na serio i puści plotkę dalej? :)
Poza tym – połowę plotek tego typu podsyłają nam same „ofiary”, czasem nawet sami je o sobie piszą ;)
Druga sprawa – Mikroplotek jest po prostu głupim serwisem robionym totalnie dla jaj :) Dlatego troszkę śmieszą mnie próby analizy psychologicznej serwisu i nadaniu Mikroplotkowi roli w społeczeństwie internetowym etc. plepleple :P To po prostu absurdalny żart ;)
@Obee, myślę, że jak romans z ufoludkami, to nie :)
Druga sprawa – żart dobrze się roznosi po sieci, więc nie wyśmiewaj żadnej próby analizy, bo jak się sprawdzi, to analizujący będą się śmiać… z zazdrości o miliony ;)
Taki żart dla nastoletniej młodzieży, na poziomie kabaretu OTTO. Co kto lubi.